Zbliża się koniec roku poświęconego św. Maksymilianowi Marii Kolbe, podczas którego staraliśmy się przypomnieć i przybliżyć postać św. Maksymiliana. Ten schorowany franciszkanin każdą chwilą swojego życia świadczył o Bogu, w Maryi Niepokalanej upatrując najlepszą mentorkę i opiekunkę na drodze życia, która wieść winna ku Bogu. I właśnie całkowite oddanie Matce Bożej pomagało mu żyć, jakby był w pełni zdrowy, i tworzyć tyle wspaniałych dzieł i projektów.
Postać św. Maksymiliana kojarzy nam się przede wszystkim z Rycerstwem Niepokalanej, Niepokalanowem i męczeńską śmiercią w Auschwitz. Mniej wiemy o tym, jak bardzo chciał, by poprzez Niepokalaną „Jej Syn zapanował w każdym zakątku świata”. W imię tej idei snuł plany dotarcia do ludzi w różnych krajach, mówiących różnymi językami. Robił co mógł, a resztę zostawiał Bogu.
Taka ufna, pełna pokory postawa nie jest łatwa. Dla większości z nas to trud ogromny w naszym zabieganym życiu. A dokądże spieszysz w życiu? Co dzień, co godzina zawsze coś czynisz, myślisz, mówisz. Czemu? Prawda, że do czegokolwiek dążysz, czy bliższego czy dalszego, dlatego tam dążysz, gdyż spodziewasz się, iż ci to przyniesie okruch szczęścia. (…) Lecz czyż nieprawda, iż dotąd gdziekolwiek i w czymkolwiek na tej ziemi szukałeś swego szczęścia, wszystko to nie zdołało uspokoić twego serca, czułeś, że zawsze, gdyś sobie to ziemskie szczęście obrał za cel, spotkał cię zawód, znalazłeś granicę, a chciałbyś więcej, dłużej. – pisał św. Maksymilian – Wszyscy szczęścia pragną i za nim gonią, ale niewielu je znajduje, bo nie szukają tam, gdzie ono jest. (…) Za wielkie jest serce człowieka, by je można było zapełnić pieniądzem, zmysłowością lub zwodniczym, choć odurzającym, dymem sławy. Ono pragnie dobra wyższego, bez granic i wiecznie trwającego. A takim dobrem...
... to tylko Bóg. (…) nieskończone źródło wszelkiego szczęścia w różnych stopniach błyszczącego ze stworzeń.
O poszukiwaniu Boga, który jest Miłością i nas wzywa do miłości, który jest we wszystkim i wszystkich, przypomina też św. Wincenty Pallotti: Nie człowiek, lecz Bóg…
Do poszukiwania, poznawania Boga, który jest Miłością, do umiłowania Boga wzywa nas bł. Jan Paweł II, przypominając, że miłość do Boga jest jedną z cnót teologalnych.
I każdy ze wspomnianych tu świętych zwraca naszą uwagę na relację wzajemności – miłość, jaką darzy nas Bóg powinna być przez nas odwzajemniana. A najpełniej możemy to okazać poprzez relacje wobec drugiego człowieka: Cokolwiek najmniejszemu uczyniliście, mnieście uczynili.
I właśnie braku miłości powinniśmy się najbardziej obawiać. Bo jeśli jest w nas miłość, potrafimy dostrzec i docenić piękno świata stworzonego przez Boga, pochylić się nad każdym potrzebującym, okazać szacunek drugiemu człowiekowi. Potrafimy zauważyć Boże drogowskazy, które pokazują nam właściwe ścieżki. I tylko od nas zależy, czy z nich skorzystamy, dążąc do pełni szczęścia, do szczęścia bez ograniczeń.
I nie zapomnijmy nieść w naszym bagażu, także na wakacyjnych szlakach, przykazania miłości, jak najczęściej korzystając z możliwości okazania, że to droga najprostsza do osiągnięcia szczęścia w Bogu.
I pomyślmy o tych, których miłość zaprowadziła do różnych zakątków świata, by głosić wszystkim prawdę o Bogu miłującym swoje stworzenie, miłującym każdego człowieka.
Redakcja |