|
Święto Parafialne w Boram (PNG) |
|
|
Mieliśmy ładne święto parafialne. Pan Bóg dał nam słońce, bo przez ostatnie tygodnie co dwa dni padało i dwa razy zalało kościół.
Przez poprzedzający tydzień ludzie się zorganizowali i przygotowali teren, tj. otoczenie kościoła i naszego domu.
Nie mamy kosiarki i nie chcemy jej kolejny raz (pierwszą zniszczyła fala tsunami, a odkupioną skradziono) kupować, żeby z jednej strony w ten sposób trochę „zmusić” ludzi do znalezienia złodzieja, a z drugiej, aby poczuli się odpowiedzialni za teren przykościelny. Bogu dzięki, przed świętem parafialnym zdali egzamin - wycięli trawę, uporządkowali otoczenie.
W sobotę postawiliśmy trzy namioty - dwa na ołtarz i jeden dla muzyków, którzy...
... ćwiczyli przez parę dni śpiewy na liturgię. Dźwięk był trochę nie taki jak powinien, bo kable i kolumny zostały zalane przez tsunami w marcu. Chociaż je czyściliśmy, jednak kwalifikują się do wymiany, ale na razie nas na to nie stać. Zbieramy na nowe instrumenty. Zrobili nam kosztorys i cena wynosi 30 tys. kina. To sporo. Może jakiś sponsor nam pomoże?
Ludzie przynieśli kwiaty, palmy i inne gałęzie. Zrobili dekoracje. Czułem się jak kiedyś w Polsce, u nas w domu przed Bożym Narodzeniem, kiedy wspólnie robiliśmy dekoracje na choinkę.
Niedziela przywitała nas pięknym słońcem. Msza św. miała być o 9.00 rano, więc mieliśmy sporo czasu, by wszystko przygotować: ustawić ołtarz, instrumenty etc. Ja w kościele słuchałem spowiedzi.
O 9.00 rozpoczęliśmy procesję z figurą Matki Bożej Fatimskiej z naszego parafialnego kościoła. Przed nami tańczyli i śpiewali parafianie - tak przyprowadzili nas po dłuższej chwili do ołtarza polowego. Zgromadziło się sporo ludzi ze wszystkich części naszej parafii, szacunkowo ok. 800-900 osób. Ludzie kryli się pod drzewami i dzięki temu przestrzeń przed ołtarzem była pusta. Tu przychodziły procesje taneczne: z księgą Ewangelii, z darami ofiarnymi.
Po kazaniu, w którym ukazałem znaczenie i przeżywanie naszego poświecenia się Niepokalanemu Sercu Maryi, które uczyniliśmy w 2008 r., ponowiliśmy akt poświęcenia.
Było bardzo uroczyście, wydawało się, że nawet ptaki przestały śpiewać. Wszyscy uklękliśmy i powtarzaliśmy słowa poświecenia się Maryi. Wierzę, że dobra pogoda była odpowiedzią Nieba na nasz akt.
Po Mszy św. zanieśliśmy znowu procesyjnie naszą figurę do kościoła. Rozpoczęły się śpiewy i prezentacje. Po nich mieliśmy wspólną agapę. Ponieważ byłoby bardzo trudno przygotować agapę dla prawie 1000 osób, każda filia miała przygotować jedzenie dla siebie, co w większości się stało. Najtrudniej zawsze jest zorganizować się ludziom mieszkającym najbliżej kościoła parafialnego, ale to już ich sprawa.
Finałem był taniec z chwaleniem Boga. Nasz zespół zaczął grać pieśni chwalące Pana, a kobiety i nie tylko zaczęły w ich rytm tańczyć. Przyznam się, że dołączyłem do nich i tym akcentem skończyło się nasze świętowanie. Pot obficie płynął z naszych głów.
Po uroczystości pozostało nam jeszcze posprzątać, ale to poszło sprawnie i szybko.
Ks. Jan Rykała SAC
|