Strona główna arrow Nr 65 (4/2013) arrow Sens życia. Ciąg dalszy z poprzedniego numeru
Sens życia. Ciąg dalszy z poprzedniego numeru Drukuj Poleć znajomemu
Mam ten przywilej, że wszystkie grupy, jakie powstały w naszej parafii, nawet pallotyńskie, powstały oddolnie, a nie dlatego, że ksiądz kazał. Licząc razem z grupą informacyjną, która wydaje dziennik parafialny, jest ich 13.

Mamy 2 grupy młodzieżowe (wg prawa młodzież w Brazylii to osoby od 15 do 29 roku życia) – młodzież przygotowującą się do bierzmowania i Młodzież Zjednoczoną z Jezusem – 70 osób. Oni też biorą udział we wszystkich uroczystościach. Pozostają pod kierownictwem małżeństwa Edjorge i Leila. Z nimi zawsze mogą porozmawiać.

Najlepszy dowód, że młodzież i dzieci, która jest pod ich pewnym wpływem ma większe przywiązanie do nich niż do własnych rodziców – i wiem, co mówię. Szczególnie młodzież traktuje bardzo serio małżeństwo odpowiedzialne za przygotowanie do bierzmowania – z szacunkiem i zaufaniem.
Wiele razy rodzice przychodzili do mnie i mówili: „Bogu dzięki, że należą do tej grupy młodzieżowej, że przynajmniej przed Edjorge i Leilą się otwierają”.

Mamy też małżeństwo, Carlosa i Mayrę, które odpowiada za katechezę i przygotowanie do chrztu.

Każda z grup...
... ma wyznaczony dzień, w którym jest odpowiedzialna za Mszę św. Nieraz jest tak, że kłócą się, kto będzie grał na Mszy św. Nikogo nie trzeba naganiać.

Działa Duszpasterstwo Ducha Świętego; Ruch Apostolstwa Modlitwy – panie zorganizowane na wzór Legionu Maryi, które mają swoje nabożeństwo w pierwszy czwartek miesiąca. Zawsze są ubrane na biało z czerwonymi szarfami. Jest grupa Odnowy w Duchu Świętym, którą ja nazywam Grupą Modlitwy – chodzą po ziemi i się modlą – w każdy poniedziałek organizują dwugodzinne louvour czyli chwalenie Pana Boga. Bogu dzięki, ludzie się modlą. Także dzieci na katechezie.

Teraz mam dobrych katechistów. Mogę spokojnie wyjechać na urlop i wiem, że parafia nie rozpadnie się. Mam komu to powierzyć. Faktem jest, że wszystko przez ileś lat trzeba było przygotować, poznać ludzi i mieć do nich zaufanie. Dla porównania powiem, że
kiedy przyjechałem w 1999 r., na palcach jednej ręki mogłem policzyć parafian, którzy mieli skończone studia. Dzisiaj jest to może setka ludzi. Samych katechistów jest dziesięcioro.

Mamy też radę parafialną, w której każda z grup ma swojego reprezentanta. Wchodzą też do niej pani sekretarka oraz ksiądz. Jest nas 15, a rada zbiera się co miesiąc, omawiając plan pracy na następny miesiąc. Rola księdza jest określona – ma nie być dyktatorem, ale koordynatorem. W Polsce może budzić zdziwienie stanowisko sekretarki w parafii, ale to bardzo dobra sprawa, zresztą obowiązkowa w każdej brazylijskiej parafii czy „pół-parafii”. Ona prowadzi księgi parafialne, przyjmuje intencje, zapisuje na Msze św., na chrzty, a przede wszystkim jest codziennie i zawsze może udzielić informacji, nawet jak ja pojadę do szpitala czy na pogrzeb. Tu nie ma załatwiania czegoś po Mszy św.

