Strona główna arrow Duchowość arrow Czcij ojca swego i matkę swoją
Czcij ojca swego i matkę swoją Drukuj Poleć znajomemu
To taki piękny i naturalny widok – dziecko tulące się do matki lub ojca, niosące im własnoręcznie zrobiony prezent. A niegdyś w naszej tradycji syn czy córka całowali spracowane ręce ojca czy matki, okazując im swój szacunek.

W Dekalogu Bóg jako pierwsze, w części odnoszącej się do wzajemnych relacji ludzi, dał przykazanie: „Czcij oj-ca swego i matkę swoją”, wskazując tym samym na ważność rodziny, w której biorą początek wszelkie inne relacje międzyludzkie. Od zachowania tego przykazania Bóg uzależnił szczęście człowieka (Pwt 5,16)
Ale rzeczywistość niesie bardzo różny obraz relacji rodzice – dzieci, zwłaszcza dorastających i dorosłych.

Czy jakakolwiek wspólnota, a w szczególności wspólnota rodziny, nie powinna się kierować zasadą, że nie to, co mnie się od wspólnoty rodziny należy, ale to, co ja wnoszę do wspólnoty rodziny, jest najważniejsze? Nie można oczekiwać, że wspólnota rodzinna ma zaspokoić wszystkie moje oczekiwania czy zachcianki.

Czy dobrym ojcem lub matką jest osoba, która...
... nie przynosi do domu, ale jeszcze z niego wynosi? Czy dobrym jest dziecko, które oczekuje, że matka lub ojciec winni mu dać wszystko, czego zażąda?

Błędne jest przekonanie, iż dziecko będzie w pełni szczęśliwe, jeśli dostanie każdą zabawkę, którą chce, każdego loda czy lizaka, kiedy tylko zechce. Ogromnym błędem również jest, gdy rodzice, by mieć święty spokój, zezwalają dziecku na każdą zabawę czy w internecie, czy w telewizji, czy w towarzystwie. Skutki takiego wychowania, bez uczenia dziecka wyrzeczeń, bez stawiania mu wymagań oraz dawanie mu we wszystkim wolnej woli są w konsekwencji bardzo dramatyczne dla rodziców.

Dla przykładu: 22-letni syn zabija swoją matkę, bo ta nie chciała mu dać kilku kina na jego potrzeby, zachcianki. Inny, student gimnazjum, na wakacjach pobił śmiertelnie swoją matkę, która po pół godziny umiera tylko dlatego, że ta kilkakrotnie napominała go, żeby naprawił dach z liści na kuchni, w której przygotowywała posiłki. Po śmierci matki, by uchronić syna przed więzieniem, ojciec jego daje świadectwo przed biskupem, jak dobry i nieskazitelny jest ten syn.

A z naszego polskiego podwórka: jak wiele zrozpaczonych matek, których dzieci dorosną i mają rodzinę przy-chodzi do konfesjonału nie po to, by wyznać swoje grzechy, ale by pod tajemnicą spowiedzi wyżalić się i wylać swój ból na niewdzięczność dzieci, które, zajęte sobą, nie kwapią się z najmniejszą pomocą dla matki, a często wyciągają od niej ostatnią złotówkę na swoje potrzeby.

Przykład: syn, którego matka wychowuje samotnie. Na studiach bawi się, biorąc od matki, co tylko możliwe. Za-kłada rodzinę. Zawsze mówił matce, jak bardzo ją kocha. Namawia ją do sprzedania ziemi, bo chce sobie postawić dom. Stawia bardzo duży dom, kupuje drogi samochód, a matkę odsyła do domu starców, bo nie znajduje dla niej wolnego pokoju. Poniżanie, zastraszanie, wyzwiska, okradanie czy nawet maltretowanie fizyczne osób starszych, rodziców, jest problemem dotykającym cały świat.
Ale też, gdy w konfesjonale rodzic skarży się, że kłóci się z dziećmi, bardzo ostro mówię temu rodzicowi, by pamiętał, że dzieci nie są kumplami ani partnerami do takich zachowań. By nie poniżali się, wdając się w niepotrzebne awantury, bo i rodzice nie mogą dziećmi poniewierać.

Także kiedy dziecko przy spowiedzi mówi, że pyskuje rodzicom, albo kłóci się z nimi, ja zadaję kilka pytań: czy podziękowałeś swojej matce, że nosiła cię pod swoim sercem, że nocami nosiła cię na rękach i karmiła piersią, że kąpała cię i przewijała, dziecko zazwyczaj odpowiada „nie” i śmieje się głupio.

Więc, rodzice kochani, zrozumcie tę prawdę, że dziecko trzeba uczyć szacunku i wypełniania tego Bożego pra-wa. Szacunek rodzice powinni budować sami dla siebie, ucząc tego dzieci, m.in. dając przykład szacunku wobec własnych rodziców. Szkoła, żadne wymyślone prawa czy Kościół nie dokonają tego, by wprowadzić to prawo Boże w czyn. Drodzy rodzice, pamiętajcie, że dzieci to nie wasi kumple, nie wasi partnerzy, ale że to obowiązek przed Bogiem i wobec waszych dzieci nauczyć je szacunku wobec siebie. Tylko od was, rodziców zależy, czy one wprowadzą te przykazania w życie czy też ono zostanie pominięte.

Proszę was, rodziców, nie wymagajcie, by dzieci same z siebie was szanowały, o ile wy sami wcześniej ich tego nie nauczycie.

Miłość, a co za tym idzie – szacunek, dzieci do rodziców (i rodziców do dzieci) winna być zjawiskiem naturalnym, które zmienia swoją formę w miarę dorastania dzieci, ale cały czas trwa. Najpierw jest związana ze sferą uczuciową, a potem powinna prowadzić do miłości uczynnej wobec rodziców, uczestniczenia i towarzyszenia w trudach, radościach i smutkach ich życia, łącznie z pomocą materialną i duchową, gdy jest ona rodzicom potrzebna.

Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany.
Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce (…) Kto porzuca ojca swego, jest jak bluźnierca, a przeklęty przez Pana, kto pobudza do gniewu swą matkę (Syr 3,3-16).


Ks. Krzysztof