Strona główna arrow Inne kraje arrow Pieszo do Fatimy
Pieszo do Fatimy Drukuj Poleć znajomemu
Od kilku lat nie miałem czasu, aby napisać doktorat. Kiedy zaczynałem wątpić, że uda mi się go skończyć, powiedziałem: „Matko Boża! Święcenia kapłańskie miałem 13.05.2000 roku. Jeśli napiszę doktorat, to idę pieszo do Fatimy!”. W obecnym roku 2013 (!) dnia 13 maja obroniłem doktorat o nauczaniu wielkiego czciciela Matki Bożej kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nie mam wątpliwości komu to wszystko zawdzięczam. Słowo się rzekło.

2 września wyleciałem samolotem z Lizbony do Fatimy. Na lotnisku czekał na mnie mój „anioł” – ks. Artur Karbowy SAC. Zawiózł mnie do Księży Pallotynów do Odivelas. Poznałem przemiłą wspólnotę polsko-brazylijską. Nim położyłem się spać ks. Artur zabrał mnie na kolację do zaprzyjaźnionej rodziny. Zjedliśmy tam typowo portugalskie danie – suszonego dorsza, sprowadzanego z Norwegii(!). Niezłe, co? Ciekawe było również to, że pierwszą kobietą spotkaną w Portugalii była mieszkanka parafii w Odivelas o imieniu Fatima. A to miłe! Dziękuję Ci, Matko Boża!

Następnego dnia, jeszcze przed świtem odprawiliśmy Mszę Świętą i wyruszyliśmy w kierunku Alahandry. Rozpoczęło się! Super! – pomyślałem. Na to czekałem! W krótkim czasie...
... zorientowałem się, że odpowiada mi ten styl pielgrzymowania. Na początku wyruszamy kolumną – tak jak w Polsce. Potem jednak idziemy grupkami lub pojedynczo. Każdy dostosowuje tempo do siebie. Szybcy idą szybciej. Wolni idą wolniej. Nikt do nikogo nie ma pretensji. Nikt nikogo nie pogania. O to chodziło! Taka jest właśnie Portugalia. Jaki spokój wśród tych ludzi! Nigdzie się nie spieszą. Mają przedziwne zaufanie do Opatrzności, że wszędzie zdążą. Zazdroszczę im tego.

Wszystko organizuje cudowna młodzież. Są z jednej parafii, ale z kilku kaplic. Nikt jednak z nimi nie rywalizuje. Wspaniale się uzupełniają. Wiadomo kto rządzi, kto robi posiłki, kto rozdaje pomoce do modlitwy (każdy czytał rozważania w drodze sam), kto co 2-3 km rozdaje wodę prze drodze i kto sprząta po nas. Godne podziwu jest również to, że pomaga im jeden niepełnosprawny – Andrzej. Co chwilę zagaduje mnie po angielsku. Pochwaliłem go: „Your English is very good!”. Ucieszył się bardzo. Niech się cieszy.

Kiedy dochodzimy na nocleg, zatrzymujemy się nad rzeką Tag. Niezapomniany zachód słońca. Kładziemy się spać na sali gimnastyczno-widowiskowej. Wszyscy na jednej wielkiej auli. Nikomu to nie przeszkadza. Każdy jest tak zmęczony, że nie słychać, iż sąsiad zaczął chrapać. Zasypiam z myślą o pięknej modlitwie wieczornej prowadzonej przez młodzież.

Następny dzień dał nam w kość. O, tak! Po pięknym spacerze brzegiem rzeki mijaliśmy drogi szybkiego ruchu, miasteczka, fabryki, pola słoneczników i kukurydzy, łąki suchej trawy i kamieniołomy. Tego dnia było 40 km i 40 stopni. Moje nogi to jeden wielki bąbel. Boli. I co z tego! Idź pomimo bólu. Idź z Bogiem, z Maryją i ze swoją intencją.

Kilometr za kilometrem do przodu. Atmosfera jest super! Ciągle przechodzimy pośród wzgórz pokrytych gajami oliwnymi, winnicami, i polami usianymi zbożem. Duże wrażenie robią też drzewa obdzierane raz na 10 lat z kory. To korkowce - Portugalczycy robią z nich nie tylko korki do wina, ale i np. ubrania. Ciekawe, co?

