ZOBACZMY, JAK ZROBI NIEPOKALANA Drukuj Poleć znajomemu
„Zobaczymy, jak zrobi NIEPOKALANA” Te słowa były swoistym mottem życia św. Maksymiliana. Jego całkowite oddanie Matce Bożej i absolutne podporządkowanie w swoich działaniach Bogu, poprzez zdanie się z pełną ufnością na Maryję, zaowocowało wieloma wspaniałymi dziełami, przede wszystkim w sercach ludzkich zarówno w kraju, jak i zagranicą. Ideą drogą sercu św. Maksymiliana było nawrócenie całego świata. Jako środek po temu wybrał wydawanie „Rycerza Niepokalanej”.

Kiedy w 1930 r. sytuacja w Niepokalanowie układała się pomyślnie, „Rycerz” był znany w całej Polsce, do MI należało blisko 300 000 osób, a do tego mógł spokojnie powierzyć wydawnictwo swemu młodszemu bratu (br. Alfons), zdecydował, że nadszedł czas, by poprzez rozszerzenie czci Matki Bożej zaprowadzić panowanie „Jej Syna wśród pogańskich jeszcze ludów”. Myślał o rozwinięciu działalności i apostołowaniu przez wydawanie „Rycerza” w jednym z języków używanych na Dalekim Wschodzie. I wcale nie brał pod uwagę, że jest poważnie chory.

Zgodnie z wolą prowincjała miał uzyskać zgodę generała zakonu. Pojechał do Rzymu, a po drodze wstąpił do Wiednia i Mödling, by obejrzeć fabrykę maszyn drukarskich i poznać sposób nowoczesnego prowadzenia wydawnictwa. Nie zastał generała, ale czas ten wykorzystał na nawiązanie kontaktów z Hindusami, Chińczykami i Japończykami. Wtedy zdecydował, że będzie pracować...
... dla prostego ludu: „Niech sobie inni pracują dla warstw wykształconych, my zaś pójdziemy z „Rycerzem” w lud jako jedni z nich, w języku ludowym”.

W międzyczasie znalazł lokal, gdzie można byłoby wydawać „Rycerza” w języku włoskim, ale wszystkie decyzje pozostawiał Maryi, mówiąc: „Zobaczymy, jak Niepokalana zrobi”.

Nie chcąc dłużej czekać na powrót generała pojechał do Padwy i tam uzyskał pozwolenie na rozpoczęcie misji w Chinach i Japonii poprzez wydawanie swego czasopisma. Zdołał jeszcze w Marsylii kupić tanie bilety i powrócił do Niepokalanowa. Zabrał wybranych już wcześniej czterech braci, spakował ubogi dobytek i 26 lutego 1930 r. wyjechał z Polski. O. Maksymilian znał wprawdzie kilka języków obcych, ale żaden z wyruszających nie znał języków wschodnich.

Zawitawszy w drodze do Wiednia i Rzymu, wypłynęli z Marsylii statkiem „Angers”. Kiedy podczas rejsu o. Maksymilian widział wybrzeże Azji Mniejszej, zamarzył o założeniu w Bejrucie wydawnictwa w języku arabskim dla Arabii, Syrii, Egiptu, Tunisu i Maroka. A że lubił konkretne działanie, gdy okręt zatrzymał się w Port Saidzie udał się do wikariusza apostolskiego, aby porozmawiać o możliwości wydawania Rycerza” w języku arabskim. Także w Singapurze i Sajgonie badał możliwości wydawania „Rycerza”. Projektów o. Maksymilian miał mnóstwo, ale ich realizacja napotykała przeróżne trudności i z wielu trzeba było zrezygnować. Zawsze mówił: „Jak chce Niepokalana” i nie poddawał się.

