Jestem studentk± drugiego roku Matematyki na Politechnice Warszawskiej. Wziê³am udzia³ w ¦wiatowych Dniach M³odzie¿y, razem z prawie piêædziesiêcioosobow± grup± m³odych ludzi, pochodz±cych z ró¿nych krañców Polski - niewielk± czê¶æ stanowili stypendy¶ci Fundacji „Dzie³o Nowego Tysi±clecia”, do których nale¿ê, pozostali pochodzili ze wspólnot zwi±zanych ze Zgromadzeniem Sióstr S³u¿ebniczek NMP Niepokalanie Poczêtej. To w³a¶nie do tego zgromadzenia nale¿y Siostra Noemi, która wziê³a na siebie odpowiedzialno¶æ organizacji naszego wyjazdu.
Niesamowite jest dla mnie to, ¿e wielu moich bliskich i przyjació³ by³o ze mn± obecnych duchowo. W odró¿nieniu od wyjazdów wypoczynkowych, nie tylko martwili siê, czy wrócê ca³a i zdrowa, ale prze¿ywali spotkanie z Ojcem ¦wiêtym, prze¿ywali duchowe rekolekcje wraz ze mn±, o czym dane mi by³o siê przekonaæ podczas wyjazdu w sms’ach i telefonach, ale równie¿ po powrocie. Wiele osób ¶ledzi³o z uwag± transmisje ze ¦wiatowych Dni M³odzie¿y dziêki ¶wiadomo¶ci, ¿e tam jestem.
Dlatego chcia³abym Im zadedykowaæ tê relacjê.
***
Pielgrzymowanie rozpoczêli¶my Msz± ¦wiêt±. Wyruszali¶my...
... ze ¶wiêtym Piotrem krocz±cym po wodzie do Jezusa. Nasza podró¿ mia³a ze wspomnian± wiele wspólnego - cel, trud, zaufanie Bogu. By³o przed nami 2287 km do pokonania.
***
Ju¿ na samym pocz±tku niesamowite by³o to, ¿e byli¶my wspólnot±. Po dwóch weekendowych spotkaniach formacyjno-organizacyjnych ju¿ siê znali¶my. Tworzyli¶my zgrany zespó³, któremu nie by³y straszne czekaj±ce nas trudy podró¿y.
***
Z pewno¶ci± na pocz±tku na górskie wycieczki nie nadawali¶my siê zupe³nie. Wspólnie przygotowywane ¶niadanie robili¶my 45 minut w wielkim chaosie. Bez wspó³pracy czy wzajemnej pomocy.
***
Wszyscy byli¶my gotowi na upa³y i s³oñce, a Wiedeñ powita³ nas deszczem i i¶cie jesienn± szarug±. A mój parasol musia³ zostaæ zamkniêty w du¿ym baga¿u.
Wiedeñ mnie oczarowa³. Nigdy dot±d nie widzia³am tak wspania³ego miasta. Oczywi¶cie nasze 9 godzin wyznaczone rytmem podró¿y autokarowej nie wystarczy³o nawet na przelotne obejrzenie wszystkiego, co w Wiedniu zobaczenia jest warte. Mimo deszczu, chmur i ch³odu Wiedeñ nas urzek³. Nikt jednak nie my¶la³ z ¿alem o tym, ¿e nie zobaczyli¶my wszystkiego. Chêtnie wsiedli¶my do autobusu, by siê ogrzaæ i wyspaæ w drodze...,
a rano otworzyæ oczy we W³oszech.
Niesamowitym do¶wiadczeniem by³a nasza wspólna Jutrznia. Na tle szumu autokaru, jad±cego szerok± drog± po¶ród zapieraj±cych dech w piersiach gór, wspólna modlitwa psalmami by³a niesamowitym do¶wiadczeniem.
Po modlitwie przyszed³ czas na postój i ¶niadanie. Powoli nasza wspó³praca przy posi³kach stawa³a siê coraz lepsza.
