Strona główna arrow Inne kraje arrow Zapachy Indii
Zapachy Indii Drukuj Poleć znajomemu
Chanel N°5 – przed laty obiekt marzeń i westchnień niemalże każdej młodej kobiety. Również dziś niewiele z nich może sobie pozwolić na luksus ich posiadania. Ich tajemnica, jak wszystkich innych perfum, tkwi w niepowtarzalnym ułożeniu 3 podstawowych akordów. głównego, serca i bazowego. W całości tworząc 12 nut. Główny akord zawiera pierwsze wrażenie, który po kilku minutach przechodzi do akordu serca, motywu zasadniczego zapachu. Utrzymuje się kilka godzin. Wreszcie akord bazowy. Szlak wonny perfum. Utrzymuje się nawet kilka dni. Niektórzy jednak mówią, że jest jeszcze 13 nuta. To dzięki niej akord bazowy ma jedyny w swoim rodzaju kształt. I to ona sprawia, że dany zapach jest bez mała namacalny i zapada nam długo w pamięć.

Jednakże co wspólnego mogą mieć europejskie, kultowe perfumy z egzotycznymi Indiami? Zasadniczo przyjmuje się, że świat poznajemy przy pomocy pięciu zmysłów. Zapierające dech w piersiach krajobrazy Indii jeszcze długo po wyjeździe będą nam stały przed oczami. Smak niezwykle pikantnych potraw będzie pieścił podniebienie, a z niczym nieporównywalny hałas ulic wielkich miast i przejmująca cisza wsi dźwięczeć będzie nam w uszach. By jednak stwierdzić, że dotknęliśmy Orientu potrzeba jeszcze poczuć zapach Indii.

Wydaje się, iż wystarczy zainwestować w najbliższej drogerii 2 złote kupując pałeczki zapachowe i wkroczymy w tajemnice Wschodu. Otwarty zostanie przedziwny świat skojarzeń – piękne kobiety odziane w bajecznie kolorowe sari, tańczą nie dotykając niemalże ziemi w rytm muzyki jakże odmiennej od disco czy rocka; plejady bóstw o niespotykanych kształtach, każde we własnej świątyni z liczną gromadą wyznawców. Fakirzy z wężami. Półnadzy guru otoczeni gromadami uczniów. A wszystko spowite...
... odurzającym zapachem płonących kadzideł i przeniknięte delikatną mgłą nieznanego.

Taki właśnie obraz Indii znajdziemy w przewodnikach turystycznych. Nie potrafią lub nie chcą przedstawić kontrastów jakie napotkamy w tym niezwykłym kraju. Nie jest bowiem łatwo pokazać kraj potęgi militarnej dysponującej bronią jądrową, a jednocześnie nie potrafiącej zapewnić miski ryżu prawie połowie swoich mieszkańców.

Jak opisać potentata w dziedzinie informatyki i skomplikowanych technologii, którego pola są obrabiane ręcznie lub przy pomocy wołów?
Co można powiedzieć o liderze światowej polityki, promującym demokrację, a przy tym tolerującym system kastowy?
Czyż nie czuć tu przypadkiem pierwszego zapachu – przeciwności, by nie rzec, hipokryzji?

Przewodniki z reguły prezentują, a lepiej powiedzieć, kreują rzeczywistość perfumowaną i idąc tylko za ich wskazaniami nie poczujemy Indii prawdziwych.
Gdzie zatem szukać?

W zapachu domowego ogniska, na którym jakże często przygotowywana jest zaledwie jedna (słownie – jedna) garść ryżu otrzymana z kolekty zebranej podczas Mszy Świętej. I tylko ona stanowi gwarancję przeżycia dnia, ale nie daje już pewności jutra. Pozwala jednak na doświadczenie czegoś niezwykłego – ludzkiej miłości i solidarności okazanej w podzieleniu się nie tym co mi zbywa, lecz tym co posiadam, nawet jak mam niewiele.

W zapachu rzeki zamienionej w ściek dzięki wykorzystywaniu jej jednocześnie jako łaźni, pralni, zmywalni naczyń, wodopoju dla zwierząt i publicznej toalety. Brakuje tylko ekologów manifestujących przeciwko niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt poniekąd zmuszanych do korzystania z tej samej wody co ludzie.

W zapachu krowy otaczanej w niektórych regionach taką czcią, iż wykroczeniem jest zmuszenie jej do zmiany miejsca choćby blokowała ruch na najważniejszej arterii miasta, a próba zabicia zdychającej może zakończyć się ciężkim pobiciem lub śmiercią winowajcy.

