Strona główna arrow Nr 63 (2/2013) arrow Rozmowa z ks. Jarosławem Kamieńskim SAC, misjonarzem w Korei Południowej
Rozmowa z ks. Jarosławem Kamieńskim SAC, misjonarzem w Korei Południowej Drukuj Poleć znajomemu
R. – Ostatni rok dla Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego upłynął pod znakiem przygotowania do obchodów 50-lecia kanonizacji św. Wincentego Pallottiego. W swoim artykule, opublikowanym w poprzednim numerze, Ksiądz podkreśla, że wiele dzieł pallotynów w Korei dokonuje się dzięki św. Wincentemu. Czy według Księdza idee Pallottiego mogą zostać zaszczepione w Korei?

K. – Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że ubiegły rok, tak jak i początek obecnego, jest dla nas czasem łaski, którą odczuwamy na każdym kroku. Praktycznie w każdym tygodniu otrzymujemy dobrą wiadomość, która motywuje nas do tego, żebyśmy jeszcze bardziej, jeszcze mocniej głosili orędzie Miłosierdzia Bożego i nasz charyzmat apostolstwa katolickiego.

Jak poprzednio wspominaliśmy, Pan Bóg doprowadził do święceń drugiego kapłana, ks. Kim Ji Hak Józefa. Pan Bóg nie przestaje nam błogosławić, bo otrzymaliśmy pozwolenie biskupa, aby kaplica, która formalnie była kaplicą nowicjatu...
...  w domu w Yangdeogwon, została podniesiona do rangi kaplicy publicznej z możliwością głoszenia konferencji, prowadzenia formacji, przechowywania relikwii św. Faustyny, bł. ks. Sopoćki, bł. Jana Pawła II z możliwością kultu tych relikwii, z możliwością prowadzenia kultu Matki Bożej Fatimskiej, a także prowadzenia rekolekcji czy nauk dla kapłanów i osób duchownych.
To jest bardzo ważne dla naszej idei stworzenia w tym miejscu Centrum Miłosierdzia Bożego z możliwością formacji apostołów Miłosierdzia Bożego. Jest to też bardzo ważny krok w naszej egzystencji w Korei – podnosi rangę naszej obecności.

Kolejną pozytywną wiadomością jest fakt ofiarowania nam przez dawnych właścicieli kawałka ziemi (ok. 70 m2) przyległego do naszego budynku, bardzo przydatnego dla przybywających do nas. Jest teraz możliwość utworzenia klauzury, bo do tej pory dom był stale otwarty dla wszystkich, co bardzo utrudnia życie wspólnotowe.
Budynek, o którego budowie wspominaliśmy we wcześniejszych wypowiedziach, jest w 70% tzw. „ciężkiej budowy” wykonany. Teraz kolej na konstrukcję szkieletową do 4. piętra, wkładanie okien…

R. – Ks. Józef ze szczególnym zapałem zajął się przygotowaniami do popularyzowania idei św. Wincentego Pallottiego.

K. – Tak. Zaraz po święceniach zabrał się bardzo intensywnie za tłumaczenie tekstów i modlitw św. Wincentego. Prowadzi także dni skupienia, rozważania w duchu Pallottiego.

Mimo że wszystkie materiały mamy w języku angielskim, przygotowujemy się do rozpoczęcia formacji w duchu Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Chcemy, by po 9 miesiącach szczególnych przygotowań nasi „starzy” liderzy mogli być włączeni do ZAK. Gdyby się to udało, w 2014 r. możliwe byłoby powstanie pierwszej rady koordynacyjnej.
Wiem, że w Roku Jubileuszu Pallotti pokazał nam, jak wiele się może dokonać dzięki jego błogosławieństwu.

R. – Ostatnio pisał Ksiądz, że dzięki pomocy św. Wincentego powstało w Bundang-Dong wiele grup. Czy wszystkie nadal działają?

K.
– Mamy 12 grup (trochę na wzór prokur stworzonych przez Pallottiego), jak 12 apostołów. Są to grupy liturgiczne, adoracyjne, misyjne itp. Ich liderzy już od dawna byli naszymi współpracownikami, ale udało nam się powołać nowych liderów i mamy kolejnych kandydatów, których kształcimy, by mogli być odpowiedzialni za poszczególne działki pracy.

Ogromną radością jest powstanie i wytrwałe działanie grupy misyjnej, która liczy już ponad 70 członków. Każdy z nich otrzymał obrazek z modlitwą za konkretnego misjonarza z naszej prowincji (a jest ich 38) i modli się za niego. Raz w miesiącu odbywa się spotkanie modlitewne tej grupy, na które staramy się przygotować prezentację misyjną. Członkowie grupy zaczęli już pisać do „swoich” misjonarzy i ogromnie się cieszą, gdy otrzymują jakąś odpowiedź. Zaczynają też wysyłać niewielkie prezenty, np. herbaty itp.
Ta grupa ma swoją „córkę” w Indonezji, bodajże 15 osób, które modlą się za misjonarzy w Korei, a wspierają materialnie misjonarzy w PNG.

