Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 27 (2/2004) arrow Rozmowa z ks. Arturem Karbowym SAC
Rozmowa z ks. Arturem Karbowym SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Jest Ksiądz najmłodszym misjonarzem pallotyńskim w Brazylii. Czy praca tam odpowiada wyobrażeniom Księdza?
K. –
Ja jej sobie w ogóle nie wyobrażałem. Tu chciałem pracować – więc pracuję, jak potrafię najlepiej. Z Polski wyjechałem 3 grudnia 2000 r. Przez 2 miesiące byłem w Rio, przyglądałem się i uczyłem mówić, czytać, poznawałem stopniowo specyfikę kraju, ludzi. Po 3 dniach odprawiłem wspólnie z ks. Jarkiem Chmielewskim pierwszą Mszę św. po portugalsku.
Kolejne 3 miesiące przebywałem na kursie językowym i wprowadzającym w kulturę kraju w Centrum Kulturowo-Misyjnym w stolicy kraju, Brasil. W międzyczasie, na zasadzie pomocy w parafiach prowadzonych przez Polaków w pobliżu stolicy, uczyłem się „duszpasterstwa po brazylijsku”. Następnie przez 7 miesięcy byłem w naszej parafii w Cachoeiras de Macacu. To duża parafia – ok. 60.000 ludzi. Oprócz kościoła było 15 kaplic do obsługi. Do 4 dojeżdżało się...

...co tydzień, do innych 1 raz w miesiącu. W jednej ze wspólnot, w kaplicy św. Rity miałem ochrzcić 3 osoby. Tam jest taki zwyczaj, że na początku Mszy św. rozdaje się gazetkę z tekstami całej Mszy św. – wtedy okazało się, że nie jest ustalone kto ma czytania W pierwszej ławce siedziały 3 dorosłe osoby, więc dałem im czytania i psalm. Msza się rozpoczęła, dochodzi do czytań, a ten, co miał czytać - nic, cisza. W końcu ktoś inny przeczytał. Po Mszy podchodzą do chrztu i wtedy okazało się, że wyznaczone przeze mnie osoby to te, które miałem ochrzcić. Dwie z nich były analfabetami.

Spodobał mi się brazylijski zwyczaj organizowania obiadów czy herbatek parafialnych w celu zebrania funduszy na cel dobroczynny czy potrzeby parafii. Raz w miesiącu jakaś grupa parafialna robi obiad. Artykuły spożywcze z reguły dostają w sklepach, przygotowują potrawy i sprzedają obiad za 2-3 reale. Po Mszy św. niektórzy specjalnie przychodzą, żeby zjeść ten obiad.
W Brazylii uderzają kontrasty: nowoczesna stolica, usytuowana na pustyni, most Rio – Niteroi, Corcovado, sambodrom czy inne miejsca, domy, w których mieszkają najbogatsi, a z drugiej strony favele, miejsca, gdzie mało kto odważyłby się wejść. Główne drogi są dobrze utrzymane, ale wystarczy zjechać na boczne, np. te dojazdowe do kaplic w okolicach Cachoeiras – jechało się 20 min. po asfalcie, a 40 min. po polnych drogach. Jak padało nie było wiadomo czy uda się przejechać czy nie. Jak było sucho kurz był wszędzie.

R. - Gdzie Ksiądz jest obecnie?
K. -
W Rio de Janeiro, w parafii św. Elżbiety królowej Portugalii (tu nazywanej Santa Isabel), liczącej ok. 20 tys. parafian. Dzielnica Bento Ribeiro, w której mieści się parafia jest raczej biedna. Powstała na terenie wojskowym. Większość ludzi, którzy tam mieszkają to obecni albo byli wojskowi. Dzielnica jest w zasadzie spokojna, ale nie jest uważana za dobrą dzielnicę.

R. – Czy pod Księdza opieka pozostają jakieś grupy parafialne?
K. –
Tak: charyzmatycy, Legion Maryi, grupa, którą można porównać z naszym kręgiem biblijnym oraz grupa „Powyżej pięćdziesiątki”. Ta ostatnia grupa ma raz w tygodniu spotkania formacyjno-rekreacyjne i 2 razy w tygodniu gimnastykę – coś w rodzaju aerobiku dla starszych. Parafianie polubili ich występy i teraz nie może zabraknąć tańców w ich wykonaniu na żadnej uroczystości. Te zajęcia dla starszych parafian służą głównie temu, by wyciągnąć ich z domu, by nie siedzieli sami, gapiąc się w telewizor i nudząc.

R. – Dzięki Księdza zamiłowaniu do robienia zdjęć możemy zobaczyć jak efektowne są występy tej grupy, zobaczyć „scenki z życia parafialnego”, z życia ludzi, a także podziwiać piękno krajobrazu brazylijskiego. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia ks. Artur Karbowy SAC