Strona główna arrow Nr 68 (3/2014) arrow Pożar szkoły w Perigo
Pożar szkoły w Perigo Drukuj Poleć znajomemu
Dzień trzeci kwietnia na długo pozostanie w pamięci dla Mathildy Kari, dyrektorki szkoły w Perigo, nauczycieli, dzieci i rodziców. Co takiego wydarzyło się tego poranka?.

Rano usłyszałem dzwonek swojego zegarka. Trzeba wstać i iść na rozmyślanie, a potem do kościoła na Mszę św. Ledwo zacząłem się ubierać, usłyszałem dzwonek telefonu. Zastanawiając się, kto tak wczesnym rankiem dzwoni, sięgnąłem po telefon – wyświetlone było imię dyrektorki szkoły. Pomyślałem, że skoro tak wcześnie dzwoni, coś musiało się stać!

Odebrałem i usłyszałem płacz i niezrozumiałe słowa. Zapytałem: „Co się stało? Mów powoli!”. Zrozumiałem, że ktoś podpalił dwie klasy i biuro. Dyrektorka prosiła, aby pójść do elektrowni i powiedzieć, aby wyłączyli prąd dla szkoły w Perigo. Szybko...
... powiedziałem to ks. Janowi Rykale, proboszczowi, który prędko pobiegł do zakładu energetycznego. Tam pracownik natychmiast wyłączył prąd oraz wysłał samochód i dwóch ludzi, aby zobaczyli na miejscu, co się tam dzieje. Ja zadzwoniłem po straż pożarną.
Wszystko się działo o szóstej rano. Zapowiadał się ładny dzień, a tu...

Po kilku minutach sam pojechałem na miejsce zdarzenia. Wszystko płonęło. Aż żal było patrzeć. Łzy same napływały do oczu. Tyle pracy ludzkiej zostało zmarnowane. Tak wiele pieniędzy z trudem zdobytych na budowę nowych klas i biura przepadło, bo wszystko zostało w mgnieniu oka spalone. Widziałem rodziców, jak bardzo byli rozgoryczeni tym, co się stało. Co musiała przeżywać dyrektorka; jaki ból miała w swym sercu – tego nikt nie wie. Był to nowy budynek, zaledwie rok temu oddany do użytku. Podłoga cementowa. Dach kryty blachą.
Nowe biurka dla dzieci, tablice itp. Biuro wyposażone w sprzęt: kserokopiarka, odtwarzacz DVD, pomoce dla nauczycieli, książki i nowo zakupione mundurki szkolne. W Papui we wszystkich szkołach podstawowych i średnich, katolickich i rządowych dzieci chodzą w mundurkach.

Po zakończeniu pożaru przyszedł czas na pisanie protokołów i rozpoczęcie śledztwa. Policja dość szybko ustaliła, że przyczyną pożaru było podpalenie. Ktoś włamał się do biura, które znajdowało się pomiędzy dwoma klasami, a następnie do klas i rozlał benzynę. Wystarczyła iskra i wszystko stanęło w płomieniach. Sprawców jeszcze nie wykryto, ale wiadomo już, że za podpaleniem i wynajęciem podpalaczy stoją papa graun – „ojcowie ziemi”.

Wiele lat temu ludzie oddawali ziemię dla misji. Misja budowała szkoły i punkty pomocy medycznej. Umowa była zawierana następująco: jak długo jest misja, tak długo ziemia należy do misji.

W Papui ziemia nigdy nie jest sprzedawana! Jest tylko dzierżawiona. Ale w miarę rozwoju cywilizacji i przyrostu naturalnego wielu próbuje odebrać ziemię misji, choć nie są właścicielami, a jedynie dalekimi krewnymi właścicieli.

Wiele osób jest innego wyznania niż katolicyzm, a jednak dzieci posyłają do szkół katolickich. Jest tam dyscyplina i wyższy poziom nauczania.

Nasza diecezja Wewak ma ponad 150 szkół katolickich podstawowych, kilka szkół średnich i filię uniwersytetu z Madang. Na terenie naszej parafii Boram mamy trzy szkoły podstawowe, w tym jedną katolicką (właśnie w Perigo), i jedną szkołę średnią
rządową.

Dyrektorkę szkoły w Perigo i rodziców czeka mnóstwo pracy, aby zdobyć środki na budowę nowych klas.
Tymczasowo zostaną wybudowane nowe klasy z busz materiału, aby dzieci miały dach, który będzie je chronił przed słońcem i deszczem.

Pozostaje jeszcze sprawa „ojców ziemi”. Trzeba będzie się z nimi dogadać. Wytłumaczyć im, że ziemia jest nadal misyjna, bo misja dalej trwa. Innego miejsca na szkołę nie ma, a dzieci gdzieś się muszą uczyć. Również ich dzieci.

Trzeba wierzyć, że sprawę uda się załatwić pozytywnie.
***
Odwiedziła nas Mathilda. Mówiła, że klasy: siódma i piąta mają lekcje pod namiotem. Wszystkie książki i pomoce zostały spalone, a kupno nowych to koszt kilku tysięcy kina, których nie ma. Napisane zostało podanie do Ministerstwa Edukacji o pomoc w zakupie po niższej cenie podręczników do nauki.

Rodzice zobowiązali się do postawienia nowych pomieszczeń, ale zapał minął i nikt nic nie robi. Policja też umywa ręce, bo, jak powiedziano: „ręce opadają”. Dyrektorka zatrudniła córkę jednego z papa graun, która ma skończone studia nauczycielskie.
Może teraz się wszystko uspokoi.

Br. Janusz Namyślak SAC
Zdjęcia Autora