Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 27 (2/2004) arrow Duszpasterstwo chorych
Duszpasterstwo chorych Drukuj Poleć znajomemu

Jestem obecnie kapelanem w dwóch szpitalach w Bundangu i Aniangu. Jeden z nich to szpital dla osób starszych, prowadzony metodą wypracowaną przez angielskie małżeństwo Bobath, z rozszerzonym bardzo programem rehabilitacyjnym.

Chodzi o maksymalne zmobilizowanie chorego, pobudzenie jego sił witalnych, żeby nie poddawał się chorobie, jak najdłużej chodził, myślał, miał chęć do działania. Stosowane są różne formy zachęty do aktywnego życia: masaże, muzyka, taniec, klaskanie, a nawet głaskanie psa. Szpital ma też oddział hospicyjny.
W „normalnych” szpitalach koreańskich jest tak, że rodzina może przebywać przy chorym 24 godziny, natomiast tu są opiekunki zatrudnione przez szpital. Rodzina przychodzi w określonym czasie w odwiedziny, a wszystko zapewnia szpital.

Do tego szpitala przychodzi buddysta w piątki, ksiądz katolicki (czyli ja) w soboty, a w niedziele przedstawiciel protestantów. Jak do tej pory ...

...najbardziej rozwinęło się duszpasterstwo katolickie (chociaż w całej Korei jest tylko 8% katolików). Szpital nie ma kaplicy, ale mamy do dyspozycji salę, połączoną rozsuwanymi drzwiami z kawiarnią, o którą poszerza się powierzchnia tymczasowej „świątyni”. Panienka z kawiarni, która nie jest katoliczką, zawsze uczestniczy w naszych Mszach. Przekonaliśmy ją uśmiechem i życzliwością, np. pytaliśmy czy dobrze pilnowała naszego kościoła. Dawniej często umawiała się telefonicznie z chłopakiem i wychodziła na czas Mszy św., co było kłopotliwe, gdyż jeśli dzwonił telefon stacjonarny odbierała siostra.

Szpital jest przeznaczony dla 300 osób. Na naszych Mszach bywa ok. 12-15 osób, często na wózkach. Osób towarzyszących chorym jest ok. 20. Uczestniczy także spora grupa wolontariuszy. A przychodzą też chorzy, którzy opuścili już szpital, bo tu im łatwiej przyjechać niż do kościoła parafialnego. Jedna z takich osób zawsze przychodzi z mężem.

Oprócz mnie w szpitalu jest też siostra zakonna. Przychodzą wolontariusze z parafii. Są wcześniej, rozmawiają z chorymi, przygotowują ich i przywożą lub pomagają przyjść na Mszę św. Sam też chodzę z Komunią św. do chorych, bo uważam, ze należy im się szczególna troska. Poświęcam im tyle czasu ile tylko mogę. Udzielamy Komunii tym, którzy wyrazili chęć ją przyjąć, a później zajmujemy się tymi, którzy wymagają więcej modlitwy czy mają chrzest tylko z wody, czy też są niewierzący, ale proszą o modlitwę czy katechumenat. Koreańczycy bardzo cenią sobie modlitwę z włożeniem rąk, szczególnie lubią ją chorzy.
Przed Mszą św. odbywa się spowiedź. Nieraz ktoś chce, żeby z nim porozmawiać. Chodzę też na oddział hospicyjny – tu trzeba dłużej zatrzymać się przy chorych, porozmawiać z nimi, czasami z rodziną, która niejednokrotnie jest niezorientowana w sprawach wiary, wyznaje różne religie lub jest niewierząca. Czasem rodzina zaprasza do chorego, a czasem przy niewierzącym chorym stoi katolik z jego rodziny i wtedy warto podejść, coś powiedzieć, jeśli pacjent nie oponuje. To wszystko jest istotne, bo od postawy księdza często zależy jak sytuacja się rozwinie. Chorzy są ludźmi starszymi – uświadamiają sobie nieuchronność opuszczenia tego świata i dostrzegają, iż katolicy mają nadzieję. Dowiadując się o Miłosierdziu Bożym, o objawieniach św. Faustyny, Koronce do Bożego Miłosierdzia wiedzą, że przy człowieku ufającym Bogu będzie On w godzinie śmierci.

Ponieważ w szpitalu Msza św. jest o godz. 2 z Komunią św. chodzimy w Godzinie Miłosierdzia, toteż na oddziale hospicyjnym czy intensywnej terapii bardzo często odmawiamy przy chorym Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Niejednokrotnie w salach sami chorzy odmawiają Koronkę, czekając aż skończymy obchód.

W Aniangu Msz św. jest o godz. 10.00 w niedzielę, a po Mszy św. także chodzimy z Komunią św. do chorych. Im również staramy się poświęcić jak najwięcej czasu.
W ten sposób, bez zbytniego nalegania, coraz więcej osób zbliża się do źródła Miłosierdzia.

Ks. Jerzy Ciesielski SAC, misjonarz w Korei Południowej
Zdjęcia z archiwum Ks. Jerzego