***
Odcinek podró¿y do Awinionu by³ niezapomniany. Droga wi³a siê miêdzy górami, to wpadaj±c w tunel, to przewieszona nad dolin±. Na zboczach gdzieniegdzie by³o widaæ skupiska domów, które przysiad³y jakby na chwilê po¶ród gór. Zawsze nad nimi górowa³a strzelista, jasna i prosta wie¿a ko¶cio³a. Pó¼niej, ku ogólnemu zachwytowi, miêdzy górami w oddali pojawi³o siê morze mieni±ce siê w s³oñcu. Po ka¿dym wynurzeniu siê z tunelu wszyscy „polowali” na najlepszy widok, w po¶piechu, zanim znikniemy w kolejnym.
W ¶rodku dnia odmówili¶my wspólnie Ró¿aniec. W odró¿nieniu od Jutrzni, rytmiczno¶æ modlitwy ró¿añcowej po³±czona z ko³ysaniem autokaru i zmêczeniem powodowa³a ogóln± falê senno¶ci i wielu z nas zasypia³o przy trzeciej czy czwartej dziesi±tce z ró¿añcem w rêku.
***
Wieczorem drugiego dnia podró¿y zawitali¶my do Awinionu. Z rado¶ci± zostawili¶my autobus i pomaszerowali¶my przez most do Pa³acu Papie¿y. Nie by³o przewodników w jêzyku polskim, tote¿ wszyscy s³uchali przygotowanych przez moj± podgrupê informacji du¿o chêtniej ni¿ s³uchawek „mówi±cych” w innych jêzykach. ¯a³owali¶my jednak, ¿e nikt nas po pa³acu nie oprowadzi³ i nie opowiedzia³ pe³nej historii tego miejsca.
Wyszli¶my malowniczymi, w±skimi, brukowanymi uliczkami za mury. Wia³ silny wiatr. Id±c wzd³u¿ wysokich murów w kierunku mostu, spotkali¶my grupê m³odych Francuzów ¶piewaj±cych „Zmartwychwsta³ Pan. Alleluja!” w swoim ojczystym jêzyku. Bez ustaleñ i t³umaczeñ utworzyli¶my z nimi dwa pó³kola ¶piewaj±ce do siebie wzajemnie piosenki religijne w swoich ojczystych jêzykach z pokazywaniem. Wspólnie za¶piewali¶my „Panie Janie”. Te parê chwil zrobi³o na nas ogromne wra¿enie. Bez s³ów siê zrozumieli¶my. Nasze drogi do wspólnego celu przypadkiem siê skrzy¿owa³y i zaowocowa³y tak sympatycznym spotkaniem.
***
Przed udaniem siê na spoczynek i upragniony sen w ³ó¿kach zebrali¶my siê na wspólnej Mszy ¦wiêtej. W nawi±zaniu do Ewangelii, w której Pan Jezus stawia³ nam dzieci jako przyk³ad, ksi±dz mówi³, ¿e dzieci maj± dwie wielkie cechy - prasumienie i zdolno¶æ wzrastania w mi³o¶ci, bez której mog± urosn±æ tylko zewnêtrznie.
***
Po kolejnym d³ugim odcinku podró¿y powitali¶my upragnion± Hiszpaniê pobytem na pla¿y. Zgodnie z rytmem postojów autobusu mieli¶my 9 godzin na wypoczynek, podziwianie Morza ¦ródziemnego, wygrzewanie siê na pla¿y i oswajanie z Hiszpani±.
Mimo, ¿e nasza grupa by³a do¶æ spora, bo licz±ca prawie 50 osób, byli¶my na siebie nawzajem niesamowicie otwarci. Czêsto wydawaæ by siê mog³o, ¿e znamy siê ju¿ od lat.
