Strona główna arrow Nr 68 (3/2014) arrow Do wolności wyswobodził nas Chrystus
Do wolności wyswobodził nas Chrystus Drukuj Poleć znajomemu
Amazonia chyba od zawsze była miejscem, gdzie niewolnictwo i handel ludźmi istniało jako coś normalnego. Stąd do dzisiaj dochodzi tu do sytuacji, które przerażają.

Najpierw jeszcze kilka zdań o niewolniczej pracy w tym przeogromnym płucu świata. Jeśli chodzi o statystyki, które w sumie są zawsze zaniżone i różnią się w zależności od źródeł i sposobu patrzenia na problem wyzyskiwania robotników, to w latach 2003-2012 Amazonia miała połowę tej liczby niewolników, którzy zostali uwolnieni w całej Brazylii. Było to 62 800 osób, głównie mężczyzn. Pracowali na fazendach, przy nielegalnym karczowaniu lasu, przy wypalaniu węgla drzewnego, kopalniach i w różnego rodzaju fabrykach. Zawsze gdzieś na odludziu, bez możliwości kontaktu ze światem, zwłaszcza z bliskimi, bez wynagrodzenia lub za nędzne grosze, oczywiście bez uposażeń socjalnych, o głodzie, traktowani jak zwierzęta, bez możliwości powrotu do swoich.
Tych udało się uwolnić. Wiadomo jednak, że kolejne tysiące kontynuują pracę jako niewolnicy. Tylko jakiś przypadek sprawi, że znajdzie się ktoś odważny, kto zauważając to, zacznie działać. Oczywiście każdy, kto w takiej sytuacji ośmieli się powiedzieć światu o tym, co widział, może...
...stracić życie. Wielu też, niestety, je traci.

Jednak do wykorzystywania, skrajnie nieludzkiego, dochodzi też w samym centrum Manaus, na oczach wszelkich możliwych służb, które są powołane przez państwo, aby robotnika i obywatela chronić. Stolica Amazonii będzie miejscem, gdzie wkrótce zagrają swoje mecze drużyny Włoch, Portugalii, Anglii, Kamerunu, Chorwacji, Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii i Hondurasu. Miastu trafiły się rzeczywiście niektóre perły futbolu. Stadion, gdzie to wszystko się odbę-dzie, jest ponoć bardzo ładny, właśnie wykończony i oddany. Każdy marzy, by na nim zasiąść, oglądając jeden z meczy.

Tymczasem właśnie ten stadion jest najlepszym przykładem niewolniczej pracy setek robotników. Zmuszani są do ha-rówki dzień i noc za grosze, bez zapewnionego koniecznego bezpieczeństwa. Trzech mężczyzn na budowie straciło życie. Ludzie miesiącami pracowali za darmo, bo ich pensje nie były wypłacane. Gazety wspominają, że dodatki socjalne do dziś nie zostały uregulowane. Stadion pochłonął mniej więcej, w przeliczeniu na polską monetę, miliard złotych. Będą cztery mecze, dwie fiesty, jedna na rozpoczęcie i druga na zakończenie oraz minimum dwadzieścia lat spłacania długów przez miasto z pieniędzy podatników. Ale w futbolowym raju o ludzkiej krzywdzie raczej nikt nie będzie pamiętał. Chyba, że Brazylia nie zostanie po raz szósty mistrzem świata.

W Manaus, co od dawna podejrzewałem, ale co ostatecznie się potwierdziło, kiedy miałem okazję wysłuchać świadectwa pewnej dziewczyny, która przez to wszystko przeszła, istnieje wyjątkowo podłe niewolnictwo, które ma bardzo zamaskowane oblicze. Zamaskowane, bo pokazuje się jako akt miłosierdzia, pomocy, dobroczynności. Bywa często, że w bogatszych domach są na wychowaniu dziewczęta z miejscowości bardzo oddalonych, gdzieś z głębokiego lasu. Jedna z nich miała wyjątkowego pecha. Kiedy udało się jej uciec od rodziny, która ją niby wychowywała, opowiedziała nam taką oto historię.

Maria, powiedzmy, że takie jest jej imię, pochodziła z wioseczki położonej po drugiej stronie Rio Negro. W wieczór przed świętem św. Jana Chrzciciela przyjechali do jej rodziców niby przyjaciele jej ojca. Ten zaraz wyjaśnił swej córce, że oni przyjechali, aby ją zabrać do Manaus, gdzie będzie chodziła do szkoły, a potem będzie miała wspaniałe życie w mieście. Każdy tego chce, więc dziewczyna poczuła się jak w niebie. Na dodatek została tamtego wieczoru ochrzczona w ogniu św. Jana.
Ten ludowy zwyczaj, który oczywiście jest totalnie obcy katolicyzmowi, jest traktowany przez ludzi z wiosek wyjątkowo poważnie. Jej rodzicami chrzestnymi zostali oczywiście owi ludzie, do których właśnie się przenosiła. Chrzest ten oznaczał, że to oni stali się teraz jej rodzicami i im miała być we wszystkim posłuszna.

Nie jestem w stanie opisać tu żadnych detali z tego, co potem działo się z Marią. Są wyjątkowo straszne. W Manaus, w eleganckim domu, zapewne w rodzinie postrzeganej jako wspaniała, stała się niewolnicą do wszystkiego. Nie chodziła do szkoły. Przez siedem lat nigdy nie wychodziła z tego domu.

A przecież do wolności wyswobodził nas Chrystus! Wolność jest jednym z podstawowych elementów naszej godności.

Ks. Grzegorz Paderewski
Zdjęcie: ks. Artur Karbowy SAC