|
Tak w Amazonii prosi się gospodarzy, by przyjęli gości. Staje się pod drzwiami i klaszcze. Przyjechałem do Brazylii 30 stycznia 1996 r., statkiem „Kuźnica”, do Santos. Czekała mnie niespodzianka – strajk pracowników portu.
Byłem w Brazylii, a jednocześnie nie byłem, bo nie mogłem zejść ze statku. Od 1 lutego 96 r. byłem w parafii św. Rocha w Rio de Janeiro, potem byłem w Niteroi, następnie w Itaperunie, a potem z ks. Józkiem Stępińskim w Cachoeiras de Macacu. Od 19 lutego 1999 r. jestem w Manaus, na miejscu ks. Zbyszka Dobka, który przeszedł do Novo Airao. Znalazłem wiele rzeczy do zrobienia – myślę, że tu znalazłem swoje miejsce na Ziemi.
Nie pracuje się tu najłatwiej, bo to jakby dwie parafie w jednej, i wiele biedy – materialnej i moralnej. Na „górze” ludzie mieszkają w normalnych, murowanych domach, a nad rzeką jest cała dzielnica domów na palach; tam ludzie stale się zmieniają – przybywają z interioru i jak nie mają się...
...gdzie podziać, budują domy na palach. Ten teren należy do wojska, a więc nikt tych ludzi nie wyrzuca. Jeśli ktoś znajdzie pracę, buduje dom wyżej albo przenosi się do innych dzielnic. Na ich nie miejsce przychodzą nowi z głębi kraju. Chodzę do ich domów. Nie czuję strachu, choć favele są bardzo niebezpieczne. Ich mieszkańcy często nie przychodzą do kościoła, który jest już „na górze”, a jako pretekstu używają argumentu, że nie mają porządnego ubrania. To jest oczywiście taki wymysł, bo każdy idzie do miasta. Jak jest rozdawanie żywności wszyscy wiedzą, gdzie jest kościół i nie wstydzą się. To jest tylko takie usprawiedliwienie lenistwa.
Przy pomocy członków różnych ruchów staram się dotrzeć do nich na ich terenie. Mamy tam 2 domki na palach: w jednym modlimy się i spotykamy, a w drugim zrobiliśmy przedszkole. Wszystko co się tam robi, robi się po to żeby rozruszać tych z faveli. Idzie to bardzo opornie. Robią to młodzi ludzie z naszej parafii – ruch, który nazywa się Młodzież z Panem Jezusem.
To, że moja parafia nie jest taka zamożna chyba ma wpływ na to, że ksiądz jest przyjmowany serdecznie, że jest większe otwarcie na Boga. Bogaci coraz bardziej naśladują (a można nawet powiedzieć, że strasznie małpują) Stany Zjednoczone. Ksiądz ma odprawić Mszę św., załatwić co trzeba i koniec. Ci, którzy mają tatusiów na znaczących stanowiskach, kształcą się w prywatnych szkołach w Stanach Zjednoczonych (zresztą z Manaus jest bliżej nić do Rio de Janeiro). Oni żyją inaczej, jakby w innym czasie, np. ktoś, kto zwiedził trochę świata chodzi z zegarkiem – jemu zależy na czasie. Inni – jeśli zmieści się do godziny, to wszystko w porządku. Tego cierpliwego czekania można się nauczyć – ja wytrzymuję do pół godziny. Jak umawiam się na spotkanie, spowiedź czy żeby coś poświęcić, Mówię: „O 10.00 – piętnaście minut mogę poczekać, maksymalnie pół godz. Po tym czasie – już Cię uprzedzam – ta umowa jest skasowana”. Efekty są – zaczynają coraz częściej przychodzić nawet pół godziny wcześniej. Tam, gdzie sytuacja materialna jest trudna zawsze największą troską otacza się dzieci – one są bezbronne wobec zła i biedy; one są przyszłością świata. To one potrzebują jedzenia i możliwości nauki. To one potrzebują miłości.
Jak we wszystkich prawie parafiach brazylijskich, działa u nas Pastoral da Criança (Duszpasterstwo Dziecka), grupa zajmująca się dziećmi od poczęcia do 6 lat oraz ich matkami. I właśnie ta grupa zorganizowała 26 kwietnia wielką akcję „Feijoada da Paz”. Feijoada to narodowa potrawa brazylijska, składająca się z czarnej fasoli oraz kawałków podrobów wołowych, jedzona z reguły z ryżem. Bardzo często stanowi uroczysty posiłek w biednych rodzinach. Dochód ze sprzedaży przeznaczony został dla dzieci. W adwencie ubiegłego roku działający w Pastoral da Criança prowadzili zbiórkę, przygotowanie i rozdzielanie żywności, ubrań i zabawek dla dzieci ze 150 rodzin potrzebujących pomocy z terenu parafii. Podczas wielkiej akcji w dniu 22 grudnia 2002 zebrano 300 kg żywności i 200 zabawek. Jak co roku, na okres maj – lipiec, otwarte jest przedszkole dla dzieci z rodzin, które w tym okresie pozostają bez dachu nad głową, gdyż w tym czasie wylewa Amazonka. Zapewnia się im pożywienie i służy pomocą w nauce, a także głosi Dobrą Nowinę o Królestwie Niebieskim. W tym roku takich dzieci jest ponad 100.
W swoich modlitwach pamiętajmy również o dzieciach w Amazonii, które często pragną tylko, żeby ktoś dał im posiłek i się nimi zainteresował oraz księżach i ludziach świeckich, pracujących dla poprawienia ich sytuacji.
„Alguén tá na casa” – klaszczę przy drzwiach. Jest ktoś w domu?
Ks. Stasio Krajewski SAC Zdjęcia: archiwum, Zdzisław Sowiński |