Strona główna
Łzy z serca płynące Drukuj Poleć znajomemu

Kiedy na porannej Mszy św. w Boram przekazałem wiadomość, przeczytaną w Internecie, o śmierci Jana Pawła II ludzie nie wierzyli – wszak jeszcze wczoraj modliliśmy się o Jego zdrowie. Polały się łzy, takie prawdziwe, z serca płynące. O 15.00 – w Godzinę Miłosierdzia – zebrał się pełen kościół ludzi. Ja też.

Modliliśmy się o życie wieczne. Na koniec spotkania, przy słowach „Być bliżej Ciebie chcę” (klostu long yu o Lord) parafianie zapłakali po papuasku. Ale tym razem wierzę, że nie było to ich zwyczajowe płakanie, na zawołanie, ale z serca płynący żal i współczucie. Ci ludzie, choć tak daleko od Ojca Świętego, dziesiątki tysięcy kilometrów – jednak tak bardzo byli z Nim zżyci. W tym momencie chyba każdy z nas czuł to samo.

Pan Jezus mówił: „Jedni drugich brzemiona noście”. Kiedy oglądałem wizyty Ojca Świętego w Papui
– jak ściskał dzieci, przesyłał buziaki, jak nie wahał się w szpitalu...

... dwiedzić chorych – a zapach, raczej smród, papuaskiego szpitala jest nie do opisania – nie dziwię się, że podbił serca ludzi.

W dzień pogrzebu, w piątek o 5.00 po południu w Papui, a w Polsce i Włoszech o 9.00 rano, ludzie z całego miasta szli pieszo do katedry, gdzie wspólnie modliliśmy się za Ojca Świętego. W godzinie rozpoczęcia pogrzebu Ojca Świętego katedra była pełna. Liturgia została starannie przygotowana. Ludzie przynieśli wieńce z pięknych papuaskich kwiatów. Olbrzymie. Nie było możliwości przekazać ich do Rzymu, ale zostały symbolicznie złożone przed ołtarzem, przed zdjęciem Ojca Świętego. Piękne śpiewy chórku, prowadzonego przez brata z Filipin, na co dzień pracującego w małej przychodni lekarskiej. Świadectwa ludzi, którzy osobiście spotkali się z Ojcem Świętym tworzyły niepowtarzalną atmosferę. Szczególne wrażenie wywarły słowa pewnej kobiety, która jako młoda dziewczyna pojechała do Paryża na Dzień Młodzieży jako delegatka z PNG. Ojciec Święty powiedział jej: Wiem, gdzie leży Papua, byłem tam 3 razy. A wiesz dlaczego? Bo kocham ten kraj i kocham ludzi, którzy tam są. W tym momencie wszyscy obecni w kościele zapłakali i zaczęli bić brawa.

Nie zabrakło też wspomnień humorystycznych. Dzień już babcia, wówczas młoda mamusia, opowiadała, że w Port Moresby zadała Ojcu Świętemu pytanie: Ojej, Ojcze Święty, oni wsadzili Was do tego samochodu i przykryli ścianami z plastiku, bo się boją o Twoją Świętość??? Zanim zdradzę, co Ojciec Święty jej odpowiedział, słowo wyjaśnienia odnośnie do lokalnych obyczajów: kobiety wówczas, teraz też, od święta chodziły na pół rozebrane: piersi nie przykryte, jakaś spódniczka z trawy etc. Toteż Ojciec Święty odpowiedział jej: Nie tyle oni, co ja boję się o swoją świętość. Tym razem wierni zareagowali śmiechem i oklaskami. Potem ludzie pieszo lub ciężarówkami pędzili do swoich domów, by oglądać transmisję w telewizji. Nie znaczy to, że każdy w swoim domu ma telewizor czy choćby prąd, ale prawie w każdej wiosce jest generator, wideo i telewizor, a raz w tygodniu wypożyczają kasety i oglądają do rana w sobotę, płacąc 50 toea za wejście. Teraz wioskowe place do oglądania filmów czy innych spraw zmieniły się w place św. Piotra z Rzymu, gdzie ludzie zgromadzili się i oglądali na żywo transmisję.

Niestety, po śmierci Papieża miały też miejsce zachowania negatywne.

Po katechezie w szkole High School w Brandii podeszły do mnie uczennice z ostatniej klasy, żeby porozmawiać. Pokazały mi wewnętrzne pismo SDA (Adwentyści Dnia Siódmego), w którym napisano: w końcu ta bestia 666 zdechła, jak zdychają zwierzęta. Zwyciężyliśmy księcia ciemności. Jesteśmy górą i dalej w tym stylu. Żeby nikt nie miał wątpliwości, wyjaśniają, że chodzi o Ojca Świętego. Smutne to i przykre. Pozostaje podtrzymać na duchu młodzież, wyjaśnić o co chodzi, dać argumenty na odparcie i modlić się, by byli blisko Boga z sercem wolnym od nienawiści.

Niedaleko naszego domu w Boram jest klub, w którym sprzedają najtańsze piwo w mieście – w cenie niewiele wyższej od hurtowej: za 2,50 kina (tak mówią parafianie.) A po wypłatach jest dyskoteka do rana i piją to piwo – gorzej, bo Papuasowi wystarczy jedno piwo, jeden sztach trawki i już nie panuje nad sobą. Tak było i w t e n piątek. Pocieszające, że było ich niewielu. Nie zapomnę słów, które napisał Ojciec Święty w dniu swojej śmierci, wiedząc, że miliony ludzi modli się za niego. Napisał: Jestem radosny. Wy też bądźcie radośni.

Módlmy się wspólnie. Wszystko polecam Matce Najświętszej.

Ks. Paweł Kotecki SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Zdjęcia: Arturo Mari, archiwum