Strona główna arrow Białoruś arrow Człowiek nie zostaje sam
Człowiek nie zostaje sam Drukuj Poleć znajomemu
Redakcję HM odwiedzili księża z Białorusi: ks. Andrzej Witek SAC, proboszcz parafii w Woronowie oraz ks. Guennadi Romachko SAC, proboszcz parafii w Hermaniszkach. Parafie te sąsiadują ze sobą. Należą do diecezji grodzieńskiej.

R. – Księże Guennadiju, proszę nam opowiedzieć kilka słów o sobie i swojej parafii.

Ks. Guennadij
– Bardzo miłe jest dla mnie, że mogę pracować (już trzeci rok) w Hermaniszkach, ponieważ pochodzę z pobliskiego Woronowa, do którego powróciłem po ukończeniu seminarium pallotyńskiego w Ołtarzewie. To śro-dowisko jest mi bardzo bliskie, ludzie mówią po polsku, mają podobną mentalność. Czuję się tu bardzo dobrze.

Nasza parafia, w większości katolicka, gdyż tylko kilka rodzin jest prawosławnych, liczy dwadzieścia kilka wiosek. Kościół jest stary, ponad stuletni. Jest pomnikiem architektury i dlatego trudno go wyremontować.
Wnętrze kościoła było remontowane w końcu poprzedniego wieku. Poświęcenie odbyło się w 2000 r.
Spora część remontu już za nami. Musimy odnowić fasadę. Już powoli widać zmiany – wspólnym wysiłkiem wiele można zdziałać. Przed nami jeszcze jeden trudny rok.

Nasza parafia charakteryzuje się tym, że większość parafian...
... stanowią ludzie starsi, ale jest też młodzież i dzieci, dla których prowadzę katechezę w Hermaniszkach, Bieniakoniach i Poleckiszkach. Uczestniczy 98 osób. W Hermaniszkach odbywa się na plebani, a w pozostałych miejscowościach w domach prywatnych. Przygotowuję też dzieci do I Komunii Świętej – w tym roku jest ich siedemnaścioro.

Wspólnie z parafią Woronowo co roku organizujemy obozy dla dzieci i młodzieży w różnym wieku. To już wiele lat trwająca tradycja.

Staramy się uczestnikom wypełniać czas na różne możliwe sposoby. Przy okazji uczymy też młodzież języka angielskiego i polskiego. Organizujemy także obóz rowerowy dla chłopców, który ma charakter powołaniowy. Mają wtedy możliwość poznania księdza, wspólnej modlitwy, przeżywania Mszy Świętej. W ciągu roku szkolnego też robimy jakieś akcje, wspólnie oglądamy filmy.

W Hermaniszkach nie ma teraz właściwie nic. Zamknięta została szkoła bazowa (do 9 klasy włącznie), dlatego nie ma ani klubu, ani żadnych zajęć dla dzieci i młodzieży. Zrobiono w niej dom dla osób samotnych, które nie są ciężko chore i mogą tam samodzielnie przebywać.
I dlatego ważne jest, żeby coś zorganizować dla młodzieży. Ostatnio wspólnym wysiłkiem z Woronowem przygotowaliśmy salę komputerową. Są komputery, Internet, możliwość nauki obsługi. Przychodzą i korzystają chętnie. Rolę nauczyciela pełnię ja.

Już od 3 lat jeżdżę do Woronowa, do państwowego college’u, gdzie wykładam przedmiot o charakterze etycznym – bez modlitwy i bez agitacji katolickiej, ale mówię o wartościach ogólnoludzkich, moralności. Do tego programu zapraszani są też protestanci i prawosławni, lecz nie wiem, czy się pojawiają. Generalnie chodzę ja. We wtorki mamy zajęcia z młodzieżą starszą – najczęściej dotyczą kwestii etycznych, problemów moralnych, psychologicznych, konfliktów, krótko mówiąc wszystkiego, co może dotyczyć młodego człowieka z narkotykami, seksem, alkoholizmem i paleniem włącznie.