R. – Jak doszło do powstania grupy „córki”?

K.
– Przyszła kiedyś do nas z ofiarą na Mszę św. kobieta, która mieszka na stałe w Indonezji, natomiast na czas badań lekarskich przyjeżdża do Korei i odwiedza swoją rodzinę, i powiedziała, że chciałaby w swojej parafii – koreańskiej w Indonezji – być animatorką grupy, która modliłaby się za misjonarzy. I tak doszło do powstania grupy modlącej się za misjonarzy w Korei. To też niewątpliwie dzieło Pallottiego.

R. – Pierwszą grupą utworzoną przez Księdza była grupa młodzieży UPAL. Proszę opowiedzieć o niej.

K.
– Kiedy przybyło mi obowiązków, w pewnym sensie grupa została trochę zaniedbana. Dalej mamy spotkania co miesiąc, ale w grupie jest nieustanny przepływ nowych ludzi. Na każde spotkanie przychodzi ktoś nowy.

Ogólnie liczba przychodzących na spotkania się nie zmienia – 10 do 15 osób. Zależy to od wydarzeń w ich parafiach. Dla mnie pocieszające jest to, że ludzie z grupy zaczynają pracować w diecezjach, w swoich parafiach, gdzie są katechetami dzieci szkół podstawowych i przygotowują je do I Komunii św. Niektórzy aktywnie działają z młodzieżą przy kurii.
Uczestniczą w realizacji projektów międzydiecezjalnych. Z jednej strony jest to strata pewnych ludzi, a z drugiej wielka radość, bo to realizacja naszego charyzmatu. Przygotowani przez nas ludzie niosą go dalej. To realizacja wizji Pallottiego.

W Roku Wiary wyznaczyliśmy sobie ambitny plan, żeby przypomnieć o znaczeniu sakramentów i przykazaniu miłości. Każde spotkanie poświęcamy kolejnemu sakramentowi.

Oczywiście często nasze spotkania kończą się poruszaniem tematów związanych z sakramentem małżeństwa, ponieważ wkrótce 3 osoby z naszej grupy będą wstępować w związki małżeńskie. Te osoby prawdopodobnie odejdą z grupy, aczkolwiek Angela i Angelo, których związek błogosławiłem, nadal przychodzą. Być może kie-dyś ta grupa przemieni się w grupę młodych małżonków. A może trzeba będzie dla nich stworzyć nową grupę?

R. – Jak rozpoczął się rok 2013 we wspólnocie Pallotynów w Korei?

K.
– Zakończył się okres nowicjatu ks. Kim Tea Kwan Augustyna, księdza, który po 10 latach pracy jako kapłan diecezjalny wstąpił do naszego nowicjatu. Rozpoczął go w styczniu 2010 r., a teraz nadszedł czas jego pierwszej konsekracji czasowej, do której został dopuszczony przez radę prowincjalną. Zaplanowaliśmy ją na 2 lutego – święto Ofiarowania Pańskiego, zarazem dzień życia konsekrowanego. Pośrednim przygotowaniem było dyrektorium, a bezpośrednim rekolekcje, których organizatorem był ks. Franciszek, dyrektor okresu wstępnego i mistrz nowicjatu, a zarazem pierwszy koreański pallotyn. Czas dyrektorium rozpoczął się w środę, 2 stycznia, natomiast już w piątek, około 20.30 ks. Franciszek otrzymał telefon, że jego tato jest umierający i czym prędzej pojechał do hospicjum. Nie zastał już taty przy życiu.

Tej wiadomości spodziewaliśmy się już od jakiegoś czasu, ponieważ lekarze orzekli, że to choroba rakowa a tacie ks. Franciszka dawali jedynie 3-6 miesięcy życia. Ks. Franciszek bardzo prosił o modlitwę i modliliśmy się na Mszach św. porannych i wieczornych oraz w godzinie Miłosierdzia.
Ksiądz Franciszek po kilku dniach powiedział mamie o ciężkim stanie taty, potem zorganizował dla rodziców wyjazd rekreacyjny i dopiero wtedy poinformował tatę o tej sytuacji.

W koreańskich obyczajach rolę głowy rodziny pełni najstarszy brat. Franciszek ma 3 młodszych braci i 1 starszego, ale w sprawach religijnych on sprawował opiekę nad rodzicami. Jest wśród rodzeństwa jedynym katolikiem (o nawróceniu jego rodziców pisaliśmy we wcześniejszych numerach HM).