Po 35 dniach podróży, 11 kwietnia 1930 r., franciszkanie dotarli do celu podróży – Szanghaju. Początkowo wszystko zapowiadało się bardzo dobrze: życzliwe przyjęcie przez bernardynów, chętni do tłumaczeń i współpracy, nawet sponsor, oferujący dom, maszyny drukarskie i utrzymanie, ale zabrakło zgody miejscowego biskupa na uruchomienie wydawnictwa. O. Maksymilian upatrywał przyczyny w systemie ewangelizacji Chin – podzieleniu ich terytorium między poszczególne zakony, które ograniczały się do określonego terenu. W Chinach wydawnictwo mogłoby zaistnieć w głębi kraju, w miejscu oddalonym od środków komunikacji. Były to warunki nie do przyjęcia.

O. Maksymilian nie upadał na duchu i postanowił udać się do Japonii, która wydawała się krajem najlepiej na Dalekim Wschodzie przygotowanym do przyjęcia apostolstwa w formie proponowanej przez św. Maksymiliana, gdyż miała jeden język i rozwinięte czytelnictwo. W Szanghaju pozostawił dwóch braci, którzy mogliby się w przyszłości zająć administracją „Rycerza” w Chinach.

Misjonarze udali się do Nagasaki – diecezja ta była największą diecezją katolicką w Japonii. Na 80 000-100 000 katolików w całym kraju tu żyło ich 60 000. W Nagasaki miejscowy biskup poszukiwał filozofa do seminarium. O. Maksymilian zgodził się: „Podjąłem się chętnie tej formy pracy misyjnej, ale pod warunkiem, że zaraz będzie mógł wychodzić także „Rycerz” w języku japońskim. Mógł wykorzystywać kleryków japońskich do tłumaczeń i prac administracyjnych. Misjonarz miał też na względzie, iż obecni studenci będą w przyszłości duszpasterzami i staną się propagatorami „Rycerza”, a także, iż w tym środowisku łatwiej będzie o kandydatów do zakonu i współpracowników.

Decyzja o podjęciu misjonowania w formie wykładów oraz rozpoczęciu wydawania pisma zapadła 5 maja 1930 r., a już pod koniec maja ukazał się pierwszy numer japońskiego „Rycerza” („Mugenzei no Seibo no Kishi”) w nakładzie 10 000 egzemplarzy. Został wysłany jako dodatek do pisma diecezjalnego.

Numer powstał na małej maszynie drukarskiej. Wiele brakowało do normalnej pracy wydawniczej. Piętrzyły się kolejne trudności, ale „Niepokalana wszystko może” – mówił o. Maksymilian i nie rezygnował. Wynajął na 9 miesięcy dom, zainstalował prostą maszynę, na korbę – było jak u początków Niepokalanowa: „Spanie na barłogu, jedzenie na deskach, siedzenie na podłodze”. Mimo to o. Maksymilian nie tracił zapału – pragnął, jak najprędzej otworzyć nowicjat dla tubylców, żeby mieć miejscowych misjonarzy, których praca pomoże rozwinąć apostolstwo. I w dalszym ciągu myślał o otwarciu silnej placówki w Indiach i w Bejrucie dla języka arabskiego oraz o placówce w Szanghaju.

O. Maksymilian został zobowiązany przez prowincjała do przyjazdu na kapitułę prowincjalną do Lwowa. Zostawiając wszystko w ręku Niepokalanej, wyruszył do Polski. Tam polski Niepokalanów zyskał wiele pochwał, ale obawiano się misji zagranicznych z powodu koniecznych wydatków (a prowincja polska była uboga) i uszczuplenia sił, a także iż gorliwość o. Maksymiliana popchnie go do przedsięwzięć misyjnych, którym prowincja nie podoła. Ostatecznie postanowiono otworzyć dom wydawniczy w Japonii, ale ograniczono pomoc finansową i nie wysłano nikogo z ojców do pomocy. Prowincjał zgodził się, by do Nagasaki pojechało dwóch kleryków, którzy w tamtejszym seminarium dokończyliby studia, jednocześnie pomagając przy wydawaniu „Rycerza”, a w razie niedomagania ojca mogliby zastępować go i podtrzymać wydawanie pisma.
Misjonarze otrzymali od władz polskich bezpłatne paszporty, a od japońskich bezpłatne wizy. Do Nagasaki dotarli 25 sierpnia 1930 r.