R. – Ksiądz sam porusza te tematy, czy młodzież przychodzi z tymi problemami?

Ks. G.
– Mają pytania. A jeśli ich nie stawiają, mam zawsze przygotowany temat.
Natomiast szkoła bazowa w Woronowie nie zaprasza nas nigdy. Nie ma żadnej współpracy, chociaż można by robić wiele ciekawych rzeczy.

Ks. Andrzej – W college’u jest młodzież, która zjeżdża się z całego województwa, nawet spod Grodna. Tu uczą się określonego zawodu. Uczęszcza młodzież różnych wyznań: prawosławni, protestanci, katolicy, niewierzący, których jest dużo. Do nich wszystkich przychodzi ksiądz katolik, co zresztą sobie cenią.

R. – Po jakich szkołach trafia młodzież do tego college’u?

Ks. G.
– Mogą tam iść po każdej szkole, po 9 klasie, a nawet jak jej nie ukończą. Tam zdobywają zawód: trakto-rzysta, murarz,
sprzedawczyni, malarz... Dzięki temu mają możliwość jakiegoś startu w życiu.

R. – Czy wśród uczniów są sieroty? Czy korzystają z jakichś przywilejów?

Ks. G.
– Są takie dzieci. Jest też grupa młodzieży z rodzin trudnych, niepełnych czy alkoholików. Mieszkają w akademiku (internacie). Niejednokrotnie mają poważne problemy. Były nawet próby samobójstw. Jest dużo dziewczyn, samotnych mam, które jeszcze się uczą, a już mają dziecko. Im też trzeba pomóc.
Jest program państwowy, którego celem jest zapewnienie opieki dla tych dzieci, żeby później nie było z nimi pro-blemów, bo jest duże prawdopodobieństwo, że człowiek pozostawiony bez wykształcenia, bez zawodu wpakuje się w jakieś nieprzyjemności. To duży plus, że państwo jakieś pieniądze wykłada, żeby dać dziecku choć minimalne wykształcenie, jakiś zawód, żeby sobie samo radziło, mogło pracować i zarabiać na życie.

R. – Czy taka młodzież szuka pomocy, rady Księdza?

Ks. G.
– Nie do końca. Najczęściej przychodzą ludzie starsi (nie tylko z naszej parafii; nawet spod Grodna), choć i młodym się zdarza, z problemami w rodzinie: rozwody, kryzysy, depresje, trudne sprawy. Przyjeżdżają się pożalić, ale i po radę duchową. Niektórzy proszą o spowiedź indywidualną, bez pośpiechu.
Na katechezach z młodzieżą porusza się wiele problemów, wiele się wyjaśnia.
Wiadomo, że ta młodzież używa alkoholu. Narkotyki też się pojawiają, ale nie na tak wielką skalę, żeby trzeba było kogoś ratować.
Teraz w parafii jest kolęda. W Polsce to jest niemożliwe, ale tu trwa nieraz do 1 lub 2 godziny w nocy. Lubię z ludźmi dłużej porozmawiać, nieraz nawet półtorej, dwie godziny.

R. – Jest to doskonała okazja poznania parafian, dowiedzenia się czegoś o ich życiu.

Ks. G.
– Temu służy „kolęda”. Kończy się gdzieś w Wielkim Poście, przed świętami wielkanocnymi. Dlatego jak zaczynam chodzić w Hermaniszkach, wieczorem wyznaczam tylko kilka mieszkań i maksymalnie wykorzystuję czas. Cierpliwie czekają, bo ksiądz jest u nich tylko raz w roku. Dzięki temu łatwo rozpoznaję swoich parafian. Kiedy ktoś z nich przychodzi w jakiejś sprawie, pamiętam, jaki był wystrój domu, co mówiliśmy.

