Strona główna arrow Nr 62 (1/2013) arrow Budować świątynię
Budować świątynię Drukuj Poleć znajomemu
W maju 2012 r. przejęliśmy parafię Valle de Chalco wraz z dwoma kościołami – parafialnymi pw. Matki Bożej Ucieczki Grzesz ników oraz, w drugiej części parafii, sklasyfikowanym jako kaplica pw. Najświętszego Serca Jezusowego.

Oba kościoły to betonowa konstrukcja bez dachów. Trzeba by je przynajmniej zadaszyć, najpierw parafialny, a w przyszłości też kaplicę. Okna i drzwi to kwestia dalekiej przyszłości.

Sytuacja jest o tyle nieciekawa, że poprzedni ksiądz, diecezjalny, który był tu przez 7 czy 8 lat, niewiele poczynił w tym względzie. Konstrukcje mają ponad 10 lat, toteż poprosiliśmy specjalistów o ocenę, czy nadają się do wykorzystania. W ich ocenie w lepszym stanie jest konstrukcja kaplicy, ale priorytetem jest kościół parafialny.

Może kiedy nasza parafia się rozrośnie, a rozrasta się stale, dobrze będzie ją podzielić na dwie i wtedy kaplica stanie się kościołem parafialnym.

Nie ma na terenie parafii domu parafialnego. Od biskupa dowiedzieliśmy się, że jeśli jako pallotyni wybudowalibyśmy dom parafialny, będzie on należał do nas. Obecnie jesteśmy tu na podstawie umowy na 3 lata z możliwością przedłużenia. My nie patrzymy, jak długo tam będziemy – chcemy zrobić jak najwięcej dla naszych parafian.

A kościół to jednak ważna sprawa, toteż bardzo chcemy...
... znaleźć jakichś ofiarodawców, dobroczyńców, którzy by nam pomogli w zakresie materiałów budowlanych. Wiadomo, że trzeba by mieć 2-3 specjalistów, którzy poprowadziliby roboty budowlane, a resztę wspólnym czynem parafialnym byśmy realizowali.

Bardzo zależy nam na zadaszeniu kościoła i kaplicy, bo nie należy do przyjemności uczestniczenie w liturgii w takich warunkach. Kiedy pada, zalewa nas po kostki i trzeba czasem, szczególnie w kaplicy, z ołtarzem biegać. W takich warunkach nie można zostawić ołtarza w kościele i trzeba go chować, a przed każdą Mszą św. wynosić i przygotowywać. Zajmują się tym panie szafarki, które muszą specjalnie przychodzić wcześniej.

Mamy prowizoryczne zadaszenie – metalową konstrukcję i brezentowe poszycie, a kaplica ma rozciągnięty namiot brezentowy – oczywiście są takie luki, że jak pada, to zalewa kościół.

W tym wszystkim najbardziej nas cieszy, że mamy tu ładne słońce, dużo powietrza, mało kto mdleje, bo wszyscy są dobrze dotlenieni. Najlepsze jest jednak to, że choć nie ma kościoła widomego, z kamienia, betonu, stali, ale jest świątynia Ducha Świętego.

I to jest właśnie najważniejszy cel naszych misji – budowanie świątyni Ducha Świętego. Możemy mieć piękne kościoły, przepiękne obrazy, dzieła sztuki, ale jak będzie zaniedbana świątynia Ducha Świętego, to kościół będzie sam dla siebie albo dla księdza, a nie o to chodzi. Ważne, żeby była świątynia Ducha Świętego – i ona tu jest.
Może nasz poprzednik w dziedzinie budowy wiele nie zrobił, ale tę świątynię budował. Zostawił jednak kompleks katechetyczny, takie salki.

Mamy także dom parafialny nieco bardziej przypominający tradycyjny dom meksykański. Żyje się w atmosferze domowej. Jakby człowiek chciał się ukryć, nie ma gdzie. To jest takie trzypokojowe mieszkanie, ale daje poczucie satysfakcji, bo w moim doświadczeniu mocno mnie to zbliżyło do Bartka jako współbrata, ponieważ żyjemy na małej przestrzeni i musimy uszanować nawzajem „widzimisię” drugiego. Każdy z nas jest inny, ma inne nawyki. Akceptujemy się wzajemnie – jesteśmy taką mikro- wspólnotą. Architektura domu temu sprzyja.

W jednym z pokojów jest kaplica. W moim pokoju mam zaledwie stolik drewniany, krzesło drewniane i łóżko. Nie mam nawet szafy, bo gdybym ją chciał wstawić, musiałbym wyrzucić łóżko. Większość rzeczy trzymam po dziś dzień w Tenango del Aire, a tam mam tylko taką małą garderobę zrobioną, żeby mieć podstawowe rzeczy „na już”.

Czuje się tu atmosferę domu, co mnie się bardzo podoba i jeszcze bardziej umacnia więzi, a odmienność wcale nie jest dla nas przeszkodą. Jeszcze bardziej poznajemy się nawzajem. Wiele sytuacji budzi u nas śmiech, nie złości i nie budzi rozgoryczenia, że tak ciężko. Nie – ciężko to powinniśmy pracować.

Nie jest źle. Jest to parafia o wiele biedniejsza niż Tenango, choć jest dużo większa. O Tenango możemy powiedzieć, że tam żyją ludzie z dziada pradziada, znają się nawzajem. To jest ich ziemia. W miejscu, gdzie teraz jesteśmy, oddalonym zaledwie 23 km od Tenango, ludność jest napływowa z całej republiki, szczególnie z centralnej części Meksyku.

Kiedy przeszło 20 lat temu miejsce to odwiedził Jan Paweł II były tu pola, pastwiska, tereny zalewowe. Papież posadził tu symboliczne drzewko i powiedział, że jeśli powstanie tu kościół, podniesie go do rangi katedry i ustanowi tu diecezję. I tak się stało. Miasto liczyło wtedy kilkuset mieszkańców – teraz jest ich ok. 800 tys.

Pracy nam nie brakuje. Mamy bardzo dużo grup parafialnych – zostało nam przekazanych ok. 20. Niektóre trzeba było połączyć, żeby to miało sens, bo grupa nie może być sama dla siebie czy dla księdza. Ważne, że ludzie chcą działać. Ale więcej na ten temat opowiem w kolejnym liście.

Cieszy, że jest co robić, że są wyzwania. Przede wszystkim są bardzo ciekawi ludzie, bo jak mówiłem, to ma być budowanie świątyni Ducha Świętego.

A w budowie świątyni z kamienia prosimy o pomoc, Drodzy Czytelnicy.

Pozdrawiamy Was i życzymy wielu Bożych łask w Nowym Roku.

Br. Michał Szczygioł SAC, misjonarz w Meksyku
Zdjęcia Autora oraz Parafianki