Strona główna arrow Nr 67 (2/2014) arrow 8 Marca w Kamerunie
8 Marca w Kamerunie Drukuj Poleć znajomemu
Na całym świecie w dniu 8 marca obchodzi się Międzynarodowy Dzień Kobiet. Kobiety w Kamerunie nie mają tak dobrze, jak w Chinach, Wietnamie czy Rosji, gdzie jest to święto narodowe, czyli dzień wolny od pracy, ale pomimo że dzień pracy, święto jest obchodzone hucznie, z wdziękiem i jak na kobiety przystało z radością i śpiewem!

O kobietach żyjących w Afryce można napisać krótko: gdyby nie praca kobiet, Afryka po prostu nie miałaby z czego żyć. Tego dnia kobiety nie chcą jednak myśleć o kłopotach i trudach dnia codziennego – dzisiaj świętują!

Co charakteryzuje to święto, oprócz dyskusji, rozmów, śpiewu, zabawy itp. ...?
U nas wszystkie Panie wystąpiły w prawie równych sukienkach! Fabryka CICAM przygotowała w tym roku materiał koloru zielonego i różowego ze specjalnym nadrukiem. Tysiące kobiet kameruńskich pokazało się dzisiaj w jednakowych sukienkach z małym wyjątkiem: fason każdej sukienki był inny!!! Kreacje w Doume były tak różnorodne, jak różnorodna i piękna jest uroda kobiet.
Nie widziałam, żeby fason sukienki się powtórzył! Starsze kobiety...
... preferują tzw. „kaba”, która spełnia wiele funkcji:
– jest przewiewna,
– chroni przed upałem i chłodem
– można ją z czasem, gdy się zniszczy wykorzystać do pracy w polu i gospodarstwie domowym.

Młode kobiety wyłamują się z szycia uniwersalnej „kaby” i można było zauważyć całkiem inne fasony, bardziej odważne.
Na głowę obowiązkowo trzeba coś włożyć: turban, chustę albo wymyślną fryzurę! Tłum kobiet wystrojonych w jednakowe sukienki. To ma swój urok i jest po prostu afrykańskie!

Krawcowe miały pełne ręce roboty. Trzeba dodać, że szycie sukienek przyniosło niemały zysk! Materiał na sukienkę z okazji 8 Marca kupuje zazwyczaj mąż, chłopak, czyli ktoś, kto kocha i chce, aby jego kobieta w tym dniu była najpiękniejszą.
Trzeba kupić koniecznie nowe buty i dorzucić małą torebkę!!! I tak wystrojone kobiety, dziewczęta, a nawet małe dziewczynki idą na defiladę. Defilują przed trybuną, na której siedzą sprawujący władzę z danej wioski, miasta czy osady.

Pojechałam z naszym kucharzem na defiladę i byłam, nie będę ukrywać, jedną z podziwianych kobiet!
No cóż, nie często się zdarza, aby siostra zakonna defilowała, ale miedzy nami mówiąc, defilowałam dlatego, aby mieć piękne, uśmiechnięte kobiety na zdjęciach.

Jak powiesz, że jest księżniczką – uśmiecha się każda!!!

Jednak nie wszystkie kobiety miały odświętne sukienki, nie wszystkie przyszły na defiladę – są za biedne na taki wydatek.

Wieczorem cykady dały koncert, jakby na zamówienie – dla wszystkich kobiet.


A jutro, skoro świt, nastanie zwyczajny, mozolny dzień afrykańskiej kobiety, mieszkającej na wschodzie Kamerunu.

Na barkach kobiety spoczywa utrzymanie domu i przede wszystkim ona pracuje. Kobieta przygotowuje posiłki, troszczy się o dzieci, pracuje na polu oddalonym od wioski kilka lub kilkanaście kilometrów.

Przed świtem trzeba wyruszyć po wodę do źródła. Potem szybko rozpalić ogień na piecu z trzech kamieni. Dobrze, że wczoraj dzieci nanosiły drzewa. Zostało jeszcze trochę bananów, więc będzie małe śniadanie.

Wielką 20-kilogramową kiść bananową zaniesie na bazar, aby za sprzedane pieniądze kupić soli, oleju i koniecznie szare mydło, bo trzeba zrobić pranie. Pranie zajmie jej dzisiaj całe przedpołudnie. Będzie prała przy źródle, bo pompa głębinowa w wiosce popsuta. Pieniądze, które ludzie składali, ktoś ukradł i nie ma za co studni naprawić.

Co na wieczorny posiłek? Ma jeszcze orzeszki ziemne, makabo i liście, z których przygotuje pyszny sos. Jutro pójdzie na pole, trzeba opielić kukurydzę, orzeszki ziemne i przynieść dojrzałe banany. Orzeszki pięknie rosną, więc będzie dobry plon. Będą pieniądze na zapłacenie szkoły, kupienie nowych maczet, a może starczy i na sukienki dla dziewczynek.

Przed wieczornym posiłkiem trzeba jeszcze przynieść wody. Pójdzie z dziećmi będzie szybciej i przy okazji umyją się przy źródle. Trzeba przypilnować dzieci, aby odrobiły lekcje za dnia, bo przy świetle lampy naftowej mało co widać! Gdy zapadnie wieczór posiedzą wspólnie przy rozpalonym ognisku...

Ta historia musiała wydarzyć się bardzo dawno temu, a działo się to oczywiście w Afryce. Mężczyźni zaczęli chorować i aby wyleczyć się z owej choroby stosowali przeróżne lekarstwa, ale wszystko na nic, bez żadnej poprawy zdrowia!

Zebrała się grupa plemiennych mędrców i po naradzie udała się do uzdrowiciela, pośrednika między Bogiem a ludźmi.
Po zapoznaniu się z tą dziwną chorobą również i on rozłożył ręce, nie mogąc nic zrobić.
– Trzeba wyruszyć w drogę i udać się do samego Boga... – powiedział uzdrowiciel. Mędrcy, każdy z laską w ręku i kalabastrą pełną wody, udali się do Boga.

Po wielu trudach stanęli przed obliczem Boga i przedstawili swój problem. Bóg słuchał uważnie i nakazał zgromadzić na polanie po jednym z każdego rodzaju wszystkich zwierząt. Uderzono w tam-tamy. Mędrcy udali się na poszukiwanie zwierząt. Polana powoli zaczęła napełniać się gromadą licznych zwierząt. W samo południe po niebie przeleciał piorun, niebo rozbłysło przedziwnym światłem. Pan Bóg oddalił się ze zwierzętami... Wziął wykrzywiony grzbiet bawołu, wydłużone ręce małpy, błyszczące oczy czarnej pantery, mądrość sowy, sokoli wzrok, pamięć lwa, wytrwałość wielbłąda, język papugi, łzy aligatora, elastyczną skórę pytona i serce słonia...
Co Bóg z tym wszystkim zrobił...? Nikt nie wie, dlatego że zrobił wszystko sam, nie prosząc nikogo o pomoc i radę.

Po pewnym czasie wezwał mężczyzn i pokazał im lekarstwo, które nazwał: Kobieta. Mężczyźni byli zaskoczeni, przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił. Nikt nie spodziewał się czegoś tak pięknego. Po chwili zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać:
– Chcę się rozchorować, daj mi tego lekarstwa! I tak zostało do dnia dzisiejszego...


S. Judyta Bilicka, pallotynka, misjonarka w Kamerunie,
zdjęcia Autorki