Pogrzeb przerwał dyrektorium ks. Augustyna, ale sądzę, że to wydarzenie pokazało też jedność rodziny pallotyńskiej. W momencie święceń kapłańskich ks. Franciszka jego mama stała się naszą mamą. Wszyscy wybraliśmy się na pogrzeb. Odbył się 7 stycznia. Od piątku wieczorem do poniedziałku rano modliliśmy się w specjalnym miejscu modlitw. Dwoma autokarami przyjechali również nasi wierni. W modlitwach brały też udział wspólnoty parafialne z miejsc, w których posługiwał ks. Franciszek. Obecnie przebywa w domu w Yangdeogwon, ale na prośbę biskupa pomaga w tamtejszej parafii.
To wydarzenie na pewno zapamięta ks. Augustyn w kontekście dyrektorium, które trwało 2 tygodnie.

Był to też czas przygotowania do 50-lecia kanonizacji św. Wincentego Pallottiego, która przypadała 20 stycznia. Była to 3. niedziela miesiąca, w którą zawsze mamy polską Mszę św. dla rodaków pracujących w Korei. Uroczystą Mszę św. mieliśmy 22 stycznia, we wspomnienie św. Wincentego. Uczestniczyło w niej ponad 100 osób. Myślę, że godnie uczciliśmy to święto, przybliżając wiernym charyzmat Pallottiego.

R. – Wróćmy do przygotowań ks. Augustyna.

K.
– Bezpośrednim czasem przygotowania do konsekracji były rekolekcje. Warto nadmienić, że ks. Augustyn przed 20 laty właśnie 2 lutego przyjmował pierwszą konsekrację w zgromadzeniu paulistów. Po kilku latach zdecydował się wystąpić i studiować w seminarium duchownym. Był księdzem diecezjalnym i po 10 latach kapłaństwa zdecydował się powrócić do życia zakonnego. Jest trzecim księdzem w Korei, który z duchowieństwa diecezjalnego przeszedł do zakonnego, podczas gdy dziesiątki księży przechodzi z zakonów do diecezji.

Decyzja ks. Augustyna była bardzo wymownym znakiem dla ks. Franciszka, który życzył mu w dniu konsekracji wierności i ofiary z siebie; by rzeczywiście realizował ducha Stowarzyszenia i by realizował siebie.

R. – Do tych życzeń i my się dołączamy. Sądzę, że ks. Augustyna, jak wszystkich pallotynów w Korei, nasi Czytelnicy będą wspierać swoją modlitwą.
I jeszcze jedno pytanie – o wiarę w Korei.

K.
– Jest to temat bardzo szeroki, bo wiara w Korei jest bardzo różna; jest wiele religii. Natomiast wiara w Chrystusa, Boga Najwyższego, to odrębna sprawa. Najprostsza odpowiedź brzmi: wiara chrześcijańska jest wiarą młodą, szybko wzrastającą, ale bez mocnych korzeni. Można by porównać większość wiernych do gałązki, która wypuszcza pączki, ale jeszcze nie ukorzeniła się. Wydaje mi się, że do tego wszystkiego wdziera się materializm. Podobnie jak w Europie tu też przychodzą kryzysy. Może nie tyle na kraj, ile na poszczególne rodziny. Wywoływane są sytuacjami politycznymi czy społecznymi. Tutaj w 90% ojciec utrzymuje rodzinę, a kiedy w wieku lat 50 traci pracę, często popełnia samobójstwo. A rodzina i tak podupada ekonomicznie i nie tylko. Maksymalnie po roku niepłacenia zostaje wyrzucona z mieszkania, a przeniesienie się do innej dzielnicy, do mniejszego mieszkania rani dumę, bo mieszkanie w określonym miejscu w jakiś sposób ich określa. Pogarszają się relacje w rodzinie. To są sprawy, które bardzo bolą.

Niestety, ale to wpływa na jakość wiary. Tu ludzie często patrzą w innych kategoriach. Jeśli nie mają pieniędzy, nie mogą złożyć ofiary na Kościół i często z tego powodu nie przychodzą, bo mają poczucie, że to oni powinni wspierać Kościół, a nie Kościół ich. Trzeba wiele tłumaczyć, że to nie tak, że trzeba do końca zaufać Panu Bogu.
Jesteśmy przy nich, pokazujemy, że pewnych rzeczy nie można zmienić, że trzeba czekać.
Wiara na pewno nie ginie, bo to właśnie ona utrzymuje przy życiu: wiara, nadzieja i miłość.

Na pewno jest tu bardzo dobry grunt do siania i siać należy. Na pewno, patrząc na Europę, przychodzi kapłanom refleksja: co będzie za jakiś czas? Tym bardziej trzeba wiarę zakorzeniać.

Myślimy, by w Roku Wiary rozpocząć cykl nauk o wierze. Nie myślimy o wielkich uroczystościach, ale raczej o systematycznej pracy, bo Rok Wiary powinien trwać zawsze.

R. – To prawda. Życzymy Bożego błogosławieństwa w realizacji planów.
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia ks. Jarosława
 
Tego autora
Z tego kraju
Chętnie czytane
SMS misje