Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 27 (2/2004) arrow Priorytetem są kobiety
Priorytetem są kobiety Drukuj Poleć znajomemu

Należę do zgromadzenia Sióstr Białych, założonego przez kard. Lavigerie w 1869 r., rok po utworzeniu zgromadzenia Ojców Białych (patrz „Horyzonty Misyjne” nr 1/2004).

Kardynał powołał je, gdyż trzeba było dotrzeć do domów muzułmańskich, zaopiekować się kobietami, co dla kapłanów ze względu na specyfikę kultury muzułmańskiej nie było możliwe. Jeżeli kobieta była sama w domu nie mógł w nim być obcy mężczyzna. W tym czasie był też głód i dużo sierot – potrzebne były kobiety, które mogłyby się opiekować tymi dziećmi.
Nasz Założyciel chciał, byśmy ewangelizowali wśród Arabów; żebyśmy pokazywali miłość Boga przez nasze czyny, nasze życie. Bardzo zachęcał do szacunku dla muzułmanów, do ich religii i sposobu życia. Dał nam strój arabski, żebyśmy byli bliżej nich.

Nasze zgromadzenie liczy 1100 sióstr. Pracujemy w 16 krajach. Nasz charyzmat to dialog z muzułmanami.
Przez 10 lat pracowałam w Tanzanii (Afryka wschodnia), a tamtejszy islam to coś innego niż na pustyni. Tam w jednej rodzinie można znaleźć osobę wyznającą...

...religię tradycyjną, muzułmanina, protestanta i katolika. A nawet siostrę zakonną – z takiej rodziny pochodzi jedna z naszych sióstr.

Moim głównym zajęciem była praca z młodzieżą, przede wszystkim z dziewczynami, które nie mogły iść do szkoły albo przenosiły się do miasta za pracą i mieszkały u jakiejś krewnej. Przeważnie nie było pieniędzy na szkołę. Zajmowałam się też dziewczynami, które miały dzieci i musiały je utrzymać, a nie miały za co. Realizowałyśmy różne projekty, by te dziewczyny mogły się uczyć. Uczyłyśmy je m.in. robótek na drutach i szydełku (najpierw ja musiałam się nauczyć!), a przy okazji prowadziłyśmy ich formację religijną – dzieliłyśmy się Ewangelią, rozmawiałyśmy o Piśmie św. Na swojej ostatniej placówce, gdzie byłam przez 5 lat, uczyłam religii oraz zajmowałam się formacją ludzi świeckich. Organizowałyśmy też spotkania w rodzaju KSM czy Oazy, a dla liderów „Tydzień formacyjny”. Pod nieobecność księdza w parafii prowadziłyśmy nabożeństwa

Starałyśmy się też pomagać ludziom młodym, borykającym się z różnymi problemami. Trzeba było uświadamiać młodym dziewczynom i chłopakom jak powinni żyć, co można robić, jak uczestniczyć w rozwoju państwa, wioski, rodziny. Było to szczególnie ważne wobec rozszerzającej się narkomanii.
Priorytetem dla naszego zgromadzenia jest pomoc kobietom, które w państwach afrykańskich, szczególnie muzułmańskich, nie są zbyt dobrze traktowane. Staramy się im uświadamiać co i jak mogą zrobić, żeby być bardziej aktywnymi w swoim rozwoju.

Nasza praca przynosi efekty – świadczy o tym chociażby fakt, że w Tanzanii (gdzie pracujemy od ponad 100 lat) kobiety, które były wychowankami naszych szkół działają w różnych instytucjach, nawet w ministerst
wach. Można powiedzieć, że jeśli ktoś jest w tych stronach katolikiem, to jego żona była u nas w szkole.
W środowiskach muzułmańskich do szkoły chodzi mniej dziewcząt, gdyż w ich kulturze, gdy tylko dziewczynka dorasta wydaje się ją za mąż. Ona nie ma wyboru – może jedynie uciec, kiedy nie zgadza się z tym zwyczajem, ale wtedy nie może liczyć na rodzinę. Trzeba jej pomóc.
W środowiskach, gdzie pracujemy, mamy bardzo dobre relacje. Nawet w Algierii kobiety często mówią: „Proszę, nie zostawiajcie nas samych, bo kiedy wy jesteście z nami, my mamy nadzieję”. W Algierii mamy biblioteki, aby przede wszystkim dziewczęta studiujące na uniwersytecie miały dostęp do książek. Przy okazji prowadzimy wiele bardzo ciekawych, pięknych rozmów. Ktoś powiedział, że jest to praca sakramentu spotkania, budująca przyjaźń. W takich sytuacjach łatwiej zadać pytania, bo choć nie chcą zmieniać wiary, pytają o naszą wiarę – to jest dzielenie się wiarą.

Staramy się być jak najbliżej ludzi, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów, realizować to, co zostało nazwane inkulturacją. Mówimy w ich języku, bez tłumacza, staramy się poznać ich sposób życia i w miarę możliwości dostosować do niego. Jest wiele pięknych obyczajów muzułmańskich, jak np. znak jedności, porozumienia, którym wśród mężczyzn jest wspólne palenie fajki, a wśród kobiet picie herbaty. W Maroku tradycyjne jest podejmowanie gości herbatą. Wszyscy siedzą na podłodze lub niskich kanapach ustawionych dookoła stołu. Na stole lub na podłodze stoją malutkie szklanki i specjalny metalowy czajnik (wygląda jak srebrny) do herbaty. Do czajnika sypie się dużo cukru, miętę, herbatę, a na końcu leje się gorącą wodę – po trochu. W międzyczasie toczy się rozmowa. Dolewa się wody i jak napój ma odpowiedni kolor rozlewa się do szklaneczek. Nie wolno wypić mniej niż 3 szklanki. Jeżeli czujesz, że masz dosyć to nie wypijasz wszystkiego i wtedy już nie dolewają. Jak kończy ci się czas prosisz o pozwolenie, żeby pójść w drogę. To piękny, jednoczący zwyczaj.

Kiedy były jakieś nieporozumienia, to starali się pogodzić, a potem jedli obiad, który stawał się jakby stemplem zgody.

W Piśmie św. wspólny posiłek też ma symboliczna wymowę.

s. Maite, Siostra Biała
Zdjęcia: archiwum, Łukasz Grabałowski
S. Maite jest Baskijką. Po wielu latach pracy w Afryce przybyła do Polski. Jest tu od 5 lat. Zajmuje się m.in. animacją misyjną.