Traim na helpim Drukuj Poleć znajomemu
Czyli "próbować i pomagać". Brzydką przywarą, jaką okazuje większość Papuasów, jest „próbowanie" na ile ktoś im pozwoli.

To mi przypomina, jak przed moim wstąpieniem do nowicjatu (we wrześniu 1989) pan w WKU chciał wziąć mój dekret mówiący o przyjęciu mnie do nowicjatu. Nie chciało mu się robić kopii, to może mi zabierze dokument. Ale mu nie dałem, ustaliłem granice.

Tak samo jest z miejscowymi, często sprawdzają, gdzie jest granica, do której mogą coś robić, do której mogą się posunąć. Czasami jest to śmieszne, a czasami przykre. Gdy dzieci dotykają skóry białego, śmieszy mnie to. Jednak gdy ktoś zaczyna mieszać w pieniądzach złożonych przez ludzi na ofiarę i robi coś, czego proboszcz zabronił, to już mnie martwi. Ofiarę po nabożeństwach niedzielnych, gdy nie ma księdza liczą i na karteczce piszą ile zostało zebrane. Podpisują się dwie osoby. Po jednej niedzieli były dwie karteczki, jedna...
... jakby wcześniejsze obliczenia, druga już ta oficjalna podpisana. No i sumy się nie zgadzały. Okazało się, że samowolnie odebrali sobie na jakąś książkę do prowadzenia liturgii, którą wcześniej kupili, i o to już były spory z proboszczem, który zabronił tej praktyki. Niestety doszło do samowolki.
Próbują co się da zrobić „po swojemu”. Jest ksiądz, który zastępuje proboszcza, więc nie wie jakie mniej więcej są ofiary, więc może nie zauważy. Gdyby się im druga karteczka nie zawieruszyła pomiędzy monetami, faktycznie bym nie wiedział.

Raz, gdy sprzedawałem książki, jeden mężczyzna przyszedł, ale przyniósł tylko 10 kina zamiast 12 kina, choć dobrze wiedział, ile potrzeba. No i mówi, że może innym razem mi dołoży. Nie można się zgodzić, trzeba trwać przy ustaleniach, na granicy. Po pierwsze można nigdy nie zobaczyć już tych 2 kina, po drugie inni też zaraz przyjdą, że chcą kupić ale mają 11 kina albo 9 kina. „Jemu się, pater, zgodziłeś jemu, a mi nie chcesz". A 2 kina pożyczyła mu za chwilę jego babcia i książkę kupił, ale „traim" już było. Ale oni sami, gdy widzą, że pater wie, że nie można „dawać" i czekać potem na pieniądze, to ci co nie kupują upominają tego, co próbuje, żeby szedł po resztę pieniędzy.

Z drugiej strony wielu z nich stara się mi pomóc, jako temu, który przyszedł do nich, by dla nich sprawować Sakramenty. Po pierwsze ciągle mnie poprawiają, gdy robię błędy w języku tok pisisn. Czy to na markecie, czy w kościele, czy gdy po drodze z kimś rozmawiam.
Ale jest też pomoc bardziej wymierna. Przyszli usunęli trawę spośród kamyków przy domu księdza i wzdłuż płotu, oczyścili z zielska rowy odwadniające na terenie posesji. Czasami przynoszą owoce: ananasy, banany czy warzywa: pomidory, fasolkę. Jak kupuję na markecie, to czasami też po prostu coś dadzą.

Najbardziej mnie zaskoczyli, gdy w jednym miejscu wyrównali drogę, usunęli duże kamienie, bo zauważyli, że mam trudność z pokonywaniem tego odcinka na motorze. I potem mi mówią, że to ze względu na mnie zrobili.
I właśnie ci, którzy starają się by pater czuł się u nich dobrze, ci naprawdę pomagają, wzmacniając motywację do dalszej pracy.

Ks. Sławomir Maizner SAC
Zdjęcia: Br. Janusz Namyślak SAC
 
SMS misje