Każdy dzień zbliża nas do Fatimy. Czujemy wszyscy narastające napięcie i narastający ból w nogach. Czy dam radę? A może się nie męczyć? A może podjechać? Kiedy tak sobie myślałem, wówczas podszedł do mnie pewien Portugalczyk rodem z Angoli. Zaczęliśmy rozmawiać po francusku. Ojej! Radzę sobie – pomyślałem. Maturę zdałem prawie 20 lat temu, a z nim spokojnie rozmawiam. Dzięki Ci, Boże!
Nasza konwersacja trwała ponad godzinę. Zadawał dużo pytań na temat modlitwy i medytacji. Dziwiłem się ile ja potrafię mu wytłumaczyć w obcym języku, którego na co dzień przecież nie używam i którego przecież nie uczyłem się specjalnie przed wyjazdem. Łaska Boga! On ma poczucie humoru. Portugalczyk z Angoli, to prawa ręka księdza Artura w kancelarii. Mówi mi: „Co mam zrobić? Kiedy chcę się pomodlić i idę do kościoła, to zawsze podchodzi do mnie ktoś i coś chce. Co mam zrobić?”. Odpowiedziałem: „Musisz albo zmienić kościół albo przychodzić pół godziny przed pracą, zamykać się w kościele i spokojnie się modlić. Modlitwa jest walką”. Chyba dotarło do niego. Dzięki Ci, Boże, że uczyniłeś tak dużo przez słabego człowieka!

Ostatniej nocy w Minde położyłem się spać bez wizyty u pielęgniarki. Wygrało zmęczenie. Tylko się umyłem, pomodliłem i poszedłem spać. To jednak nie uszło uwadze moich portugalskich przyjaciół z Odivelas. Jeden z nich obudził mnie o drugiej w nocy i mówi: „Dejzi! Pielęgniarka czeka na ciebie! Zawsze po obiedzie i wieczorami opatruje twoje nogi i teraz chce ci pomóc. Idź! Teraz twoja kolej”. Niesamowite – pomyślałem. „Pan i we śnie darzy umiłowanych”. Słowa Psalmu 127 sprawdziły się w moim życiu. Dzięki Ci, Boże! Dzięki Ci, Maryjo!

Rano wyruszyliśmy do celu naszej podróży – do Fatimy. Ten dzień nie był zbyt męczący. Tym bardziej, że 2 km od sanktuarium zatrzymaliśmy się w uroczym gaju oliwnym na wytworny obiad pod gołym niebem. Z Odivelas przyjechało sporo osób. Przywieźli wiele smakołyków. Nikt jednak nie pił ani wina, ani piwa. Każdy odpowiedział na apel papieża Franciszka. Przypomniał o nim ks. Artur. Cały świat w sobotę 7 września modlił się i pokutował błagając Boga o pokój w Syrii. My także włączyliśmy się w modlitwę i pokutę Kościoła Powszechnego.

W końcu nadszedł długo oczekiwany moment.... cisza. Tak w ciszy weszliśmy na plac i zbliżyliśmy się do miejsca objawień. Cisza nam towarzyszyła kiedy klęczeliśmy z łezką w oku....

Wieczorem słynna procesja ze świecami. Byli wszyscy biskupi diecezji Leiria–Fatima. Bóg wywyższył ks. Artura, gdyż – na prośbę kustosza sanktuarium - odczytał on rozważania w języku polskim. Oprócz nas było sporo Polaków. Cieszyliśmy się razem z nimi, że cztery tysiące kilometrów od Ojczyzny możemy modlić się w naszym języku. Poczuliśmy się swojsko, a zarazem po światowemu.

Fatima to wielki dar Boga. To wezwanie do ciągłej modlitwy pokuty. Fatima jest wezwaniem do przemiany. Ona nam przypomina, iż „nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie – mówił bł. Jan Paweł II – że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, i że ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji”. Tym samym spełnia zapowiedź Maryi: „Moje Niepokalane Serce zwycięży”.

Ks. Jerzy Jastrzębski