Pod nieobecność o. Maksymiliana pojawiło się wiele nieprzewidzianych trudności. Z Szanghaju musieli wyjechać pozostawieni tam bracia. Ze współpracy wycofali się japońscy księża, gdyż przypuszczali, że placówka może zostać zamknięta. Rękopis kolejnego numeru leżał nietknięty, mimo iż miesiąc się kończył. Japońska policja kazała zapłacić 500 jenów za prawo wydawania „Rycerza”, a władze kościelne zarzuciły im „awanturnictwo”, gdyż przybyli bez pozwolenia Rzymu. Miejscowy biskup nie zezwalał na odprawianie Mszy św. w kaplicy domowej, toteż codziennie misjonarze musieli się wspinać po kilkudziesięciu schodach do kościoła parafialnego, co bardzo szkodziło zdrowiu o. Maksymiliana. Zawierzył on wszystko Niepokalanej i zaczął od modlitwy. Wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze. Sierpniowy numer został połączony z wrześniowym, a nakład październikowego numeru został podniesiony do 18 000, listopadowego do 20 000, grudniowego do 25 000 przy większej objętości. Zakupiona została nowa maszyna. Wśród pracowników panowała serdeczna atmosfera.

O. Maksymilian miał tak niezwykły dar przekonywania ludzi i zjednywania ich sobie, że pomagali mu „poganie, nawet protestanci”. Otrzymał z Rzymu dokumenty, które uspokoiły władze kościelne. Wszystko zaczynało się pomyślnie układać. Mógł więc intensywnie pracować i snuć nowe projekty misyjne, a że ciągle były jakieś pilne sprawy, listy pisał nocami. Zupełnie nie myślał o swoim zdrowiu. Pisał do brata: „Ja się coraz mniej martwię teraz i czuję, że Niepokalana za to więcej przemyśliwa. Niech Ona kieruje”. Warto tu przypomnieć słowa, które napisał 10 lat wcześniej: „Zdanie się na wolę Bożą i jej wykonywanie, zwłaszcza w czasach przeciwnych… Krzyż jest szkołą miłości”.

Takim krzyżem była śmierć młodszego brata, Alfonsa, zarazem współpracownika. W Niepokalanowie. I tu reakcja Maksymiliana była właściwa dla niego – wiadomość otrzymał w przeddzień święta Niepokalanego Poczęcia Maki Bożej, gdy odprawiał Mszę św. Toteż Mszę św. żałobną mógł odprawić dopiero następnego dnia, ale zgodnie z przepisami liturgicznymi była to Msza o Niepokalanym Poczęciu, w białych szatach. Powiedział wtedy, mimo odczuwanego bólu: „Jak się tu smucić” i „To Niepokalana go sobie zabrała w czasie nowenny do Jej święta. Można mu więc tylko pozazdrościć…”

Był głęboko przekonany, że Niepokalana w kierowaniu swymi sprawami ma szczególną „taktykę”: „najprzód Kalwaria – potem Tabor”. Dzięki tak wielkiemu umiłowaniu Niepokalanej i zdaniu się na Jej prowadzenie znosił wszystkie trudności, a tych nie brakowało.

I Maryja nagrodziła tak szczere oddanie („Dla Niej żyjemy, pracujemy, cierpimy i umrzeć pragniemy, z całą duszą, wszelkimi sposobami, wynalazkami”.) – 12 marca 1931 r. do zakonu wstąpił pierwszy Japończyk, któremu o. Maksymilian nadał imię Marian. W kwietniu przybyli z Polski czterej nowi misjonarze, wśród których był neoprezbiter.