R. – Jaki jest przekrój społeczny parafii?

Ks. G.
– To jest parafia wiejska. Ludzie są prości. Jest troszkę inteligencji, nauczyciele, którzy uczyli w szkole – mieszkają w Hermaniszkach, a do pracy jeżdżą do Trokiel, Woronowa. Większość stanowią ludzie, którzy mieszkają w kołchozach, bardzo biedni. Odwiedzam także ludzi w wioskach, nikogo nie pomijam. Poziom życia jest prze-ważnie podstawowy. Nie mają czasu na jakiekolwiek życie kulturalne. Wielu pracuje na fermie od świtu do nocy. Obrazowo mówiąc, człowiek wraca do domu i jak stoi, w butach, kładzie się do łóżka. Wypracowuje się taki styl życia. Mieszkają w starych domach, nie mają czasu na sprzątanie.

Ludzie ciężko pracują – to też specyfika naszej parafii. Nawet starsi, bo muszą utrzymać dzieci. Mówię im nieraz: pożyjcie dla siebie, bo się mordujecie i z tego w końcu poumieracie. Nie – ma 80 lat i jeszcze 2 świnie hoduje. Jest taki dziadek, który konia trzyma, bo mu potrzebny, żeby wnukom pomóc. Nie szanują siebie; są przyzwyczajeni, że dzieciom trzeba pomagać, a one czekają na tę pomoc. Na wsi jest to możliwe. Jak jest krowa, mleko sprzedadzą, coś zarobią, dzieciom pomogą. Ludzie starsi nie chcą z wiosek wyjeżdżać. Często pytam: czy pan, czy pani nie chce do dzieci się przenieść, bo samemu ciężko. No nie. To swój dom, chociaż ciężkie warunki, zimno, trzeba w piecu napalić, nieraz tak zaśnieży, że nie można dojechać. Nie za bardzo chcą z dziećmi mieszkać, mówią, że tu nikomu nie przeszkadzają, żyją sobie powolutku.

R. – A dzieci tych rodziców mieszkają we wsi, w lepszych domach, czy emigrują z wioski?

Ks. G.
– Młodzież generalnie wyjeżdża, jeśli tylko ma możliwość, bo perspektywy na wsi są marne. Właściwie je-dyna możliwość to praca w kołchozie, a tam zarobki niskie i bardzo ciężka praca fizyczna w trudnych warunkach. Żeby zostać i dojeżdżać gdzieś do pracy, trzeba mieć samochód. Toteż młodzież kończy szkołę i jak tylko ma możliwość wyjeżdża. Chociaż Hermaniszki niewielkie, mają jeszcze jakieś perspektywy, ale w wioskach – nie. Nieraz we wsi mieszka 10-15 osób i wszyscy po 70, 80 i więcej lat. W większości są to ludzie prości, którzy przy kołchozach pracowali.

W wioskach bardzo dużym problemem jest pijaństwo. Ludzie topią swój los w alkoholu, żeby choć troszkę zapo-mnieć o trudach. Kiedy jest dostawa artykułów do wioskowego sklepu, najwięcej kupują wina. To produkt nr 1. By-wają takie sytuacje: człowiek idzie, kupuje makarony, jakieś inne artykuły do jedzenia i dwie butelki wina. Przy wsiadaniu na rower upuszcza jedną butelkę, która się rozbija. Wraca do sklepu, oddaje makarony i kupuje drugą butelkę wina. Piją dużo – alkohol dla nich to sposób zaradzania problemom, które przeżywają.

R. – Może w ten sposób szukają jakiegoś rozluźnienia, relaksu.

Ks. G.
– Uważam, że to są jeszcze skutki wcześniejszego systemu, który nie uczył rzetelnej pracy. Ludzie praco-wali dla kogoś, nie dla siebie, bo to nie moje. Troszkę dyscyplina upadła. Rozmawiałem z ludźmi, którzy tam żyli przed wojną – to był zupełnie inny poziom. Bardziej szlachetny sposób życia. Nie było takiego pijaństwa. Gospo-darstwa były prowadzone na bardzo wysokim poziomie. Ludzie dbali o domy, pracowali, mieli ogromne działki ziemi. Natomiast z czasem wszystko to straciło na wartości. System załamał się. Domy dzisiaj wyglądają jak pół ruiny. Ciężko się ludziom żyje. A jak porozmawiać z tymi, którzy mają stanowiska administracyjne, mówią: „Kogo wziąć do pracy? Przychodzi pijany wczoraj, dzisiaj, jutro pewnie też – jak będzie pracował? Następny przyjdzie i pracuje tak samo”. To jest trudne do rozwiązania.

