|
Pocieszać więźniów |
|
|
Każdemu Bóg daje łaskę, czas, szansę do nawrócenia, do zejścia z drogi zła, do poprawy życia... Jedni mogą to czynić o własnych siłach, innym mają pomóc instytucje zwane więzieniami.
Za co ludzie trafiają do więzienia? Różne są tego powody.
KTO wsadza do więzienia?
Z CZEGO więzień ma się poprawić i w czym zmienić?
W historii bywało, że ludzie szli do wiezienia za skradziony z głodu bochenek chleba. Inni za walkę o wolność, za poglądy polityczne, za czyny w obronie własnej, za postępki kryminalne, za morderstwa, za gwałty... Wiele innych powodów.
Czym innym jest więc być więźniem za „słuszne sprawy”, a zupełnie czym innym z „powodów kryminalnych”.
W PNG więzienie nazywane jest CORRECTION INSTITUTE, czyli instytucja poprawy. Czyli więzienie to nie tylko forma kary, ale przede wszystkim miejsce poprawy.
Pracowałem w więzieniu w Wewak przez krótki czas, w początkach lat 90. Nie przypominam sobie, bym spotkał kogoś, kto odsiadywał wyrok z powodów ideologicznych czy politycznych. Głównie kryminaliści (raskale) za bójki, napady, kradzieże, gwałty, morderstwa, narkotyki, korupcje...
Jeździłem tam...
... dwa razy w tygodniu. W niedzielę, by spowiadać i odprawiać Msze św. dla więźniów i pracowników tam mieszkających. Zaś w środę na tzw. RI, czyli naukę religii. Do dyspozycji miałem dwie godziny.
Tematyka była najprostsza, czyli Katechizm Katolicki – paragraf za paragrafem, po kolei. Przychodziło zazwyczaj kilkadziesiąt osób. Mniejsze grupki szły do swoich pastorów z innych wyznań. Zawsze towarzyszyło im kilku strażników. Jeśli to byli katolicy, to na początku byli najbardziej aktywni i zainteresowani. Więźniowie najczęściej przychodzili, bo to była okazja wyjścia z celi więziennej. Po kilku takich spotkaniach niektórzy z więźniów zaczynali się bardziej interesować. Dopytywali się – oczywiście na swoim poziomie intelektualnym.
Z czasem, z tego właśnie powodu, więzienne katechezy stawały się dla mnie bardziej przyjemne. Pod koniec, jeden z więźniów wyznał – a był z głębokiego buszu i odsiadywał karę za morderstwo – iż po powrocie do wioski pewnie zostanie katechistą, bo tak dużo się nauczył podczas odsiadywania kary.
Spowiedzi więźniów też nie należały do „łatwych” z tym wszystkim, co każdy miał na swoim „koncie”. Tym bardziej, że wielu z nich nie miało wcześniej zbyt wiele do czynienia z Kościołem czy z zasadami Wiary. Jednak korzystali z Sakramentów zachęcając się i dopingując wzajemnie. Spotkania z księdzem dawały im też szanse pogrania na gitarze, pośpiewania, co było dla wielu radością.
Wielu spośród nich jednak, po zakończeniu odsiadki, wracało do wiosek jako bohaterowie (taka to przedziwna kultura lokalna!) i w dalszym ciągu uprawiali swój niecny proceder. Niektórzy powracali na nowo do więzienia za jakieś nowe przestępstwa.
Kontakty się urywały i naprawdę trudno powiedzieć, czy i w jakim stopniu te „pocieszenia religijne” pomagały im w przemianie życia na lepsze. To jedynie Pan Bóg wie. Ale pewnie byli i tacy, którzy mogli z tego skorzystać i dostrzec inny sens życia – nie tylko na drodze przestępczości. Może potrzebny był im ów impuls, płynący z pocieszenia, pokazania, że i oni mogą jeszcze pójść drogą wiodącą do Miłosiernego Boga.
Co innego ludzie, którzy znaleźli się w więzieniu za przekonania, z powodów ideologicznych czy społecznych, którzy trafiali tam za „słuszną sprawę”. Takim potrzeba pocieszenia, by wiedzieli, że nie są osamotnieni, by nie upadali na duchu, by nie tracili nadziei na zmianę położenia i sytuacji.
Ale nawet ci, którzy trafili tam z własnej winy, po wyjściu z więzienia będą żyli wśród nas. Może właśnie właściwie realizowane wezwanie Kościoła, by pocieszać więźniów pomoże im dobrze przeżyć czas utraconej wolności i wyjdą jako ludzie dobrzy, którzy odpokutowali szczerze swoje przewinienia? Bóg przebacza każdemu, nawet złoczyńcy, jeśli szczerze żałuje za swoje grzechy i podejmuje pokutę. Każdy, nawet najbardziej zagubiony człowiek, jest naszym „bratem najmniejszym”. I warto przypomnieć więźniowi, że życie to nie tylko przestępstwa, zbrodnie, że nie kończy się ono z chwilą pójścia do więzienia, że jest problem – wina i kara, ale jest Bóg, który o nas nie zapomina, że do Niego prowadzi nasza droga.
Chrześcijanin, pocieszając więźnia, ma reagować nie tylko na skutki, ale szukać przyczyn, prowokować porządkowanie wnętrza człowieka. „Bo byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25, 36).
Ks. Krzysztof |
|
|
|
Odwiedziło nas 1919568 Odwiedzających
|
|