Rodzina zakonna liczyła już 13 osób. Potrzebny był nowy dom, pieniądze na kupno terenu i budowę. Otrzymawszy zgodę i zapewnienie pomocy finansowej od prowincjała, o. Maksymilian kupił teren nadający się pod budowę na stoku góry. I rozpoczął stawianie pierwszego budynku, tak by można się było szybko wprowadzić. I chociaż był to bardzo ubogi i „przewiewny” dom, przenieśli się do niego z radością w 1931 r., w święto NMP Królowej Apostołów. Nazwany został Mugenzai no Sono (Ogród Niepokalanej).

Wiele radości dostarczało o. Maksymilianowi życzliwe zachowanie Japończyków: „Nawrócenia nie ustają”, a nawet udzielali niewielkiej pomocy materialnej. Wielkie i dobre dzieła nie kształtują się jednak tylko wśród radości, ale też licznych trudności. Tak było i tym razem: młody ojciec (neoprezbiter w/w) nie chciał akceptować sposobu życia i pracy pozostałych, dwóch braci chciało wyjechać, dwóch i kleryk poważnie zachorowało, zarzucono, iż dokumenty z Rzymu pochodziły z niewłaściwej Kongregacji, ciężka praca fizyczna i liczne problemy doprowadziły do poważnej choroby o. Maksymiliana. Jednak Niepokalana wspomagała go. Biskup otrzymał z Rzymu wyjaśnienie, niezadowoleni i chorzy opuścili Nagasaki i o. Maksymilian mógł z pozostałymi spokojnie pracować.

W 1932 r. nakład „Rycerza” japońskiego wzrósł do 50 000. Przybył pierwszy japoński kandydat na kleryka, któremu 27 lutego o. Maksymilian nadał imię Paweł. Zgłosił się uczeń gimnazjum jako kandydat do przyszłego internatu. Towarzysze o. Maksymiliana w pracy misyjnej poprosili prowincjała o zgodę „na związanie się ślubem do pójścia gdziekolwiek i w jakiekolwiek warunki dla Niepokalanej”.

Ogród Niepokalanej w Nagasaki stawał się coraz piękniejszy, przede wszystkim przez dobro, które tam się działo. O. Maksymilian, widząc to, począł myśleć o rozszerzeniu działalności: „Kiedyż Cię więc poznają i pokochają, i napełnią się pokojem i szczęściem Twoim wszyscy?... Kiedyż wszystkie dusze na całej kuli ziemskiej poznają dobroć i miłość serca Twego ku nim, kiedyż każda dusza odwdzięczy Ci się gorącą miłością i to nie tylko przelotnym uczuciem, ale oddaniem, ale oddaniem Ci całkowitym swej woli, byś Ty sama rządziła w sercach wszystkich i każdego z osobna i mogła ukształtować je na wzór Przenajświętszego Serca Boskiego Twego Syna, uszczęśliwić, ubóstwić?”.

Radości i smutki przeplatały się w działalności św. Maksymiliana, napełniając go coraz większą nadzieją i pokorą, i umacniając, nawet w chwilach słabości i wątpliwości, w ufności, że „Niepokalana wszystko może”. I on ze swej strony chciał zrobić co tylko możliwe dla Niepokalanej. Toteż nie zważając na to, że jest chory, że ma tylko jedno płuco, że podróż doprowadza go do pogorszenia zdrowia, postanowił, za zgodą prowincjała, poszukać możliwości utworzenia nowego Niepokalanowa w Indiach

Nagasaki przybył o. Konstanty, który jednak, nie rozumiejąc idei całkowitego oddania Niepokalanej, przyczyniał o. Maksymilianowi wiele przykrości i problemów.

