Strona główna arrow Nr 65 (4/2013) arrow Kościół Świętego Piotra In Gallicantu
Kościół Świętego Piotra In Gallicantu Drukuj Poleć znajomemu
Na wschodnim zboczu Syjonu Chrześcijańskiego w Jerozolimie, około 200 metrów od Wieczernika, znajduje się kościół Świętego Piotra „In Gallicantu”. Obok kościoła widać fragmenty kamiennych schodów. Pochodzą z czasów Pana Jezusa. Przez wiele wieków leżały przykryte gruzem. Odkopano je dopiero w XIX wieku. Po tych kamieniach Jezus schodził po Ostatniej Wieczerzy do Ogrodu Gethsemani. Po zdradzie Judaszowej po nich także był prowadzony do pałacu Kajfasza. Bo to jest miejsce, gdzie według tradycji miał swój pałac arcykapłan Kajfasz.

Na ruinach z poprzednich wieków wybudowano tu przed osiemdziesięciu laty bardzo ciekawą, trzypoziomową świątynię. Nawiedzanie jej zaczynamy od poziomu górnego. Setki tysięcy kamyczków, poukładanych z benedyktyńską cierpliwością, tworzą mozaiki wypełniające niemal całe ściany i sklepienie. Otaczają nas ciepłe, pastelowe kolory. Rozpoznajemy św. Piotra, św. Jana Apostoła, Matkę Bożą Królową Świata. Ponad nami aniołowie i pozostali Apostołowie. W głównej absydzie znajduje się scena skazania Jezusa na śmierć przez Sanhedryn. Same mozaiki. Jedynie na ołtarzu po lewej stronie można zauważyć małą ikonę.

Schodami z boku schodzimy poziom niżej. To kaplica, w której bardzo często odprawiane są Msze Święte. Najważniejszy jest dla nas poziom położony najniżej. Tu dotykamy pozostałości pałacu Kajfasza. Wykute w skale groty zostały przez architekta pięknie wkomponowane w jedną całość ze współczesnym kościołem. To tu odnajdujemy...
... cysternę, w której według tradycji przekazywanej przez opiekunów tego miejsca, Ojców Asumpcjonistów, przetrzymywany był Pan Jezus podczas nocnych godzin z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Samotny, wyśmiany, niezrozumiany doświadczał cierpienia, które porównać możemy jedynie z Ogrójcem. Do bólu zadawanego przez oprawców dochodził ból uczyniony przez uczniów: Judasz zdradził, Piotr się zaparł, a w ogóle wszyscy się przestraszyli i uciekli.

Obok kościoła, na dziedzińcu, odnajdujemy rzeźbę przedstawiającą Świętego Piotra grzejącego się przy ogni-sku. Gestem rąk i twarzy zdaje się odpowiadać znajdującej się obok kobiecie: „Niewiasto, nie znam Go. Nie wiem, o kim mówisz”. To pamiątka najstraszniejszej nocy w życiu Apostoła, nocy zaparcia się przez niego Mistrza.

Piotr kochał Jezusa całym sercem. Odpowiadając na wezwanie, pozostawił dla Niego cały swój dobytek, całe swoje dotychczasowe życie. O swej miłości zapewniał trzykrotnie nad Jeziorem Galilejskim. Pod Cezareą Filipową wyznał: „Panie, Ty jesteś Mesjaszem”, a na Górze Tabor: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy”. Po cudzie rozmnożenia chleba zapewniał: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy poznali i uwierzyli, że Ty jesteś Świętym Bożym”. Jeszcze kilka godzin wcześniej Piotr zapewniał: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię”. I dodawał: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie”.

Piotrze, a teraz mówisz: „Nie znam Go”. Tak naprawdę to Piotr nie znał siebie. Był pewien swej wiary, wierności. Czuł się taki mocny. Nie brał na poważnie zachęty Jezusa: „Czuwajcie i módlcie się, bo duch ochoczy, ale ciało słabe”. Chwila próby zastała go zupełnie nieprzygotowanego. Zawiódł. Zawalił na całej linii. Czy Jezus mu to wybaczy? Czy Piotr sam sobie będzie potrafił to wybaczyć?

To była ciężka noc dla Piotra. Pogubił się w swojej wierze. Tej nocy szukał samego siebie. Szukał ratunku. Tak jak wtedy, gdy tonął w Jeziorze Galilejskim, a Jezus wyciągnął dłoń i go ocalił. Noc zimna, długa, bezsenna, podczas której dojrzewała wiara Piotra. Przypominał sobie całe trzy lata u boku Mistrza. Rozważał wydarzenia ostatniego wieczoru, kiedy, podobnie jak pozostali apostołowie, stchórzył. Gdy przyszedł Judasz z żołnierzami, bał się. Noc ciemności. Nie umiał się modlić, nie umiał być z Mistrzem, wraz z Jakubem i Janem zasnęli. Zawalił. Konsekwencją była ucieczka. Ostatnim etapem – zaparcie.

To nie był zwykły płacz. Piotr łkał całym sobą. Dochodziło do niego powoli, co uczynił. Jego dalsze życie wydawało się nie mieć sensu. Może był już na progu strasznej decyzji targnięcia się na swoje życie, tak jak Judasz. Okropna noc, wydająca się nie mieć końca. I nagle rozległo się pianie koguta. Wdarło się do umysłu Piotra. Przerwało obłędną spiralę myślenia z ludzkiej perspektywy. Kazało spojrzeć na siebie oczami Pana. Przypomniał sobie spojrzenie, które kocha i wciąż przebacza, które daje nadzieję największemu grzesznikowi. Piotra zalała ogromna fala żalu, ale i szczęścia. Czuł, że zrobił rzecz straszną, ale zyskał pewność, że Mistrz mu wybaczył. Pianie koguta przypomniało słowa Jezusa: „Zanim kogut zapieje, ty trzy razy się mnie wyprzesz”. Jezus przewidział załamanie się Piotra. Mistrz znał go lepiej niż Piotr sam siebie. I takiego go akceptował. Tej nocy Piotr poznał prawdę o sobie. Pianie koguta przyniosło ratunek. Zakończyło najcięższą noc w życiu Piotra.

Piotr i Judasz. Dwaj uczniowie Chrystusa. Obaj zawiedli. Judasz zdradził, Piotr się zaparł. Wielkość Piotra pole-gała na tym, że potrafił zapłakać, że prawdziwie kochał. Pozwolił, aby mu Pan przebaczył. Judasz nie dał Jezusowi szansy na przebaczenie.

Na drodze wiary mogą zdarzyć się upadki. Tak jak przydarzyło się to Piotrowi albo Judaszowi. Obym umiał, gdy zdarzy mi się pogubić w życiu, mieć w sobie pokorę Piotra. Tak trudno jest przebaczyć sobie samemu. Gdy się narozrabiało, gdy się zrobiło coś złego – zaparło albo zdradziło. Aby nie pójść drogą Judasza, któremu może zabrakło wiary w Boże przebaczenie, może sam chciał się ukarać, a może zgubiła go zbytnia pycha. Tego nie wiemy. Faktem jest, że zamiast pozwolić sobie Bogu przebaczyć, wolał pójść i powiesić się.

Obym umiał zapłakać – tak jak Piotr.

Ks. Piotr Nowicki SAC