Strona główna arrow Brazylia arrow Kanonizacja Jana Pawła II
Kanonizacja Jana Pawła II Drukuj Poleć znajomemu
Jan Paweł II jest ciągle dla Brazylijczyków kimś niezwykłym. Myślałem, że upływ czasu i wybór argentyńskiego kardynała Jorge Mario Bergoglio na papieża, w którym Brazylijczycy dosłownie się zakochali po uszy, są z niego dumni i szczęśliwi, odsunie na bardzo daleki plan osobę naszego Papieża. Tymczasem miłość do niego trwa, o czym mogę się teraz, po raz kolejny przekonać, kiedy przygotowujemy się z naszymi parafianami do jego kanonizacji.

Jan Paweł II odwiedził Brazylię cztery razy. Mam jednak wrażenie, że najbardziej pamiętana i wspominana przez wszystkich jest jego pierwsza pielgrzymka. Zafascynowano się nim wówczas tak bardzo, że okrzyknięto go Brazylijczykiem, uczyniono go ojcem i bratem, na zawsze zamieszkał w sercach jako ktoś z rodziny. A tu o rodzinie nigdy się nie zapomina. Jest ciągła miłość i „saudade”. Słowo to oznacza w portugalskim tęsknotę, ale wielu podkreśla, że jest ono nieprzetłumaczalne. Oznacza dużo więcej, bo to tęsknota, niedosyt, niecierpliwość pomieszana z pragnieniem ponownego spotkania, może nawet żal i ból, że ukochana osoba nie jest z nami cały czas. Czemu nie wraca do domu?

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Brazylii, w dniach 30.06 – 13.07. 1980 roku, była istną rewolucją religijną, moralną, duchową, obyczajową i polityczną. Była też niebyle jakim wyczynem...
... w sensie fizycznym. Papież odwiedził wówczas trzynaście miast w dwanaście dni, przebył 30 tysięcy kilometrów, dwanaście milionów ludzi uczestniczyło w Mszach przez niego celebrowanych, wszystkie media w całości poświęciły swój czas pielgrzymce, oglądalność przekazów telewizyjnych przekroczyła 90% (większa była tylko wtedy, kiedy Brazylia grała finałowy mecz w Meksyku w 1970). Bardzo znany tutaj, zmarły w styczniu tego roku ksiądz jezuita, słynny w Ameryce Południowej teolog Joao Batista Libanio, tak tłumaczył ten sukces Jana Pawła II: „Ten papież był rzeczywiście obecny w życiu wiernych, troszczył się o nich, mówił po portugalsku, przy nim każdy czuł się bezpiecznie”. Znajomość portugalskiego przez Jana Pawła II sprawiła wrażenie, że każdy misjonarz z Europy zna, albo przynajmniej powinien znać ten język. Że jest on na świecie bardzo popularny. Pamiętam, że dziesięć lat temu w Piaui ludzie wyraźnie się dziwili, czemu ja nie mówiłem dobrze po portugalsku. Papież przecież mówił, a ty nie? Inni zaś uważali, że Jan Paweł II po prostu był Brazylijczykiem i stąd ta jego swojskość i naturalność. Raz nawet spowodowałem gniew wśród ludzi, kiedy usiłowałem wyjaśniać, że był Polakiem. Był Brazylijczykiem i koniec!

Ujmował swoją skromnością. Przygotowywane wszędzie dla niego ołtarze były nadzwyczaj surowe. Czasami nawet nie dawały wystarczającego cienia podczas celebracji sprawowanych w szalonym upale. Jeden z reporterów wspomina, że kiedy wszyscy narzekali na upał, papież zaledwie dwa razy otarł pod z czoła. Raz jeden tylko przygotowano dla niego ołtarz z jakoś tam przemyślnie skonstruowanym nawiewem czy klimatyzacją, ale był zdecydowanie z tego niezadowolony.

Oczywiście wówczas Ojciec święty odwiedził też Manaus. Wielu z naszych parafian wspomina jego obecność na tzw. Bola da Suframa, miejscu, gdzie celebrowana była przez papieża Msza Święta. Ludzie zgromadzili się tam już dzień wcześniej, spali na ziemi, czekali cierpliwie kilkanaście godzin. Jeden z parafian, wówczas kilkunastoletni chłopak, mówi do mnie tak: „Miałem wrażenie, że papież mówił tylko do mnie. On zmienił moje życie!”

W Manaus, oprócz wspomnianej już celebracji eucharystycznej, Jan Paweł II w katedrze konsekrował ołtarz i potem uczestniczył w wodnej procesji z okazji odpustu Św. Piotra. Po ulicach miasta przemieszczał się autobusem lekko na tę okazję zmodyfikowanym, a na kolację zjadł rybę amazońską, niestety nie doszukałem się do tej pory jaką dokładnie, przygotowaną przez właściciela bardzo skromnej po dziś dzień restauracyjki z Praca 14, która nazywa się Canto da Peixada.

W całym Manaus tłumy witały papieża krzycząc: „Manaus esta em festa! O Papa na floresta!” Manaus świętuje, Papież jest w lesie! Ten las pewnie powinien być pisany z wielkiej litery, bo bardziej oznacza cały mieszkający tu lud.
Rzeczywiście, w sercu tego ludu Papa zamieszkał i jest obecny aż po dziś dzień.

Ks. Grzegorz Paderewski, Manaus
 
SMS misje