Św. Maksymilian przemyśliwał też o stworzeniu osobnej prowincji maryjnej, tzw. komisariatu, który miałby podlegać bezpośrednio generałowi zakonu i zajmować się przede wszystkim rozszerzaniem idei służby Matce Bożej. Spotkało go z tego powodu wiele przykrości, gdyż posądzony został o chęć oderwania od zakonu franciszkańskiego. Wytrwale bronił swojego stanowiska i szczególnej czci dla Niepokalanej wśród franciszkanów – był przecież rycerzem Niepokalanej. Nie zapominał przy tym, że ślubował posłuszeństwo Bogu i zakonowi.

W kwietniu 1933 r. o. Maksymilian pojechał do Polski na kapitułę. Drogą morską, bardzo dokuczliwą przy jego stanie zdrowia, udał się do Rzymu na spotkanie z generałem – udało się rozwiać nagromadzone wątpliwości, pokonać trudności i przedstawić projekty. Ostatniego maja dotarł do Lwowa i tu usłyszał od prowincjała, o. Kornela, wspaniałą wiadomość, iż ten nie będzie już kandydować, a zamierza wyruszyć do Japonii, by o. Maksymiliana odciążyć od pracy administracyjnej. Podczas pobytu w Polsce o. Maksymilian jeździł z odczytami misyjnymi i zbierał ofiary na Mugenzai no Sono.

Podczas kapituły ustępujący prowincjał został wybrany gwardianem w Nagasaki. Sprawa misji w Japonii przyjęła bardzo pomyślny obrót. Był to dowód na opiekę Maryi nad Jej dziełem i najwierniejszym rycerzem.
Po otrzymaniu paszportów ojcowie pojechali do Rzymu i Asyżu, a następnie popłynęli do Japonii. Do Mugenzai no Sono dotarli w październiku.
Po przeprowadzeniu zaleconej przez kapitułę wizytacji kanonicznej nowy przełożony objął swoje obowiązki, a o. Maksymilian całkowicie zaangażował się w pracę misyjną i wychowanie misjonarzy, by byli dobrze przygotowani do pracy w Japonii.

Już wcześniej japońskie gazety pisały bardzo życzliwie o Ogrodzie Niepokalanej. Do misjonarzy napływały listy od Japończyków, z zainteresowaniem i troską pytających o ich życie czy też szukających drogi do Boga. „Ksiądz Kolbe”, jak pisali Japończycy, stał się prawdziwie misjonarzem Japończyków, z całą gorliwością troszczących się o nich. Ci odpłacali mu życzliwością i z sympatią odnosili się do wydawanego przez niego miesięcznika. Dzięki temu w grudniu 1933 r. możliwe stało się podniesienie nakładu „Rycerza” do 60 000, a wkrótce do 65 000. Wzrastała liczba osób zainteresowanych pismem, pomnażały się ofiary z terenu Japonii

W tym czasie o. Kornel powoli realizował plany rozbudowy Mugenzai no Sono: rozbudowywał klasztor i przygotowywał materiał na budynek internatu. Ubogi klasztor franciszkański wymagał nowej kaplicy – dzięki środkom z kasy prowincjalnej i kilku klasztorów franciszkańskich planowana kaplica przekształciła się w dość obszerny piękny kościół. Pod nim umieszczono dużą salę, w której odbywały się odczyty, zebrania i spotkania szkoły niedzielnej, do której uczęszczało ok. 40 dzieci.

Przy pracach budowlanych pomagali wszyscy franciszkanie i klerycy – zabraniano jedynie o. Maksymilianowi wysiłku fizycznego ze względu na jego stan zdrowia. Miał zresztą pracę wydawniczą i sporo korespondencji, której jedynie on mógł podołać. Kościół został poświęcony w 1934 r. w święto Wniebowzięcia Matki Bożej.

Następnym krokiem była budowa internatu, ale władze miejskie nie pozwoliły na ukończenie budowy, gdyż rzekomo brakowało pozwolenia. Rok upłynął nim dzieci mogły korzystać z budynku. Internat miał 19 kandydatów, a już w 1937 r. – 43.

