|
Per Mariam Soli Deo |
|
|
30 rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia – Kard. Stefana Wyszyńskiego zrodziła potrzebę ponownego pochylenia się nad Jego życiem i posługą w Kościele, które były i są dla Narodu Polskiego darem znaczącym, i to bardzo.
Rysem charakterystycznym Jego duchowości była maryjność. Refleksja nad nią po raz kolejny zaprowadziła mnie do doświadczenia czegoś, co jest niemal marginesem w naszym pojmowaniu roli Maryi w życiu poszczególnych ludzi i całego Kościoła. Przynajmniej takie jest moje odczucie, a chyba nie tylko moje.
Maryja nie chce zatrzymać nas ani na sobie ani dla siebie. Ona jest drogą do Syna – Chrystusa, drogą do Boga.
„Per Mariam soli Deo” to biskupie zawołanie Wielkiego Prymasa. Przez Maryję do Boga, do samego Boga.
Ta prawda bardzo słabo jest obecna w przepowiadaniu Słowa Bożego we współczesnym Kościele. Ciągle kręcimy się wokół jakichś nadzwyczajności, a umyka nam prawda o tym, że Maryja doświadczyła normalnego, twardego życia. Wszak była człowiekiem i żyła wśród ludzi. Była...
... pięknym człowiekiem, bo bez grzechu pierworodnego poczęta, ale to nie uchroniło Jej od problemów, bólu i cierpienia.
Bł. Jan Paweł II nazywał Maryję Nauczycielką i Mistrzynią życia. Czego zatem może Ona nas nauczyć?
Modlitwy
Nie tyko w popularnym jej znaczeniu, czasem z nią (prawdziwą modlitwą) nie mającym nic wspólnego. Jej modlitwa była pełnią otwartości człowieczeństwa dla Boga, gotowości przyjęcia Jego woli. Była otwarta, dlatego wszedł do Niej Anioł – Boży Posłaniec. Wszedł bo „drzwi” były otwarte. Była gotowa, więc mógł Jej oznajmić wolę Boga – Jego odwieczne pragnienie posłania swego Syna dla zbawienia człowieka i świata.
Zgody
Ona nie musiała się zgodzić; była wolnym człowiekiem, jak ten pierwszy i każdy następny. Wiadomość była jak „grom z jasnego nieba”. Miała już jakoś poukładane życie osobiste, rodzinne, małżeńskie. Chyba jednak nie planowała teraz realizacji macierzyństwa, tym bardziej, że „nie znała jeszcze męża”. Wszystko działo się jakby poza normalnym porządkiem rzeczy, było wielkim zaskoczeniem. Dlatego zapytała: „jakże się to stanie…”. Gdzieś w głębi przyszło wyjaśnienie – głos Anioła, sumienia, tego najtajniejszego sanktuarium, gdzie człowiek spotyka się z Bogiem. I choć tego nie planowała w tym momencie, jednak przyjęła dar Życia. Za cenę zburzenia osobistych planów, radości z bycia blisko z Oblubieńcem, a może czegoś więcej.
Służby
Dowiedziawszy się od Anioła, że jej krewna Elżbieta też została obdarowana darem życia, co ze względu na wiek zrodziło potrzebę pomocy, Maryja natychmiast biegnie, by usłużyć brzemiennej. Taka postawa dziś zmniejszyłaby ilość zamordowanych dzieci nienarodzonych.
Maryja wraz z darem służby człowiekowi zaniosła też DAR ŻYCIA – BOŻEGO SYNA. Dlatego w wielu znakach obecności (obrazach) niesie Go do nas na rękach.
Zaufania
Godząc się na ofiarowanie Bożemu Synowi człowieczeństwa, Maryja musiała się zmierzyć z dramatem Jego Narodzenia). Miała prawo oczekiwać godnych warunków wydania na świat Zbawiciela, a otrzymała grotę wykutą w skale, twardy żłób, kłujące siano i słomę… Nasze stajenki to pałace wobec tamtej. Zaufała, że tak trzeba.