Jednak to Msza ¦wiêta na pla¿y przy ska³ach, Msza po¶ród szumu fal, na tle jeszcze ró¿owego nieba przy powoli zapadaj±cym zmierzchu, uczyni³a dla mnie pobyt na tamtej pla¿y niezapomnianym. Msza, do której przy³±czyli siê tury¶ci. Niesamowite by³o to, ¿e szum fal mobilizowa³ do uwa¿niejszego s³uchania, wiêkszego skupienia. Ksi±dz mówi³ o ¶ladach na pla¿y. Opowiada³ historiê cz³owieka, który po ¶mierci, spogl±daj±c na drogê swojego ¿ycia i widniej±ce na niej ¶lady raz dwóch, a w niektórych miejscach tylko jednego cz³owieka, mia³ pretensje do Boga, ¿e przez najtrudniejsze momenty swojego ¿ycia musia³ i¶æ sam, bez Bo¿ej pomocy. Us³ysza³ odpowied¼, ¿e wówczas, gdy nie szed³ ju¿ o w³asnych si³ach, Bóg bra³ go na rêce i niós³ przez ¿ycie i dlatego widaæ tylko jeden ¶lad.
**
Nastêpnego dnia rano ogromn± rado¶æ sprawi³a nam wszystkim sadzawka na nietypowym parkingu. Gdyby¶my mieli rozmiary wróbli, to pewnie pluskaliby¶my siê w niej w ca³o¶ci, ale niestety jeste¶my o wiele wiêksi, wiêc zdo³ali¶my siê nacieszyæ wod± jak ma³e dzieci, myj±c buzie i zêby.
***
Do celu dojechali¶my szczê¶liwie. W Lucenie powita³y nas z rado¶ci± rodziny, u których go¶cili¶my przez kolejne kilka dni. Mówi siê o polskiej go¶cinno¶ci, ale serdeczno¶æ i otwarto¶æ Hiszpanów ca³kowicie nas zaskoczy³a. Widzieli¶my siê po raz pierwszy, podeszli¶my do w³a¶ciwych osób dziêki karteczkom, które trzymali, a witali nas tak, jakby¶my w³a¶nie wrócili do domu z dalekiej podró¿y. Ka¿da rodzina przyjmowa³a dwie osoby.
Karteczkê z napisem „Monica & Marta” trzyma³a starsza Pani, z któr± mimo bariery jêzykowej uda³o nam siê porozumieæ i ju¿ po chwili jecha³y¶my z Ni± do domu. Przejecha³y¶my 5 kilometrów drog± pomiêdzy ³agodnymi wzgórzami poro¶niêtymi oliwkami, wydzielaj±cymi specyficzny zapach. Stanê³y¶my przed piêtrowym bia³ym domem, z basenem na podwórzu (co, jak siê okaza³o jeszcze tego dnia wieczorem podczas rozmów z grup±, by³o tam czym¶ zwyczajnym i powszechnym).
Na miejscu okaza³o siê, ¿e doros³e dzieci Pani, która nas przygarnê³a, mówi± po angielsku, dziêki czemu bariera komunikacyjna niemal¿e zniknê³a. Na pocz±tku zobaczy³y¶my nasz pokój i od razu us³ysza³y¶my propozycjê wskoczenia do basenu. Bardzo ucieszy³a nas obecno¶æ wnuków Pani Carmen - piêcioletniego Jaime i siedmioletniej Violette. Ch³opczyk zupe³nie siê nie przejmowa³ tym, ¿e go nie rozumiemy. Oprowadzi³ mnie po domu i ogrodzie, opowiadaj±c o wszystkimi, zupe³nie nie przejmuj±c siê tym, ¿e niewiele rozumiem. To by³o urzekaj±ce.
***
Ju¿ pierwszego dnia pobytu odkry³y¶my, ¿e Hiszpanie z niczym siê nie spiesz±. Spokojnie mówi± „maniana” czyli „jutro” i nawet Msza ¦wiêta w ko¶ciele rozpoczyna siê tam z opó¼nieniem. S± jednak niesamowicie go¶cinni i serdeczni. Podczas powitalnego poczêstunku Pani Carmen troszczy³a siê o nas jak o w³asne dzieci. Dziêki Niej spróbowa³am wszystkiego, co by³o na sto³ach tego wieczoru. Oprócz przysmaków lokalnej kuchni, mogli¶my te¿ pos³uchaæ regionalnej muzyki, a nawet zatañczyæ flameco. W Lucenie oko³o pó³nocy zosta³y¶my zabrane na lody. Jaka szkoda, ¿e takich lodów nie sprzedaj± w Polsce!
