Strona główna arrow Nr 65 (4/2013) arrow Pokazać swoją wiarę
Pokazać swoją wiarę Drukuj Poleć znajomemu
Wraz z ks. Jarosławem Kamieńskim SAC, misjonarzem w Korei Południowej, do Polski przyjechała grupa pięciorga młodych Koreańczyków: Helena, Elżbieta, Joanna, Rita i Michael. Wyruszyli z pielgrzymką sieradzką do Częstochowy – wytrwali. Doszli na Jasną Górę, by przed Matką Bożą złożyć swoje intencje. Zadaliśmy im kilka pytań. Ks. Jarek przyjął na siebie obowiązek tłumacza.

Red. – Uczestnicząc w pielgrzymce, mieliście okazję przyjrzeć się Polsce i Polakom w sposób zupełnie inny niż turyści zwiedzający kraj. Jaka jest Polska według Was? Dlaczego zdecydowaliście się tu przyjechać? Dlaczego poszliście do Częstochowy?

Helena
– Polska to bardzo przyjemny kraj. Ludzie żyją wolniej i spokojniej niż w Korei. To katolicki kraj.

Michael
– Lubimy wyjeżdżać poza granice Korei. Należymy do grupy młodzieżowej, którą utworzył ks. Jarek. Nasze spotkania katechetyczne wiążą nas jako grupę. Lubimy bycie z ludźmi w krajach, do których jedziemy, patrzenie jak żyją. To był główny powód, dla którego chcieliśmy wyjechać, a Częstochowa to osobny temat. Jest to jedno ze znanych sanktuariów Europy, ale pośród nich jest czymś specjalnym, ze względu na to, że jest silnie związane z tradycją katolicką Polski, z jej historią. Tradycja pielgrzymowania jest tylko tutaj; nie ma jej w żadnym innym narodzie. Jest to związane z polską kulturą, z polską duchowością. Według mnie tylko tu jest możliwe zobaczenie narodu katolickiego.

Joanna
– Poza Michaelem nikt z nas nie słyszał wcześniej o Częstochowie. Dowiedzieliśmy się...
... o niej od polskich pallotynów. Gdy przyszłam do pallotyńskiego domu, poczułam otwartą atmosferę i bardzo ją polubiłam. Ze względu na to, że ksiądz prowadzący grupę jest Polakiem, chciałam z tym Polakiem pojechać i poznać jego kraj, jego rodaków.

Rita – Przed rozpoczęciem pielgrzymki bardzo się bałam, jak to będzie. Dzięki ludziom podczas niej poznanym, przez atmosferę, którą stworzyli, wszystkie obawy i leki zniknęły. Patrząc na Polaków poprzez ludzi spotkanych na pielgrzymce widać, że są oni nie tylko narodem katolickim, ale też są jedną wielką rodziną.

Michael – Jest coś wyjątkowego w Polakach. Są chyba najbardziej specyficznym narodem świata w afirmacji swojej religijności. Bo w krajach takich jak Francja czy Niemcy, czy w Ameryce jest widoczny bardzo duży sprzeciw przeciwko katolicyzmowi. Pokazywanie swojej wiary w formie pielgrzymki jest ewenementem.
W Korei są buddyści, protestanci i wolność religijna. Mogę się przeżegnać na ulicy i nikt mi za to nic nie zrobi. Natomiast nie ma takiej wolności, żebym tak afirmował swoją katolickość. Pielgrzymka jest czymś niesamowitym.

Elizabeth
– Ja jestem już drugi raz na pielgrzymce. Poprzednim razem towarzyszyliśmy tylko przez 3 dni grupie z Wałbrzycha, bo docelowo jechaliśmy do Rzymu na Pallotyńskie Forum Młodzieży. Traktowałam to bardziej jako wycieczkę, przygodę, fajną zabawę. Natomiast teraz główną motywacją było pójście z intencją i modlitwa.

Red. – Czy wszyscy pochodzicie z rodzin katolickich?

Rita – Moi rodzice są katolikami. Chrzest przyjęłam od razu po urodzeniu. Ciekawe i rzadkie jest to, że rodzice jako koreańskie imię nadali mi Rita i powtórzyli to imię na chrzcie – Ritanam i Rita. Wszyscy mamy podwójne imiona – tradycyjne, które wybierają rodzice i dziadkowie oraz nowe, które otrzymujemy na chrzcie św.

Joanna – Mama przyjęła chrzest, gdy była ze mną w ciąży. Ja chrzest przyjęłam jako dziecko. Natomiast 5 lat temu wujek i cała rodzina także przyjęli chrzest.

Michael – Dziadek ze strony taty był konfucjanistą. Starszy brat taty był buddystą. Cała rodzina była albo konfucjanistami, albo buddystami. Strona mamy, pochodząca z Tegu, była znaną katolicką rodziną, prawie od początku katolicyzmu w Korei. Dlatego postawiony został warunek, że dopóki tato nie przyjmie chrztu św., nie może się z nią ożenić. Więc przyjął chrzest, a Msza św. ślubna była jednocześnie chrzcielną.