W zapachu krowich odchodów zbieranych gołymi rękami, by po wysuszeniu mogły posłużyć na opał, a jeszcze nie tak dawno również do mycia zębów.

W zapachu spoconego ciała utrudzonego niemalże niewolniczą pracą. Bo jak można inaczej nazwać całodzienny trud przy zbiorze bawełny, w promieniach bezlitośnie palącego słońca wynagradzany równowartością 1 euro?

W zapachu gnijącego ludzkiego ciała. Cóż z tego, że oficjalne statystyki stwierdzają fakt prawie całkowitej likwidacji trądu, kiedy leprozoria, również to założone przez ks. Adama Wiśniewskiego, są wciąż pełne osób dotkniętych tą straszną chorobą. A co gorsza, chorzy na trąd XXI wieku – AIDS, traktowani są gorzej niż trędowaci. Wyrzucani poza margines społeczeństwa, pozbawiani elementarnych środków pomocy, wzbudzają coraz większy lęk.

W zapachu szkół wypełnionych tysiącami dzieci i młodzieży. Jedno z nielicznych miejsc, gdzie widać imponujące efekty wysiłku państwa, Kościoła i innych organizacji. Miejsce, gdzie nie grają roli różnice religii czy wyznania. Miejsce, gdzie chrześcijanin, hinduista, muzułmanin czy buddysta od 4 do 14 roku życia jest zobowiązany do zdobywania koniecznej wiedzy.
Jednakże nieprzyjemnym zgrzytem jest żądanie ze strony instytucji rządowych prowadzenia statystyk opisujących liczbę dzieci z najniższych kast korzystających z nauki. Za nakazem niestety nie idą niezbędne środki, stąd w miarę postępowania lat maleje liczba najuboższych uczęszczających do szkoły.

Zamknięte koło próbuje przerwać Kościół oferując najbiedniejszym bezpłatne internaty i pomoc w niezbędnych opłatach, ale to tylko kropla w morzu potrzeb. Natomiast ubocznym skutkiem takiej formy pomocy jest oczekiwanie, że to co niezbędne będzie mi dane i dlatego nie muszę podejmować żadnego wysiłku, który zaowocowałby radykalną zmianą losu.

W zapachu orzechów kokosowych sprzedawanych po 2 rupie (ok. 13 groszy) za sztukę. Ich rola nie kończy się wraz z opróżnieniem wnętrza z mleczka i miąższu - po wysuszeniu stanowią doskonały materiał na sznury oraz opał. Nic nie zostanie zmarnowane.

W niepowtarzalnym zapachu i widoku stad owiec oraz kóz pędzonych o zmierzchu do wioski. To nic, że blokują skutecznie wszystkie drogi. Warto zatrzymać się, by przeczekać ten przemarsz choćby dla widoku pasterza idącego na czele stada i dźwigającego na ramionach najsłabsze jagnię. Nie do pogardzenia jest również widok wołów w jarzmie – dla współczesnego Europejczyka rzecz nie do wyobrażenia.

Również wielkie miasta pachną specyficznie. Oczywiście inaczej dla ubranego w doskonale skrojony garnitur od Armaniego i oglądającego świat zza przyciemnionej szyby klimatyzowanej limuzyny biznesmena; inaczej dla ubogiego rikszarza zarabiającego na życie wysiłkiem mięśni; inaczej dla ogolonego mnicha buddyjskiego boso przemierzającego ulice; inaczej dla nędzarza umierającego samotnie w jakimś zapomnianym zaułku, a jeszcze inaczej dla sióstr Matki Teresy z Kalkuty wlewających nadzieję w serca tych, o których nikt nie chce pamiętać.

Jest jeszcze zapach pieniędzy, niejednokrotnie wielkich, ale dostępny tylko dla nielicznych i nader często za cenę ogromnej krzywdy wielu.

Gdy do powyższych dodamy woń pewnego dystansu do otaczającej rzeczywistości pozwalającą zwyczajnym ludziom podążać przed siebie, krocząc z godnością, a nie biegnąc, stwierdzimy, że udało nam się skompletować właściwy zapach oddający specyfikę Indii.
Nic bardziej błędnego. Brakuje owej trzynastej mitycznej i jednocześnie niezbędnej nuty, dzięki której akord bazowy zdobywa jedyny w swoim rodzaju kształt. Gdzie jej szukać? W Indiach.

Ks. Adam Golec SAC
Zdjęcia Autora

 
SMS misje