Strona główna arrow Nr 67 (2/2014) arrow Kościół Świętej Anny w Jerozolimie
Kościół Świętej Anny w Jerozolimie Drukuj Poleć znajomemu
W czasach bizantyjskich, półtora tysiąca lat temu, pojawiła się w Jerozolimie lokalna tradycja podająca, że właśnie w tym mieście, w cieniu świątyni jerozolimskiej, przyszła na świat i wychowała się Maryja, matka Jezusa Chrystusa. Według tego przekazu grota, którą nawiedzić możemy w krypcie kościoła św. Anny, jest fragmentem domu Najświętszej Maryi Panny i jej rodziców, Joachima i Anny.

Architekt kościoła ocalił tę naturalną grotę i uczynił częścią świątyni. Pierwsza bazylika chrześcijańska, wybudowana w tym miejscu w IV wieku, została zniszczona przez Persów w 614 roku. Wkrótce ją odbudowano i na przełomie VIII i IX wieku przebywało tu wielu kapłanów i zakonników. Ten okres świetności zakończyło zburzenie kościoła przez muzułmańskiego władcę kalifa Al-Hakima w 1010 roku.

Obecnie stojącą świątynię wybudowali Krzyżowcy w latach 1100-1130. Jest jedną z niewielu budowli z okresu wypraw krzyżowych, jakie ostały się do dziś. Stało się tak dzięki temu, że w 1192 roku Saladyn przekształcił ten kościół w muzułmańską szkołę teologiczną. Chrześcijanie odzyskali go dopiero w 1856 roku, kiedy Turcy przekazali go Francji w dowód wdzięczności za pomoc w wojnie krymskiej. Od 1878 roku miejscem tym opiekują się Ojcowie Biali, misjonarze w większości pracujący w Afryce. Gdy wchodzimy na teren posesji zazwyczaj jeden z nich wita nas przyjaznym słowem i zaprasza do nawiedzenia zarówno kościoła św. Anny, jak i tego, co obok pozostało z Sadzawki Betesda.

Wolnej przestrzeni jest tu obecnie stosunkowo dużo, dlatego...
... łatwo znaleźć miejsce na chwilę medytacji. Można to uczynić już przed frontonem kościoła. Ta trzynawowa świątynia zachwyca swą prostotą i surowością. Uczucie to pogłębia się, gdy wejdziemy do środka. Po chwili oczy przyzwyczajają się do półmroku i w nawie po lewej stronie zauważamy wykonaną z białego karraryjskiego marmuru rzeźbę. Oto obok siedzącej dojrzałej kobiety stoi młoda dziewczynka. Nie mamy problemów z odkryciem, że w ten sposób artysta przedstawił św. Annę ze swą córką.

Zanim zejdziemy kilkanaście schodków w dół, aby nawiedzić będącą fragmentem domu Anny i Joachima Grotę Narodzenia Maryi, decydujemy się na zaśpiewanie pieśni. Czyni tak prawie każda przychodząca tu grupa. Takiej akustyki nie spotyka się często. Jeszcze przez kilka sekund po skończeniu śpiewu drżą wszystkie trzy nawy, przenosząc nas w epokę krzyżowców.

Ale my chcemy przenieść się jeszcze ponad tysiąc lat wcześniej. Dlatego schodzimy do groty. Dziś nie ma tu już sprzętu domowego. Miejsce to jest skromną kaplicą, w głębi której dotknąć możemy oryginalnych części Groty. Żeby zobaczyć więcej, trzeba przymknąć oczy. Może wtedy ujrzymy krzątającą się gospodynię tego miejsca, Annę. Obok niej mąż, Joachim. W zajęciach domowych pomaga im mała Miriam. Wzrasta w miłości i posłuszeństwie. Tu uczy się modlić. Tu dojrzewa do spotkania z Archaniołem Gabrielem w Nazarecie.

Rodzice Maryi to dziadkowie Pana Jezusa. Dlatego w tym miejscu nie może zabraknąć modlitwy za wszystkie babcie i dziadków. Każdy z nas myśli tu o swojej babci i swoim dziadku. Szczęśliwy ten, kto mógł w dzieciństwie spędzać czas w towarzystwie babci lub dziadka, bo babcia i dziadek to jeden z najpiękniejszych darów od Pana Boga. Doświadczenia życiowe pomagają im łączyć mądrość, wyrozumiałość i łagodność. Ileż cierpliwości wobec wnuków. Wydaje się, że często nawet rodzice nie potrafią tak cieszyć się sukcesami dziecka, jak czynią to dziadkowie. Mają czas. Kochają słuchać, chętnie doradzają. Zachwyca nas ich umiejętność czekania i przebaczania, ich bezinteresowna miłość do wnuków.

W tej Grocie dotykamy tajemnicy bycia babcią i dziadkiem. Modlitwą dziękujemy Bogu za swoją babcię i dziadka, bo może wcześniej nie zdążyliśmy albo nie umieliśmy podziękować im samym. A oni tak szybko odchodzą...

Babciu Aniu, Dziadku Joachimie – wstawcie się u Boga za naszymi babciami i dziadkami.

Ks. Piotr Nowicki SAC