Żeby zrodzić życie nie potrzeba sali wyposażonej w komputerowe (najnowocześniejsze) narzędzia. Wystarczy miłość.
Ofiarowania
Maryja, nie zatrzymała swego skarbu dla siebie. Poniosła Go do świątyni, miejsca szczególnej obecności Boga. Jak każda ofiara, tak i ta była trudna. Była zapowiedzią miecza przenikającego Serce, to Niepokalane (Niepokalanej). Każdy dar próbuje się w ogniu, szczególnie taki jak TEN.
Człowiek nie jest własnością rodziców lecz Boga. Oddawanie go Bogu bywa bardzo bolesne.
Obrony życia
Kiedy wyciągnęły się ręce Heroda, by zabić ŻYCIE, ona mocno przytuliła swój Skarb i zbiegła do Egiptu, gdzie te ręce już nie sięgały. Trudna droga, trudna miłość.
Życie „zagroziło” śmierci czającej się w sercu Heroda, dlatego włożył w ręce żołnierzy miecz, by ścinali głowy małych dzieci, w nadziei, ze wśród nich będzie Ten Jedyny, który zagroził „karierze” władcy.
Dzisiaj władcy uzbrajają swoich żołnierzy w bardziej wyrafinowane narzędzia. Może uda się w małym, bezbronnym nienarodzonym zabić Tego Jedynego
Wychowawczej troski
Gdy 12-letni Syn się zgubił, najpierw szukała Go wśród ludzi, ale ostatecznie poszła tam, gdzie On czynił sprawy Ojca . Wiedziała, że skoro prowadziła Go do świątyni, a nie do pubu czy dyskoteki, znajdzie Go tam, gdzie wskazała Mu dogę.
Człowiek prowadzony do Boga, znajdzie dla siebie miejsce szczęścia. Czasem jest ono tam, gdzie czyni się sprawy Boga w sposób
szczególny.
Towarzyszenia
Maryja dyskretnie towarzyszyła swojemu Synowi nawet wtedy, gdy Jego Matką i braćmi byli już ci, którzy pełnili wolę Ojca, który jest w niebie. Zawędrowała też do Kany Galilejskiej, na wesele. To Ona pierwsza z ludzi zauważyła rodzący się dramat młodych – brak wina. To Ona wiedziała komu tę sprawę powierzyć – Synowi, który wszystkiemu może zaradzić. Nie zwątpiła nawet wtedy, gdy wydawało się, że On ignoruje Jej prośbę. To zaufanie zrodziło cud, sprawiło, że On zamienił wodę w wino.
Towarzyszyła nie tylko Synowi, ale człowiekowi. Tak Czyni zawsze.
Jednak bardziej niż na winie zależało Jej na tym, by ludzie czynili to co powie im Syn.
Wierności
Patrzyła jak mordują Jej Syna. Teraz On kona na Krzyżu, a Jej Serce przebije miecz boleści. Teraz w pełni dokonuje się powiedziane w Nazarecie FIAT.
Jej wierność sprawiła, że Syn uczynił Ją Matką człowieka, ludzi. Kto chce Ją zabrać do siebie, jak Jan, musi stanąć pod Krzyżem, gdzie umiera mistycznie Boży Syn w Tajemnicy Zbawienia.
Znów modlitwy
Kiedy świat został ogłuszony ALLELUJA, Ona poszła do Wieczernika, by trwać na modlitwie z braćmi Syna. Jej miejsce jest przede wszystkim wśród ludzi, szczególnie tych gromadzących się w Imię Jezusa Chrystusa. Szuka też tych, którzy Go zdradzili, jak Judasz, który w imię kariery, ideologii czy wygody, czasem też wyuzdanego użycia Go odrzucili.
Ks. Jan Siwiec SAC
|
|
|
|
Z tego kraju |
|
Brak innych artykułów |
|