***
Obfite ¶niadanie w domu stoj±cym tysi±ce kilometrów od mojego, podane przez osoby, które poprzedniego popo³udnia zobaczy³am po raz pierwszy w ¿yciu, rozmawiaj±ce ze sob± w jêzyku, którego nie znam, zrobi³o na mnie du¿e wra¿enie. Zaskakiwa³ nas spokojny i sielankowy tryb ¿ycia rodziny, która nas przyjê³a. Dziêki temu czu³y¶my jak domownicy. Chêtnie porzuci³y¶my mas³o na rzecz oliwy, pi³y¶my cynamonow± herbatê z mlekiem i jad³y¶my gor±ce, chrupi±ce croissanty na ¶niadania. Ka¿dego dnia na stole oprócz przysmaków, które ju¿ by³y, pojawia³o siê co¶ nowego. Pani Carmen zawsze siê ko³o nas krz±ta³a, z u¶miechem siada³a ko³o nas. Mimo bariery jêzykowej wszystkie poranki by³y wspania³e. Pó¼niej Pani Carmen zawozi³a nas na wyznaczone w programie spotkania. By³y to: codzienna, dwujêzyczna Msza ¦wiêta (w jêzyku hiszpañskim i polskim), pielgrzymka do sanktuarium Matki Bo¿ej de Araceli, znajduj±cego siê na jednym ze wzgórz otaczaj±cych Lucene, obiad u przyjació³.
Rodzina, która nas przyjê³a, zapowiada³a, ¿e wspinaczka do sanktuarium bêdzie trudna i mêcz±ca. Z wielk± trosk± zaopatrzyli nas w wodê i owoce na drogê. Ku naszemu zaskoczeniu, na wzgórze wiod³a asfaltowa droga, wzd³u¿ której sta³y murowane krzy¿e - kolejne stacje Drogi Krzy¿owej. Id±c ku Matce Bo¿ej, rozwa¿ali¶my cierpienie Jej Syna. Na wzgórzu zgromadzi³o siê wiele grup. Przy zapadaj±cym zmroku usiedli¶my na szerokich schodach, prowadz±cych do ko¶cio³a, i wspólnie zanurzyli¶my siê w modlitwie kontemplacji, bo „tylko w ciszy mo¿na zrozumieæ s³owa Boga”.
***
W przededniu wyjazdu z Luceny zwiedzali¶my miasto, w tym m. in. dom Matki Bo¿ej, w którym by³y ró¿ne stroje Maryi. Warto tutaj powiedzieæ, ¿e, ogl±daj±c wnêtrza ko¶cio³ów, mieli¶my okazjê zauwa¿yæ, i¿ w hiszpañskich ko¶cio³ach figury Maryi i Jezusa (nawet nios±cego krzy¿) s± bogato przyodziane w zdobne suknie i p³aszcze z drogich materia³ów.
***
Zdumiewa³a nas otwarto¶æ i wylewno¶æ Hiszpanów. Gdy sz³y¶my malowniczymi, zalanymi s³oñcem uliczkami Luceny, Pani Carmen zdawa³a siê wszystkich znaæ. Wszyscy j± pozdrawiali radosnym "Hola!". Bli¿si znajomi witali bardzo serdecznie i razem pogr±¿ali siê na chwilê w rozmowie zupe³nie tak, jakby¶my wcale nie zmierza³y gdzie¶ do celu na konkretn± godzinê. Kilkudniowy pobyt w Lucenie da³ nam mo¿liwo¶æ poznania ¿ycia codziennego w rodzinie. I jednocze¶nie by³a to najbardziej luksusowa czê¶æ wyjazdu.