Elizabeth – Od strony mamy, babci jesteśmy rodzina katolicką. Razem z siostrą bliźniaczką przyjęłyśmy chrzest zaraz po urodzeniu, tak jak nasza starsza siostra. Tata pochodzi z rodziny buddyjskiej. Kiedy moja najstarsza siostra była bardzo chora, lekarze nie dawali nadziei na jej wyleczenie. Pozostawała tylko wiara. Tata uwierzył, a potem jego mama i cała rodzina. Wszyscy przyjęli chrzest.

Helena
– Ze strony taty wszyscy są protestantami – tylko tata jest katolikiem. W gimnazjum tata wraz z kolega przyjął chrzest. Mama była niezwiązana z żadną religią. Przyjęła chrzest zaraz po ślubie. Ja i mój młodszy brat – rok po mamie. Miałam wtedy 10 lat. Rodzina mamy nie jest związana z żadnym wyznaniem, natomiast w rodzinie taty są mocne korzenie protestanckie i ciągle są naciski z ich strony.

Red. – W jaki sposób trafiliście do pallotynów?

Tu odpowiedź była niemal jednolita – poza Heleną wszyscy trafili przez mamy, które przychodzą się modlić do pallotyńskiej kaplicy. Rity mama zna dobrze ks. Pawła Zawadzkiego SAC. Eli mama była szefową liderów, a mama Joasi jest koleżanką mamy Agnes (żony Michała – małżeństwo polsko-koreańskie, które już pojawiało się na łamach „Horyzontów”). Helena poznała w pracy Michaela i przez niego trafiła do pallotyńskiej grupy młodzieżowej.

Red. – Czy jako katolicy różnicie się od kolegów?


Wyróżnia nas zachowanie, trochę różne od zachowań większości Koreańczyków. Często słyszymy pytanie: dlaczego tak robisz? Pomaga to w zrozumieniu innych ludzi. Pomaga widzieć Boga w drugim człowieku. Wiem, że Bóg stworzył każdego z ludzi, powierzył każdemu jakieś zadanie. Nasze myślenie rozszerza się, a to bardzo ważne.

Red. – Czy jest różnica między polskimi i koreańskimi księżmi?

Polscy księża są bardziej otwarci, zawsze można z nimi porozmawiać. Wprowadzają bardzo miłą i przyjazną atmosfe-rę. Z księżmi koreańskimi raczej nie można porozmawiać. Idziemy na Mszę św., widzimy księdza przy ołtarzu, wychodzi-my i już ksiądz jest dla nas niedostępny. Księdza biskupa widujemy tylko w katedrze na Boże Narodzenie. A tu przed chwilą mogliśmy pić kawę z ks. Biskupem, Kanclerzem Kurii i Wikariuszem Biskupim. A podczas pielgrzymki troskliwą opieką otaczał nas ks. prałat Marian Bronikowski z Sieradza.

Red. – Czy w takim razie funkcjonują w parafiach grupy parafialne?

Każda parafia ma grupy młodzieżowe, zespoły muzyczne, które prowadzą księża, siostry zakonne, katecheci świeccy. My bierzemy udział w spotkaniach grup diecezjalnych, które formują liderów dla grup parafialnych. Jednak spotkania grup pallotyńskich są zupełnie inne, bardziej nas angażują, tworzą przyjacielski klimat. W Korei jest odczuwalna przepaść między księżmi a świeckimi. Ze względu na to, że ksiądz Jarek jest obcokrajowcem, przestrzeń między nami się zmniejsza. Zaczęłam poznawać księży tak naprawdę w zgromadzeniu pallotynów. Potem zaczęłam wyjeżdżać na rekolekcje organizowane przez diecezję i tam poznałam księży diecezjalnych. W Korei jest relacja „stopniowa”. W pielgrzymce szła przed nami babcia z wnuczkiem i tak normalnie ze sobą rozmawiali. W Korei nie byłoby to możliwe. Tak samo jest między księżmi i świeckimi – jest duży dystans.

Michael
– To ma związek z tradycją konfucjańską, w której społeczeństwo „układano” poziomami. Ci, którzy w początkach chrześcijaństwa przyjęli chrzest, w ten sposób kształtowali też swoje wspólnoty. Ci, którzy byli nauczycielami, byli najwyżej, potem kolejni i kolejni… Do tej pory tak jest. Biskup jest najwyżej.
Tam, gdzie był król, łatwiejsze było zrozumienie i oddanie hołdu królowi, który jest w niebie, bo król kojarzy się z bardzo wysoką pozycją społeczną. Łatwiej było zrozumieć Pana Boga jako istotę najwyższą.

Ciąg dalszy w następnym numerze.

Rozmawiała Jolanta Fidura.
Tłumaczenie i zdjęcia: ks. Jarosław Kamieński SAC

 
Tego autora
Z tego kraju
Chętnie czytane
SMS misje