R. – Czyli praca, życie bez perspektyw?

Ks. G.
– To nie jest powszechne, ale jest. Nadzwyczajnych, innych niż w kraju, problemów nie ma.
Największe problemy ma ten, kto pije. Natomiast człowiek, który chce pracować na pewno sobie poradzi. Uwa-żam, że najważniejsze, przy całej sytuacji, która jest u nas, żeby człowiek nie miał w sobie lenistwa i choć trochę chciał zarobić na własny chleb – wtedy źle mu nie będzie. Można sobie poradzić.

Problemy najczęściej ma ten, który inwestuje w wódkę. A powiedziała mi pewna pani: „Szczerze księdzu mówię, na wódkę pieniędzy nie żałuję”. Jeżeli tak jest, trzeba się zgodzić na wiele problemów życiowych. Natomiast kto pracuje, raczej sobie radzi – nie żyją bogato, ale sobie radzą. Podstawowe rzeczy mają i tym się zadowalają. Dzieci chodzą do szkoły, dorośli pracują i jakieś gospodarstwo prowadzą.

R. – Wróćmy jeszcze do tematu narkomanii. To jest coraz powszechniejszy problem na świecie. Czy istnieje on w parafii Księdza?

Ks. G.
– Nie ma tego problemu w większej skali. Wiemy, że narkotyki są sprowadzane. Dowiadujemy się czasem, że na granicy złapali tzw. kontrabandę z narkotykami. Ponoć można je kupić w Woronowie. Pojawiają się spora-dycznie na dyskotekach. Inaczej jest w dużych miastach. Tutaj młodzież pozwoli sobie na jakieś piwo, inny alkohol. Podejmujemy ten temat na spotkaniach w szkołach.

Ja też podejmuję ten temat w szkołach – to jest kwestia etyczna. Otrzymuję zaproszenie, aby omówić konkretny temat – będzie lekarz, będzie psycholog, a od strony moralnej ksiądz wyjaśni sytuację narkotyków albo palenia, albo alkoholu itp.
Prowadzeniem takiej profilaktyki szkoły są zainteresowane. No i kontrolują, a kontrole u nas są dobrze rozwinięte. Są specjalne komisje, z udziałem nauczycieli, chodzą po domach, sprawdzają, nawet do lodówki zajrzą, co rodzice mają. Jeżeli stwierdzają, że nie ma wystarczającego poziomu, żeby wychowywać dzieci, zabierają je na pół roku. W naszej parafii też była taka sytuacja, że rodzice pili i zabrali im dzieci tuż przed I Komunią Świętą. Dobrze, że się szybko dowiedziałem i sprowadziłem je zaraz z domu dziecka.

Ks. A. – Jest taka procedura: zabierają dzieci na pół roku, natomiast rodzice mają w tym czasie wszystko zmienić, naprawić. Po tym czasie komisja przyjeżdża drugi raz i decyduje – jeżeli nie ma zmiany – zabierają definitywnie. Natomiast jeśli się zmieniają – dzieci wracają.

R. – Czy są dodatkowe formalności, żeby odzyskać dzieci?

Ks. G.
– Nie. Rodzice muszą przestać pić i muszą się poprawić warunki w domu. Musi być zrobiony remont, musi być czysto i produkty w lodówce. Dokładnych kryteriów nie znam.

Ks. A. – Nawet padła propozycja, żeby rodzice alkoholicy, których dzieci są zabierane, byli zobowiązani do przejścia cyklu 11 spotkań w grupie AA i uzyskania zaświadczenia, że w nich uczestniczyli.

R. – Czy rodzina otrzymuje kuratora?

Ks. G.
– Tak. Przyjeżdżają, sprawdzają, ale i pomagają. Nawet mieszkanie nieraz rodzina dostaje. Trzeba przy-znać, że od tej strony państwo dba.

