Pierwszy patrol Drukuj Poleć znajomemu
A dokładnie pierwszy patrol z noclegiem. Księża w Papui nazywają patrolem wyjścia do stacji zewnętrznych na terenie podlegającym stacji głównej; w niektórych parafiach to wyprawa tygodniowa i dłuższa. Z noclegiem poza główną stacją misyjną.

Od początku lutego jestem w Kunjingini, parafii prowadzonej przez Księży Werbistów, na kolejnym etapie mojego wprowadzenia w pracę w Diecezji Wewak. Mój pierwszy patrol z noclegiem do miejscowości Gupmapel przypadł na Środę Popielcową. Wyruszyliśmy już we wtorek, a wracaliśmy w środę po porannej Mszy św.

Pobudkę we wtorek zrobiłem sobie o 6.00, żeby jeszcze się spakować, bo teoretycznie o 8.00 miał być już kierowca. Po wspólnych modlitwach poszedłem do kościoła i odprawiłem Mszę św. Po powrocie z kościoła zjadłem śniadanie, a że lało, więc kierowca przyjechał dopiero o 1.00, jak deszcz przestał padać. Zapakowaliśmy się razem z Kany'm, który pomaga w parafii i siedmioma ministrantkami, i około 10.30 wyruszyliśmy do Gupmapel.

Kierowca miał nas podrzucić...
... do połowy drogi, do pierwszej rzeki. Kiedy minęliśmy skrzyżowanie z asfaltem zaczął się kunaj, czyli trawy, które rosną bardzo wysoko, tak że nic poza drogą nie widać.
Tym razem, na szczęście dla nas, trawy dopiero odrastały, po tym jak je wypalono. Zaczęły się też pierwsze problemy z jazdą - kierowca zakopał się przed małym mostkiem z czterech belek. Okazało się, że samochód ma popsuty napęd na cztery koła. Ekipa, która jechała ze mną pomogła go wypchnąć i pojechaliśmy dalej. Kilkaset metrów dalej zatrzymaliśmy się, bo kierowca sprawdzał wielką kałużę. 

Niestety wg kierowcy bez napędu na cztery koła nie przejedziemy i trzeba było wysiąść i pójść dalej pieszo. Szliśmy godzinę do rzeki Waimba, dokąd miał dowieźć nas kierowca. Poziom wody był lekko podniesiony, ale dało się przejść.

Czasami po większych opadach ludzie musieli księdza przeprawiać na tratwie z dętki. Gdy pośród kunaju pojawia się linia drzew może to oznaczać, że płynie tam rzeka lub strumień.

Doszliśmy do kolejnej rzeczki, Mairaim. Tu też poziom lekko podniesiony, a my przeszliśmy po dwóch belkach (mostek), które znalazły się pod wodą. 

anim dotarliśmy do Gupmapel, minęliśmy jeszcze jedną podobną rzeczkę Sarki. W sumie marsz zajął nam trzy godziny. Gdy dotarliśmy do pierwszych chat w Gupmapel, jeden z mężczyzn przy pomocy garamuta (bębna z kłody), powiadomił pozostałych, że ksiądz już doszedł. W domu księdza czekało wiadro z wodą do mycia. To była "łazienka". Poza tym było jeszcze łóżko do spania, nad którym trzeba było rozwiesić moskitierę.

Kościół w Gupmapel nie jest murowany, ale w dość dobrym stanie, by służyć wspólnocie.  We wtorek spowiadałem, a po spowiedzi był jeszcze czas by porozmawiać z ludźmi. Ostatni poszli, jak już się zrobiło ciemno, czyli około 19.00.
Po przebraniu się w "pidżamę" wskoczyłem pod moskitierę i przy latarce dokończyłem brewiarz. W sumie ok. 20.00 poszedłem spać, bo do światła przeciskały się przez moskitierę małe muszki. W nocy nadeszła burza, która skończyła się ok. 3.00. Budziłem się często, przewracałem z boku na bok, no ale jakoś dotrwałem do rana.

W środę po porannej toalecie i modlitwach, przygotowałem wszystko do Mszy św. Tak jak i w Polsce przyszło sporo ludzi, tak że kościół był pełen. W czasie sypania popiołu na głowy wymawiałem formułę: "Yu tanim bel na bilip long Gutnius bilog Krais" (Nawróć się i wierz w Dobrą Nowinę Chrystusa).

Po Mszy św. jeszcze zjedliśmy to, co nam przygotowali mieszkańcy i ruszyliśmy w drogę powrotną. W sumie z dwoma postojami zajęła nam ona cztery godziny marszu aż do samej parafii (ok. 16 km).
Woda już była niżej niż wczoraj, ale dalej droga była za trudna dla samochodu bez napędu na cztery koła.

Po powrocie pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, był prysznic, potem się rozpakowałem, pomodliłem. Bardzo dobre doświadczenie, takiego noclegu "w polowych warunkach". Kolejny patrol ze snem poza centralną stacją przypadnie na czas Triduum Paschalnego, tym razem w Chikinangu. Droga jest trochę krótsza, więc i zmęczenie będzie mniejsze.

Ks. Sławomir Maizner SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Zdjęcia Autora

 
SMS misje