Drodzy w Chrystusie! Moc serdecznych pozdrowień z dalekiej Papui, kraju wiecznego lata, po prostu z Paradajsu czyli ziemskiego raju, bo PNG to Rajska Wyspa.
Dużymi krokami zbliżają się świta, mamy już 2 tydzień adwentu. Śpieszę się więc, by dotrzeć z życzeniami na czas. Zanim złożę życzenia, napiszę parę słów od siebie, o mojej pracy i życiu tutaj. Wróciłem z urlopu w Polsce na początku sierpnia, a dokładnie 3. Już w stolicy PNG - Port Moresby - zastała mnie wiadomość, że Papua ma nowy rząd, który powstał nie całkiem legalnie, modliłem się, żeby to wszystko wyszło Papui na dobre, a przede wszystkim, aby był spokój. Chyba wielu w tym kraju modliło się podobnie, bo transformacja rządowa przeszła pokojowo.
Kiedy wróciłem z lotniska zastałem u nas w domu gości: franciszkanów – jednego kończącego pracę w PNG, a drugiego dopiero ją rozpoczynającego. Po 3 tygodniach pojechali do buszu, aby „młody” misjonarz mógł poznawać tajniki życia misyjnego.
W tym czasie dowiedziałem się...
... o powolnym odchodzeniu do Pana jednej z moich katechistek. Miała raka wątroby. Przed moim wyjazdem na urlop już chorowała. Odwiedziłem ja w domu i zaopatrzyłem sakramentalnie. Prosiłem ją też, aby pojechała do sąsiedniego miasta, do szpitala, gdzie pracuje polski lekarz, brat werbista, a szpital jest całkiem dobrze wyposażony. Chciałem, żeby poddała się ponownemu badaniu, być może udałoby się jej jeszcze pomóc. Byłem gotowy pomóc jej finansowo, ale nie chciała. Pozostawiłem ją więc z jej wyborem. Teraz umierała na moich oczach i już nic nie można było zrobić tylko się modlić.
Zmarła we wtorek, a w niedzielę poprzedzającą nagle zmarł jeden z moich najlepszych liderów kościelnych. Szykował się na Mszę św. niedzielną i kiedy szedł do samochodu, aby przyjechać z rodziną i ziomkami do kościoła dostał rozległego wylewu. Zawieźli go do szpitala, a tam tylko stwierdzili zgon.
Nasz szpital, niestety, do niczego innego się nie nadaje - jest to częściej miejsce umierania niż zdrowienia. Przez wszędzie panującą korupcje doprowadzono ten szpital do poziomu umieralni, gdzie dosłownie „brud, smród i ubóstwo” widać z każdej strony.
We wrześniu biskup zorganizował dla księży warsztaty o przechodzeniu tzw. kryzysu połowy życia. Zapytany o opinię odpowiedziałem, że dla mnie to by się przydało 10 lat wcześniej, kiedy rzeczywiście coś takiego przechodziłem.
Koniec września to uroczystość św. Michała, który jest patronem PNG, a także jednego z moich kościołów filialnych. Tam mieszka większość policjantów pracujących w prowincji, a także znajduje się więzienie i domy pracowników więziennictwa. Obie grupy mają św. Michała za patrona. Mieliśmy sporą uroczystość. Tamta wspólnota potrafi dobrze się przygotować. Zrobiłem dla nich rodzaj rekolekcji przez 3 wieczory. Niestety, niewielu przybyło na te spotkania i na spowiedź, która była w sobotę. Bardzo często tutejsi parafianie więcej koncentrują się na zewnętrznych obchodach i przygotowaniach do nich niż na duchowych. Uczę ich, ile mogę, innego spojrzenia, ale wielu jeszcze nie rozumie, co jest ważniejsze.
Z końcem września z urlopu wrócił też ks. Paweł, a parę dni po nim br. Janusz z parą gości - Polaków mieszkających w Australii. Znowu przez 3 tygodnie dom był pełen gwaru.
Listopad to, tak jak w Polsce, miesiąc pamięci o zmarłych i modlitwy za nich. Od wielu lat zachęcamy ludzi do Mszy św. za zmarłych. Jest to dla mnie zawsze trudny czas, bo prawie każdego wieczora mam wyjazd na Mszę św. do jakiejś wspólnoty, a takowych mam sporo.
Oprócz tego w listopadzie kończą się tutaj zajęcia w szkołach, więc jest możliwość „wzięcia” dzieci do kościoła i solidnego ich przygotowania do I Komunii św. Mamy tu, 3 szkoły więc zajmuje to prawie cały miesiąc, bo przeznaczam około 10 dni na bezpośrednie przygotowanie.
W tym roku tego wszystkiego było trochę za dużo i pośrodku tego wszystkiego „przytuliła się do mnie” malaria. Musiałem swoje odleżeć.
Bogu dzięki mamy pierwszy tydzień grudnia. Czeka mnie jeszcze ostatnie spotkanie rady parafialnej, aby przygotować święta oraz 2 wieczory z liderami, aby jakoś z nimi podsumować ten rok, dać im duchowy impuls na koniec roku i oczywiście, zgodnie z papuaską tradycją, zorganizować wspólne jedzenie.
Potem już tylko spowiedzi świąteczne i przygotowania do celebracji bożonarodzeniowych.
Kończąc pozdrawiam jeszcze raz życząc Wam wszystkim moc radości i głębokich przeżyć faktu, że Bóg stał się jednym z nas, aby zbawić i być z nami do skończenia świata.
Ks. Jan Rykała SAC
|