R. – Wiadomo, że i w Księdza parafii są ludzie, którzy mają mniej niż inni, starsi, samotni, trudniej im się żyje. Czy otrzymują oni pomoc ze strony państwa?

Ks. G
. – Pomoc socjalna dla ludzi starszych jest dobrze zorganizowana. Do wszystkich staruszków, którzy miesz-kają w parafii, są przydzielone osoby, które przychodzą do nich i pomagają. Przyniosą drewno, wodę, zakupy, nawet jedzenie ugotują. Jest to dobrze zorganizowana pomoc w pracach fizycznych. To państwowy program opieki socjalnej.

R. – Taka pomoc dotyczy w równym stopniu miast i wsi?
Ks. G
. – Szczególnie wsi.

Ks. A.
– Miasta także, chociaż nie w sensie stałego przebywania z kimś. Taka osoba przychodzi na określony czas, bodaj na godzinę do jednej osoby. Na dzień ma wyznaczonych 8 osób i wszystkie musi obsłużyć – ma określone czynności do wykonania.

R. – A pomoc materialna – jakieś dopłaty do rent czy emerytur?

Ks. A.
– Ile ktoś sobie wypracował, tyle ma.
W Woronowie jest Caritas, który pomaga wszystkim, którzy się zgłoszą i spełniają warunki upoważniające do ko-rzystania z tej pomocy. Obejmujemy nią przede wszystkim rodziny wielodzietne (np. dostają jakąś kołdrę, podusz-kę, rzeczy dziecięce). Dowozimy pomoc także do Hermaniszek.

Pomagamy ludziom z całego regionu, nie tylko z naszych parafii. Nasz Caritas jest dobrze zorganizowany i szeroko znany. Pomagamy również w dożywianiu, także niezależnie od wyznania czy narodowości. Do prowadzo-nej przez nas stołówki przychodzi 35 dzieci.

R. – Czy Caritas działa w ramach struktur parafialnych czy też niezależnie?

Ks. A.
– Działa niezależnie od parafii. Istnieje głównie dzięki pomocy z zachodu od konkretnych organizacji, jak Pomoc Kościołowi na Wschodzie z Niemiec.

Ks. G. – Dużo jest przepisów administracyjnych, formalności, które utrudniają realizowanie pomocy z innych źródeł. A Caritas już funkcjonuje.

Ks. A. – Pracownicy socjalni otrzymują zaświadczenia państwowe, że ich podopieczni potrzebują pomocy i z nim albo osoby zainteresowane, albo ci pracownicy zgłaszają do nas potrzeby (z rozmiarem odzieży włącznie), które staramy się realizować. Pomagamy w rozwożeniu paczek. Zabiera je też przy okazji samochód do przewożenia inwalidów.

Przywieziono nam też nasiona do dwóch szklarni, które powstały z myślą o dzieciach. Jedna jest przy szkole dla dzieci z wadami narządów ruchu, a także ograniczeniem umysłowym. Tam dzieci chodzą oglądać rozwój roślin.
Druga jest przeznaczona dla inwalidów i dzieci starszych, przywożonych z różnych regionów – pełni funkcję tera-peutyczną, gdyż oni tam pracują. To, co urośnie sprzedają, a zarobione pieniądze przeznaczają na dalszy rozwój szklarni. Jest spore zainteresowanie tą formą terapii.

Oprócz tego Caritas pomaga sierotom. W kołchozie jest zniszczony budynek, w którym one mieszkają. Próbujemy pomóc w jego remoncie. Znaleźliśmy fachowców, którzy pomogli wymienić okna, wyremontować pokoje, umeblować je, stworzyć domowe warunki. Dzieci mają tam kuchenki, łazienki, pralki, telewizory, meble.

R. – W jakim wieku są dzieci tam mieszkające?

Ks. A.
– Szkoła średnia. Jako sieroty mieszkały w domach dziecka, a potem, w szkole średniej, żeby mogły przy-uczyć się do zawodu, mieszkają w tej bursie.