W 1935 r. w Ogrodzie Niepokalanej było już czterech Japończyków i czterech Koreańczyków. We wrześniu otrzymało w Tokio święcenia kapłańskie dwóch franciszkanów, którzy przybyli tu jako klerycy z o. Maksymilianem. To był najpomyślniejszy okres w działalności misyjnej o. Maksymiliana, który ciągle uważał jednak, że za mało robi: „By Ona jak najprędzej każdą duszę jak najdoskonalej opanowała i w niej żyła, działała, miłowała Boże Serce i Bożą miłość, Boga – chodzi o bezgraniczne, coraz intensywniejsze potęgowanie miłości stworzenia ku Stwórcy”.
Jednym z powodów przynaglających o, Maksymiliana do pośpiechu była coraz szybciej rozwijająca się choroba. Nie pomagała troska przełożonego ani oszczędzanie sił. Mimo to o. Maksymilian ciągle pisał, także do Polski. Niejednokrotnie żartował ze swej choroby, ale i z żalem pisał: „Ja tu… wyjadam najlepsze kąski, wyleguję się, podczas gdy inni, zakasawszy rękawy, harują. I dużo byłoby mi lepiej stanąć do szeregu, ale muszę się zgadzać i w tym z wolą Niepokalanej”. Od wiosny 1935 r. do czasu swego wyjazdu w 1936 r. przeważnie leżał, wstając jedynie by odprawić Mszę św. i udać się na wspólne posiłki. Nawet wykłady z teologii (w których obok kleryków franciszkańskich uczestniczyli klerycy japońscy z seminarium diecezjalnego) prowadził z „łóżkowej katedry”.

O. Maksymilian wiele starań i troski poświęcił swemu pragnieniu, by cały zakon oddał się całkowicie Matce Bożej, by to poświęcenie odnawiano co roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia oraz by zakon w miarę możliwości propagował kult Niepokalanej. Swoim zwyczajem uczynił co mógł, a resztę pozostawił Bogu.

W roku 1936 o. Maksymilian i o. Kornel byli obowiązani pojechać na kolejną kapitułę. Wyjazd był także wskazany ze względu na stan zdrowia o. Maksymiliana. O. Kornel wyjechał wcześniej, przez Amerykę, by tam zapracować na spłacenie długów placówki, co udało się bardzo szybko zrealizować. Wcześniej do Nagasaki przyjechał o. Gracjan Kołodziejczyk z jednym bratem. Zastąpić miał, o czym nie wiedział, o. Maksymiliana, który był bardzo potrzebny w Niepokalanowie, by zapewnić jego prawidłowy rozwój i właściwe ukierunkowanie. Tym bardziej, że powoli stawał się miejscem coraz częściej odwiedzanym.

Św. Maksymilian wyjechał z Japonii 23 maja 1936 r., serdecznie żegnany przez wszystkich. Jak pisał jeden z tych, co pozostali: „A nam serca się ściskały, bo żegnaliśmy nie wiedząc na jak długo tego, który Niepokalanej nas oddał, i chociaż wola poddawała się kornie woli Bożej, jednak pewien smutek owładnął naszymi sercami... Pocieszaliśmy się jednak, że kiedyś w niebie już nie będzie rozłączenia”.

Podobnie myślał o. Maksymilian: „A może rzeczywiście widzę Was po raz ostatni na tej ziemi i coś się zakręciło w oczach. Ale to wszystko dla Niepokalanej. Zresztą w niebie dopiero będzie prawdziwy Niepokalanów”.

Oprac. Jolanta Fidura na podstawie O. Albert Wojtczak OFMConv: Ojciec Maksymilian Maria Kolbe wydanej przez Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów 2008 Zdjęcia: Archiwum Ojców Franciszkanów