***
Zakoñczeniem diecezjalnej czê¶ci ¦wiatowych Dni M³odzie¿y by³o zgrupowanie w Cordobie. Spotkanie w Cordobie to jedynie przedsmak t³umów i mieszanki ró¿nych narodowo¶ci, której mieli¶my do¶wiadczyæ w Madrycie. Po przyje¼dzie by³ czas na zwiedzanie tego wspania³ego miasta. Przy³±czyli¶my siê do ogromnej procesji Matki Bo¿ej Za¶niêtej w przededniu ¦wiêta Wniebowziêcia Maryi Panny. Nigdy dot±d nie widzia³am figury Maryi w tak imponuj±cych rozmiarach. Do jej niesienia potrzebowano kilku silnych mê¿czyzn. Ponad morzem ludzi zalewaj±cym procesj± ca³e ulice górowa³y flagi pañstw ze wszystkich kontynentów. Punktem kulminacyjnym uroczysto¶ci w Cordobie by³o nocne czuwanie prowadzone w kilku jêzykach. Odbywa³o siê na stadionie - jedynym miejscu zdolnym pomie¶ciæ tak± ogromn± ilo¶æ m³odych ludzi.
***
Po wyj±tkowo uroczystej, porannej Eucharystii ruszyli¶my w drogê do upragnionego Madrytu. Tam od pierwszych chwil mogli¶my poczuæ, ¿e kameraln± czê¶æ mamy ju¿ za sob±. Padre Santos powita³ nas bardzo serdecznie w swojej parafii, gdzie nocowali¶my przez kolejne piêæ dni.
Pierwszego, po ¶niadaniu, ruszyli¶my na zwiedzanie Madrytu. Wybrali¶my siê na Stare Miasto, podobnie jak wielu innych pielgrzymów. Spacer w takim t³umie wymaga³ ogromnej uwagi, by siê przypadkiem nie zgubiæ, nie od³±czyæ od grupy. Jednocze¶nie obfitowa³ w mi³e spotkania, co sprawia³o, ¿e nie trwa³ (zgodnie z przewodnikiem) oko³o godziny, a trzy razy tyle. Z reszt± nie tylko spacer trwa³ d³u¿ej ni¿ mo¿na by siê spodziewaæ. Np. d³ugie kolejki po posi³ki stanowi³y doskona³e miejsce do zawierania znajomo¶ci. Podobnie te¿ dzia³o siê w metrze. Pierwszego dnia podró¿ spêdzili¶my w wagonie z pielgrzymami z Wenezueli. Na pocz±tku, gdy dociera³o do nas, ¿e w jednej chwili rozmawiamy z kim¶ z Ameryki Po³udniowej, a w kolejnym metrze z osob± z Azji, byli¶my oszo³omieni, ¿e mamy niemal¿e ca³y ¶wiat na wyci±gniêcie rêki.
***
Mieszkañcy Madrytu byli dla nas ogromnie ¿yczliwi, serdeczni, co bardzo pomaga³o w zalanym morzem m³odych pielgrzymów mie¶cie. Gdy w czasie wolnym zwiedzali¶my miasto, w jednym z supermarketów pani (zapewne kierowniczka) otworzy³a nam zaplecze, ¿eby¶my mogli siê od¶wie¿yæ. Mimo, ¿e ogromne ilo¶ci ludzi by³y przyczyn± wielu niedogodno¶ci - np. aby wej¶æ do metra po wspólnej Mszy ¦wiêtej musieli¶my czekaæ w kolejce niemieszcz±cej siê w w±skim tunelu, panowa³a miêdzy nami niesamowita jedno¶æ i zgoda. Nikt nie narzeka³, ale wszyscy wykorzystywali niemal ka¿d± chwilê na rozmowy z innymi m³odymi lud¼mi, a bêd±c w grupie, czêsto ¶piewem lub tañcem chwalili Boga.
***
W Madrycie trzy dni mia³y podobny harmonogram - rano modlili¶my siê razem w parafii, a po ¶niadaniu wyruszali¶my na katechezê dla pielgrzymów z Polski, po której jednoczyli¶my siê we wspólnej Eucharystii. Z pierwszej nauki w pamiêæ zapad³y mi szczególnie s³owa ¶w. Ignacego: „Wierz tak, jakby Bóg móg³ zrobiæ dla ciebie wszystko, a jednocze¶nie zrób wszystko, co w twojej mocy”. Tematyka katechez nawi±zywa³a do has³a tegorocznych ¦wiatowych Dni M³odzie¿y: „Trwajcie mocni w wierze” w ró¿ny sposób, nie koñczy³a siê na kazaniu, którego wspólnie s³uchali¶my, ale wrêcz przeciwnie. Ono otwiera³o czas na rozmowê, pytania, dzielenie siê w³asnym ¶wiadectwem. Dla wielu m³odych ludzi ten wyjazd by³ umocnieniem w wierze.