Generalnie w Brazylii się polepszyło, jest wzrost gospodarczy. W mojej parafii wiele się nie zmieniło, poza tym, że dobudowaliśmy Centrum św. Faustyny. Był rozpisany konkurs w naszej radzie parafialnej na nazwę – żeby nie wyszło od księdza. Przewagę mieli ci z Ruchu Miłosierdzia Bożego i jest Centrum Parafialne im. św. Faustyny. Na ten cel kupiliśmy stary budynek obok plebanii. Teraz tam odbywa się katecheza, zebrania. Są 3 salki katechetyczne, salka grupy pallotyńskiej, liturgicznej. Na razie nie ma możliwości, by każda grupa miała swoją salę – muszą się dzielić.
Na dole jest duży salon na 200 osób. Tam robimy np. spotkania z chorymi – „Niedziela dla chorych” – 2 razy w roku. Msza św. jest połączona z udzieleniem sakramentu chorych, a później jest dla nich wigilia albo spotkanie wielkanocne. Zawsze jest połączona uczta duchowa z ucztą dla ciała.

Trzeba oczywiście zaoszczędzić pieniądze. Jestem jednym z najtańszych księży: nie mam sprzątaczki, nie mam kucharki. Nie dlatego, że parafii nie stać. Pan Bóg dał ręce – na razie sam to robię. Za zaoszczędzone pieniądze chcielibyśmy jeszcze wykupić działkę przy kościele. To ma też znaczenie, że przy dzisiejszej aktywności sekt starają się one wyrwać co się da od katolików. Oni nie pracują na rubieżach, marginesach, tylko z ludźmi już ukształtowanymi i mętlik im wprowadzają. Toteż byłoby dobrze wykupić obok naszego Centrum Parafialnego dom, który jest do sprzedania, ale z powodu niejasnej sytuacji z wyburzeniami właściciele nie wiedzą, ile chcą za ten dom.

Na naszych domach parafialnych od 10 lat jest tabliczka, że będą wyburzone. Teraz zamierzają to zrobić. Mimo wszystko powodziowe przedszkole zaczęło funkcjonować, bo nie ma konkretnych działań – wszystko jest połowiczne, ciągle coś się zmienia, znikają pieniądze. Nie wiadomo czy ta część zostanie wyburzona i powstanie tu coś konkretnego, np. park, a ludzie przeniosą się do nowych budynków. Plany są wspaniałe, tylko konkrety płynne. Tym bardziej, że władze chcą stawiać budynki typu śląskie familoki. To raczej nie zda egzaminu, bo ludzie tutejsi nie są przyzwyczajeni do harmonogramu, regulaminu itp. Oni żyją jak chcą w swoich domkach. Dochodzą do nas głosy, że wśród ludzi z innych dzielnic, którzy się przenieśli do takich domów, nie funkcjonuje życie sąsiedzkie. Jak będzie na Glorii? Zobaczymy. Ale czy ten plan zostanie zrealizowany w ciągu 2 lat mam poważne wątpliwości, bo to jest związane z polityką: jak wybory – obietnice, po – zostaje po staremu.

Jak mówi jeden z moich parafian: przy Glorii (ulica też nazywa się Gloria) jest dwóch gospodarzy: ksiądz i ten, który prowadzi firmę z klimatyzacją. Rzeczywiście, przy tej ulicy jest kościół, salon parafialny, sekretariat i plebania. Najwięcej budynków należy do parafii. Mówię, to niech tylko dobry Pan Bóg daje, żeby ulica była tylko kościelna. Nazwa ulicy całkiem do tego pasuje. Byłoby dobrze całkowicie się usamodzielnić.

Powstaje klub, żeby każda grupa miała swój lokal, bo jak się jest za coś odpowiedzialnym, to się tego pilnuje. Tu wszystko musi być dokładnie przypisane. Niestety, jeszcze nie ma takich warunków, żeby 13 grup miało 13 niezależnych salek; jeszcze się muszą dzielić. Ale za jakiś czas...

Moim marzeniem jest też, by z tej parafii byli kandydaci na pallotynów. Jestem tu 17 lat i chciałbym doczekać kapłańskich święceń pallotyna z naszej parafii. To byłoby zwieńczenie mojej posługi.

Pan Bóg oszczędzał mi jakichkolwiek wątpliwości. To jest jak powietrze. Nie muszę się zadumać, doznawać jakichś olśnień. To jest treść życia. Ja stanowię część życia Jezusa. Tego, co robię, nie robię dla siebie, ale dla Pana Jezusa. Nie dlatego, żebym musiał coś udowadniać – to sens życia.

Ks. Stasio Krajewski SAC
Zdjęcia: archiwum, ks. Artur Karbowy SAC