R. – Kto zatrudnia wychowawców?

Ks. A.
– Państwo. Bursa działa jako państwowa, a my pomagamy w jej funkcjonowaniu poprzez pomoc materialną (remonty, umeblowanie, ubrania).

R. – Czy wszystkie dzieci, które były w domu dziecka są kierowane do nauki zawodu, za którą płaci państwo?

Ks. G.
– Tak. To jest bardzo dobrze zorganizowane. Wkłada się wiele wysiłku, by dziecko miało znośne warunki i nawet niezłe pieniądze na to dostają przy wyjściu. Dostają też pracę.

R. – Czy po skończeniu szkoły dostają mieszkanie?

Ks. A.
– Z tym jest problem. Samotne matki z dziećmi dostają mieszkanie socjalne.

Ks. G. – Zapraszają nas też do pracy wychowawczej, na spotkania z ludźmi, którzy siedzieli w więzieniu i po wyjściu nie mają pracy. Im też państwo stara się pomóc. Przynajmniej w znalezieniu pracy. Nie można powiedzieć, że nikt nie pomaga. Jak człowiek ma chęć, to skromnie, ale daje sobie radę.

Ks. A. – W tej pomocy Kościół też odgrywa znaczną rolę. Ludzie poszukują duchowej pomocy, chcą, żeby na spotkaniach był ksiądz.

Ks. G. – Coraz częściej tak jest. Dawniej tego nie było. Zapraszają nas też na spotkania dotyczące samobójstw, ponieważ były takie przypadki. Ostatnio była poruszana kwestia AIDS, narkomanii. Kiedy jest pobór do wojska, ksiądz też jest zapraszany, żeby pobłogosławić tych, co wyruszają do jednostek. Widać poszukiwanie wartości du-chowych. Urząd wykonuje swoją pracę, ale urzędnicy szukają też elementu duchowego, bo rozumieją, że dla ludzi wierzących ma znaczenie autorytet księdza.

R. – Czy zapraszanie jest odgórne, czy też jest grupa katolików, która się tego domaga?

Ks. G.
– Szczerze mówiąc, wszystko zależy od osoby dyrektora czy administratora, od jego poglądów i życzliwości. Zapraszają nas, bo tu środowisko jest katolickie i np. wśród tych, którzy idą do wojska 90% to katolicy. Od ponad 2 lat minimum 2 razy do roku zapraszają nas na uroczystości oficjalne przed rozesłaniem poborowych do jednostek. W Woronowie jest pomnik żołnierza, pod którym odbywa się uroczystość. Po oficjalnych przemówieniach głos zabiera ksiądz. Jest modlitwa, błogosławieństwo. Nawet medaliki można wtedy bez obaw wręczyć.

R. – Dotyczy to diecezji grodzieńskiej, czy tak jest w całym kraju?

Ks. A.
– Tak jest w naszej parafii.

R. – Jak prezentują się parafie pallotyńskie na tle innych?

Ks. G.
– Typ prac duszpasterskich, jakie prowadzimy – kazania, rocznice, celebracja uroczystości, katechezy – to wszystko zbliża ludzi.

Ks. A. – I mamy charyzmat Pallottiego, który przyciąga ludzi. Jest wiele grup w parafii, jak wspólnoty Miłosierdzia Bożego, modlitewna, margaretki, grupy dziecięce, Caritas. Mamy też grupę nauczycieli, którzy odbywają formację początkową.
Parafia Woronowo liczy ponad 6 tys. ludzi, z tego 85% to katolicy. W niedzielę przychodzi do kościoła 15%. W Adwencie w roratach uczestniczyło 700 osób, w tym 350 dzieci.

Są różne formy pracy, dzięki którym trochę inaczej prezentujemy się na tle pozostałych parafii. Bezsprzecznie wyróżnia nas wielość realizowanych zadań.
Mamy wiele powołań kapłańskich i zakonnych.

Ks. G. – Nazywają nas nawet „złodziejami powołań”.

R.
– Życzymy, by było ich jak najwięcej. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: archiwum ks. Andrzeja

 
SMS misje