Strona główna arrow Nr 62 (1/2013) arrow Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło Drukuj Poleć znajomemu
Od 21 lat pracuję w Brazylii, w tym 4 lata w parafii Świętej Anny w Guidoval, stanie Minas Gerais. Pragnę podzielić się z Czytelnikami „Horyzontów Misyjnych” moją refleksją na temat powodzi, która tragicznie doświadczyła miasto i parafię, w której pracuję.

2 stycznia 2012 to dzień, który na zawsze zostanie w pamięci mieszkańców i parafian Guidoval. Tego dnia 1/3 miasta została zalana przez wody rzeki Xopotó. Powódź przyszła nad ranem - poziom rzeki podniósł się o 15 metrów. Po ludzku sądząc, możemy powiedzieć, że była to tragedia, coś złego, strasznego, prawdziwe spustoszenie. Ale spróbujmy spojrzeć na całą tę tragedię oczami ludzi wiary i nadziei, oczami ludzi, którzy nie załamują się z powodu tragedii i ze złego potrafią wyciągnąć coś dobrego.

Jest przysłowie, które mówi: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czy jest możliwe widzieć dobro w złu, w spustoszeniu, w tragedii, w smutku, we łzach i w śmierci? Tak, jest to możliwe! Jest to tajemnica życia, tajemnica Boga i praw natury.

Powódź przyniosła ogromne zniszczenia, smutek, łzy, rozpacz, ale również wiele dobra. Zobaczmy:

Niszcząc płoty, ogrodzenia, mury, domy wody rzeki Xopotó przyniosły pojednanie, przebaczenie...
.. i przyjaźń między sąsiadami. Sąsiedzi bez murów, płotów i ścian, spojrzeli na siebie oczami miłosierdzia, współczucia, litości i przebaczenia. Bez domów, odzieży, żywności, dokumentów, zaczęli się obejmować, pomagać jedni drugim, ratować - zapomnieli o dawnych krzywdach, a nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi.

Wysoka woda rzeki Xopotó, zatapiając domy, ulice, sklepy, szkoły i fabryki, pokazała nam, że wobec praw natury wszyscy jesteśmy równi.
Powódź pomogła nam zrozumieć, że pycha tego świata, nasza chciwość i duma są marnością. Bogactwo jest tymczasowe.
Marnością nad marnościami jest chodzenie z nosem do góry, pokazywanie swojej wyższości nad innymi, ponieważ wystarczy powiew wiatru, deszcz, burza, ogień etc. i cały nasz misternie budowany pałac rozsypuje się w gruzy.

Tajemnice życia są niezgłębione. Dzisiaj chodzimy w pięknych i bogatych strojach, jemy z porcelanowych talerzy, a jutro możemy zostać bez niczego, zabłoceni, jeść palcami chleb, który ktoś nam dał z litości i chodzić po zniszczonych ulicach, w gumowcach, podobni do strachów na wróble.

Powódź przyniosła również solidarność, jedność i braterstwo między ludźmi. Bardzo dużo ludzi dobrej woli i instytucji, z miast sąsiednich, kierując się miłością i współczuciem do bliźniego, organizowało zbiórki odzieży, żywności, środków higieny, wody etc. i, pomimo trudności z dotarciem do nas, przyszło z pomocą.

Powódź pomogła też obalić mury między religiami i kościołami. Wszyscy mogliśmy widzieć jedność między wyznaniami. Nie było ważne do jakiego kościoła ktoś należy i jakiego boga adoruje - najważniejszy był bliźni, który potrzebował: chleba, odzieży, wody, lekarstw etc.

Woda, która przyniosła nam prawdziwe spustoszenie, nauczyła nas, jeszcze raz, że człowiek powinien szanować i być posłuszny prawom natury. To nie woda wtargnęła do naszych domów - to my wtargnęliśmy do rzeki, budując domy na jej brzegu. Woda przyszła i zabrała to, co zawsze należało do rzeki.

Powódź zmusiła władze państwowe, stanowe i miejskie do podjęcia decyzji radykalnych, mądrych i trwałych. 6 miesięcy po powodzi został oddany do użytku nowy most (13 m długi i 11 m szeroki), zrobiono 2 km nowej drogi dojazdowej do miasta, położono nowy asfalt i wybudowano 200 domów dla powodzian.

Gdy rzeka opuściła miasto, mieszkańcy poczuli nowe siły, aby odbudować swoje domy, życie i historię. Guidoval po powodzi jest o wiele ładniejsze, i nieraz myślę, że potrzeba było powodzi, spustoszenia, tragedii i śmierci, aby błogosławieństwo mogło się okazać.

Życie potwierdza prawdziwość cytowanego już przysłowia: Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, a ta sytuacje potwierdza jego prawdziwość.

Ks. Paweł Kowalczyk SAC, misjonarz z Brazylii
Zdjęcia: arch. Autora