|
Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że ogromnym problemem Brazylijczyków jest słabość rodziny i częste naruszanie wierności małżeńskiej. W Amazonii jest to szczególnie widoczne.
Małżeństwo to kwestia dojrzałości, a tam często wiążą się ludzie, którzy nie osiągnęli jeszcze dojrzałości emocjonalnej. Dlatego jest tak wiele par bez ślubów, dlatego jest tak wiele dzieci pozostawionych samym sobie. Mimo naszych starań, przygotowywania do ślubu, sytuacja rodziny jest słaba. Nie chcemy nakładać więzów sakramentalnych przy takiej niedojrzałości, gdyż może wtedy dochodzić do nadużyć, prostytucji, prostytucji dziecięcej nawet w samej rodzinie, ze strony ojczyma czy wujka. Te dzieci są okaleczone, smutne; one nie rozwijają się normalnie - mają coś w sobie zablokowane. To jest dla nas szczególnie trudne – jak pomóc takim dzieciom, jak pomóc tym rodzinom.
Tam często matkami zostają dzieci i własne dzieci traktują jak zabawki. Nie mają nawet wyobrażenia, że trzeba dziecku poświecić więcej uwagi, zapobiegliwości, że trzeba...
...dać wychowanie. Sami też często byli tak wychowywani. Niedawno była u mnie 19-letnia dziewczyna, bo potrzebowała akt małżeństwa. Ona już była wdową z trojgiem dzieci. Pierwsze urodziła, kiedy miała 15 lat. Jej męża zabili w jakiejś bójce. To była rodzina caboclos i gdyby nie żyli samotnie i bardzo daleko nie dałbym im ślubu.
Spotkałem się też z takim przypadkiem, że 50-letni mężczyzna wziął do siebie 13-latkę. Tłumaczyłem mu, że w moim kraju za coś takiego poszedłby do więzienia, bo to przecież jeszcze dziecko; że wsadzę go do więzienia jak spotkam sędziego (staram się im spokojnie coś do głowy włożyć, ale to ogromnie ciężkie zadanie). Obecnie ta dziewczyna ma 17 lat. Ma 3 dzieci, jedno zmarło. Ona jest jak wysuszona, bo ciągle karmi kolejne dziecko. A przecież sama jest dzieckiem i najchętniej bawi się z innymi dziewczętami. Cały czas jest z tym facetem i tak chce – ona w nim widzi trochę ojca, trochę człowieka, który się nią będzie zajmował, za nią wszystko robił, dbał o dzieci, który będzie ją mimo wszystko kochał. Taka postawa to brak dojrzałości, często niezawinionej. Niejednokrotnie pierwsze informacje o życiu rodzinnym, o odpowiedzialności itp. otrzymują dopiero od nas. Nie jest łatwo dotrzeć do nich, ich prostoty myślenia, uczuć, gdyż wszystko rozumieją dosłownie
A jak bardzo dosłownie świadczy ten przykład: mówię im, żeby zadbali o kościół, katechezę, żeby Pismo św. było na środku (żeby nie chodziły po nim karaluchy). Zrobili tylko to ostatnie, bo to powiedziałem na końcu. Są marzycielami, a odkąd dostali telewizję wyobrażają sobie jeszcze więcej. Stają się kibicami życia, a nie uczestnikami. Czekają na wiele rzeczy, opowiadają jak to się komuś wspaniale powiodło, jaki zrobił świetny interes albo przyjechał ktoś bogaty i zostawił pieniądze, a wszystkie problemy rozwiązały się same. Często zmyślają. A telewizja ma coraz większy zasięg. W niektórych, nawet odległych wioskach otrzymali agregaty prądotwórcze i jeśli mają paliwo i telewizor (wspólny dla wszystkich) to włączają na 2-3 godziny wieczorem i oglądają jakieś telenowele. Już i tam docierać zaczyna świat złudzeń.
Staram się ich namówić, żebyśmy wspólnie pomarzyli o Królestwie Niebieskim w świetle Słowa Bożego, a później to Królestwo sprowadzamy do wydarzeń codzienności, dobrych relacji, dobrego traktowania, przebaczenia, które jest tak ważne między nami.
Z prośbą o modlitwę w intencji umocnienia rodzin ks. Zbigniew Dobek SAC Zdjęcia: ks. Jarosław Chmielecki SAC, ks. Adam Golec SAC, Zdzisław Sowiński
|