***
Po katechezach nastêpowa³ czas, który mogli¶my zadysponowaæ wedle w³asnego uznania. Do wyboru by³o wiele - pocz±wszy od zwiedzania miasta, po liczne wydarzenia kulturalne. Ja wraz z czê¶ci± naszej grupy wybra³am zwiedzanie. I tak zd±¿y³y¶my obejrzeæ Plaza Mayor i starówkê, ogrody królewskie i Museo del Prado, w którym by³am dwukrotnie ze wzglêdu na ogromn± ilo¶æ zbiorów.
***
¯a³ujê, ¿e nie uda³o mi siê wej¶æ do ko¶cio³a, w którym odbywa³o siê spotkanie pielgrzymów Polaków z tamtejsz± Poloni±, na które przyby³ ks. kardyna³ Stanis³aw Dziwisz. Niestety, by³o zbyt wielu chêtnych.
***
Wielkim prze¿yciem by³o przywitanie Ojca ¦wiêtego. Gdy dotarli¶my na miejsce, wszêdzie widzieli¶my oczekuj±ce t³umy. Zasmuci³o nas to, poniewa¿ nie widzieli¶my szans, by choæ trochê zbli¿yæ siê do drogi, po której bêdzie przeje¿d¿a³ Benedykt XVI. Postanowili¶my znale¼æ chocia¿ telebim, na którym bêdziemy wszystko dobrze widzieli i przypadkowo kilka metrów od nas pojawi³ siê papamobile. W tym momencie z r±k wszystkich osób, które ju¿ d³ugo czeka³y w tym miejscu, wystrzeli³y w górê aparaty i telefony, by uwieczniæ tê chwilê, a my zaskoczeni faktem, ¿e nas spotka³o takie szczê¶cie, bez s³owa patrzyli¶my na Ojca ¦wiêtego, pozdrawiaj±cego zgromadzon± m³odzie¿.
***
Szczególnie zapad³y mi w pamiêæ s³owa ks. kard. Nycza z ostatniej katechezy, kiedy w oparciu o przyk³ad Karola Wojty³y, mówi³, ¿e w ¿yciu warto rozwijaæ pasje i talenty. Przygotowanie do dawania ¶wiadectwa swoim ¿yciem trzeba zacz±æ od podstawowych rzeczy, gdy¿ tylko autentyzm ¿ycia chrze¶cijañskiego mo¿e sprawiæ, ¿e bêdziemy sol± ziemi.
My¶lê, ¿e czasem szukamy trudnych sposobów d±¿enia do ¶wiêto¶ci, a nie przychodzi nam do g³owy, by zacz±æ od naszej codzienno¶ci. Mnie przytoczone s³owa bardzo zainspirowa³y.
***
Drugiego dnia spotkañ z Ojcem ¦wiêtym prze¿ywali¶my Drogê Krzy¿ow±. Mimo t³umu i zgie³ku dziêki piêknej muzyce, stanowi±cej t³o do rozwa¿añ, uda³o mi siê wtedy zapomnieæ o otoczeniu i skupiæ na rozwa¿aniach, które ka¿dy z nas mia³ przed sob± w swojej wersji jêzykowej w „Modlitewniku pielgrzyma”. Po zakoñczeniu, gdy najwiêksze t³umy ju¿ odesz³y do metra, usiedli¶my nasz± dziesiêcioosobow± grupk± na brzegu fontanny w¶ród drzew na wspóln± modlitwê wieczorn±. To by³a najpiêkniejsza modlitwa, w jakiej kiedykolwiek bra³am udzia³.
