Strona główna arrow Duchowość arrow Kochaj i czyń co chcesz
Kochaj i czyń co chcesz Drukuj Poleć znajomemu
Niektórzy o nim słyszeli, inni nie. Nieliczni znają jego pisma. Jednakże powyższe słowa są znane powszechnie. Chociaż przyznać należy, iż dzisiaj lansuje się je w nieco zmienionej formie, bez kluczowego i najważniejszego słowa „KOCHAJ”.

Święty Augustyn, bo o nim mowa, człowiek żyjący w piątym wieku, wywarł niebywały wpływ na myśl teologiczną na długie wieki. Wypowiedział je zabierając głos w kwestii upominania. Stwierdził, iż jeśli czyjeś upomnienie wynika z miłości, to wówczas czyni się dobrze. Ale jeśli czyjś brak upomnienia także wynika z miłości, to również taka postawa jest dobra. A więc - jak podsumował swoje rozważanie Augustyn – „KOCHAJ i CZYŃ CO CHCESZ”.

Jest w nas nieodparte pragnienie, by być reżyserem, scenarzystą i głównym bohaterem filmu zatytułowanego „Moje życie”. To ja jestem miarą wszystkiego – robię, co chcę, robię to, na co mam ochotę, robię, co mi się podoba. Bez odniesienia do wartości, zasad. Często później mogę się dziwić, że moje życie przypomina szaleńczą jazdę kierowcy siedzącego w dobrym samochodzie, który nie zważa na przepisy, dobro innych i swoje bezpieczeństwo. Kiedy jazda kończy się tragicznie wówczas szuka winny nie u siebie, lecz u innych.

Istnieje, także inna postawa. Mogę być człowiekiem z zasadami. W sposób literalny i radykalny trzymam się przepisów. To one kształtują moje wybory i postępowanie. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, iż taka postawa...
... jest właściwa i godna naśladowania. Jednak czy na pewno?

Czy literalne podejście do prawa załatwia wszystko ? Czy sprawia, że my sami, a także ludzie żyjący wokół nas są szczęśliwi? Czy Ten, którego jako chrześcijanie mamy naśladować, oczekiwał i oczekuje od nas takiego postępowania?
Dwa przykazania miłości, podkreślone przez Jezusa. Jak często robię rachunek sumienia w oparciu o nie, w oparciu o miłość? Czy zadaję sobie pytanie: „Czy i jak kocham Boga, świat, drugiego człowieka i siebie samego”?

Przecież najważniejszym słowem w naszej wierze, w nauce Mistrza z Nazaretu, nie jest słowo GRZECH, lecz właśnie MIŁOŚĆ.

Częściej jako punkt odniesienia naszej moralności i zasad postępowania odnosimy się do Dekalogu. Dziesięć przykazań, które – wybacz, Drogi Czytelniku, to stwierdzenie - często sami sobie prywatyzujemy, biorąc i uznając, to co jest nam wygodne.
“Nie zabijaj”, owszem,tego mprzykazania należy przestrzegać, lecz “dzień święty święcić” już niekoniecznie. “Nie kradnij” - jak najbardziej, ale “nie pożądaj”?

Jest to jedna strona medalu, jeden sposób podejścia do prawa. Jest także inny, uważam, że równie, a może nawet bardziej, niebezpieczny.

To podejście bardzo radykalne. Litera prawa jest nadrzędna w stosunku do człowieka. Może znasz takie osoby; może sam taki jesteś. Zadziwiają mnie dwie rzeczy, pierwsza to fakt, iż z tak radykalnymi osobami tak trudno żyć. Druga to fakt, że to tacy ludzie, przekonani o własnej doskonałości, zbudowanej na literalnym przestrzeganiu przepisów ukrzyżowali Tego, który głosił miłość, a dzisiaj często krzyżują tych, którzy nie skupiają się na literze, lecz na duchu litery.

Przecież nawet jeśli w sposób radykalny przylgnę do praw, nakazów i zakazów, to czy to załatwi wszystko? Czy przy takim postępowaniu nie pojawią się dylematy? Czy życie nie pisze scenariuszy, przy których scenarzyści oper mydlanych wypadają blado?

Co zrobić, gdy z jednej strony chcę wypełnić przykazanie: “dzień święty święcić”, a z drugiej na mojej drodze do kościoła spotykam nieprzytomnego, chorego, człowieka potrzebującego pomocy? Mam go ominąć jak kapłan i lewita z Ewangelii?

Co zrobić, gdy znam przykazanie “nie zabijaj”, a do mojego domu włamują się dranie, którzy zagrażają mojej rodzinie?

Co zrobić, gdy mam w prawie “nie kradnij”, a moi bliscy umierają z głodu i nie mam żadnej, powtarzam żadnej, innej możliwości, by ich nakarmić?

Co zrobić, gdy nie wolno mi mówić fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu, a z drugiej strony powiedzenie prawdy pociągnie za sobą cierpienie lub nawet czyjąś śmierć? Czyż nie jest faktem, że prawda mówiona bez miłości najczęściej bywa okrucieństwem?
Możemy odrzucić prawo i zasady, lecz czy wówczas będziemy szczęśliwi?

Możemy je w sposób literalny, wręcz bezduszny przyjąć, lecz czy wówczas gdy pojawią się dylematy, także będziemy szczęśliwi? Czy człowiek przyjmujący prawo bez jego ducha nie jest człowiekiem bezdusznym?

Jest trzecia droga, którą w swoich słowach zawarł Święty Augustyn. KOCHAJ, najpierw i przede wszystkim KOCHAJ, a gdy kochasz to dopiero wtedy czyń co chcesz. Byleś zrozumiał, że wiesz co to kochać. Wtedy nie skrzywdzisz nikogo, bo kierować będzie tobą mądrość serca. Litera zabija, ale duch ożywia. Słowa z drugiego listu do Koryntian , a także rozmowy Jezusa z faryzeuszami i uczonymi w piśmie (Łk 11, 37-48, 52-54; Łk 12,1) potwierdzają dobitnie powyższe stwierdzenie.

Miłość, oczywiście dobrze rozumiana jako pragnienie szczęścia drugiej osoby, winna być punktem odniesienia i prawem podstawowym naszego postępowania.
Więc KOCHAJ, jeszcze raz powtórzę, KOCHAJ Boga, KOCHAJ ludzi, KOCHAJ świat, KOCHAJ siebie i czyń co chcesz!!!!!!!!!

Ks. Damian Nyk SAC

„Ojciec karci syna, handlarz schlebia niewolnikowi. Gdybyś obydwa czyny – karę i delikatność – dał do wyboru, któż by nie wybrał delikatności i nie odrzucił bicia. Niejeden czyn wygląda na zewnętrznie dobry, choć nie wyrasta z korzenia miłości. Podobnie i kwiaty mają ciernie. Niejeden czyn wygląda na surowy i twardy, choć dokonuje się go dla wychowania, z pobudki miłości. Dlatego polecam ci jedno krótkie zdanie: Kochaj i czyń, co chcesz!”.
Św. Augustyn