***
Punktem kulminacyjnym spotkania w Madrycie by³o wieczorne czuwanie i poranna Eucharystia na Cuatro Vientos - ogromnych polach na peryferiach miasta. Wiele razy bywa³am na lednickich spotkaniach, na które przyje¿d¿aj± tysi±ce m³odych ludzi z Polski i krajów s±siednich. Okaza³o siê jednak, ¿e ogromna ilo¶æ ludzi zgromadzonych na spotkaniu z Ojcem ¦wiêtym Benedyktem XVI przekroczy³a wszelkie moje wyobra¿enia. W naszym sektorze by³ tak du¿y t³ok, ¿e miêdzy karimatami nie pozostawili¶my nawet skrawka pustego miejsca oprócz okolic mrowisk, w których mieszka³y ogromne mrówki.
Poprzedniego wieczoru w wyniku nieszczê¶liwego wypadku uszkodzi³am sobie stopê. Nie mog³am ju¿ tak sprawnie chodziæ jak poprzednio. Jednak moja grupa bardzo mnie wspiera³a i pomaga³a przy ka¿dej nadarzaj±cej siê okazji. W drodze na Cuatro Vientos wziêli na siebie moje baga¿e, mimo, ¿e ka¿dy niós³ swój prowiant, karimatê i plecak z niezbêdnymi rzeczami. Wszyscy spodziewali¶my siê ogromnego upa³u. Obawiali¶my siê, ¿e nie bêdzie siê gdzie schowaæ przed pal±cym s³oñcem. Jednak, ku naszemu zdumieniu, s³oñce zakrywa³y drobne chmury. Wieczorem nadesz³a burza, która przerwa³a modlitwê. By³a to jedyna burza podczas ca³ego pobytu w Hiszpanii, ale bardzo wymowna i oczyszczaj±ca. Tworz±c kó³ka nad okrytymi przed deszczem plecakami, otulaj±c siê karimatami w ma³ych grupkach, ¶piewali¶my na chwa³ê Bo¿±. Piêknym gestem ze strony Ojca ¦wiêtego by³o pozostanie z nami i komentarz Jego ¦wi±tobliwo¶ci, i¿ mieli¶my wspóln± przygodê. My¶lê, ¿e nic nas tak nie zjednoczy³o jak ta burza. Wspania³e by³o to, ¿e nikt nie narzeka³, nie ubolewa³. Czuli¶my, ¿e stanowimy jedno.
***
Nieuchronnie nadszed³ czas rozstania. Z jednej strony z ¿alem ¿egnali¶my Madryt, ale z drugiej czuli¶my, ¿e ju¿ minê³y dwa tygodnie, odk±d opu¶cili¶my Polskê i chêtnie jechali¶my do domu, by nareszcie wpa¶æ w ramiona naszych bliskich. Po drodze jednak czeka³ na nas jeszcze Pary¿, w którym mnie najbardziej zachwyci³o wnêtrze katedry Notre Dame. ¯a³ujê, ¿e nie by³o tyle czasu, by pozostaæ na Mszy ¶w. i us³yszeæ, jak brzmi± organy w tym gotyckim wnêtrzu.
***
Ogromn± rado¶æ obudzi³ w nas widok polskiego krajobrazu za oknem. Jedna z kole¿anek mia³a 18 urodziny ostatniego dnia podró¿y, o czym wszyscy pamiêtali. Siostry i ksiê¿a zadbali nawet o tort w restauracji, w której zatrzymali¶my siê na porann± toaletê i ¶niadanie. Wtedy te¿ nadszed³ czas na podziêkowania. Pad³o wówczas wiele piêknych s³ów, ale najbardziej zapad³a mi w pamiêæ wypowied¼ jednego z kierowców, który powiedzia³, ¿e dziêki nam wie, jakby chcia³ wychowaæ swojego syna.
***
To by³o 17 piêknych, b³ogos³awionych dni! Jestem wdziêczna Bogu, za to, ¿e mog³am uczestniczyæ w JMJ 2011 w Madrycie oraz za wszystkie dobrodziejstwa, jakimi mnie obdarzy³ zarówno w czasie wyjazdu, jak i po powrocie.
Dziêkujê wszystkim, z którymi mog³am dzieliæ trudy i rado¶ci pielgrzymowania. Ju¿ marzê, ¿eby pojechaæ do Brazylii.
Monika Skoczylas
|