Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 27 (2/2004) arrow W krainie czerwonej jarzębiny
W krainie czerwonej jarzębiny Drukuj Poleć znajomemu

Tak można nazwać zachodnią część Syberii, u stóp Uralu. Jej symbolem jest jarzębina, sławiona w pieśni. Mnie urzekł ogromny kontrast - czerwieni jej owoców i bieli śniegu (owoce zamarzają zanim zdążą opaść lub zbrązowieć i w pełnej krasie pozostają na drzewach przez całą zimę).

Skojarzyła mi się ta czerwona jarzębina z krwią, której tyle wsiąkło w syberyjską ziemię (jak maki na Monte Casino).
Do tej krainy, a konkretnie do Jekaterynburga, Siostry Pallotynki przybyły we wrześniu 1998 r. Zamieszkały na terenie parafii św. Anny, której proboszczem był (i jest) ks. Jerzy Paczuski, pochodzący z diecezji siedleckiej. To głównie dzięki jego staraniom powstał kościół, w którym pomagamy swoją pracą. Od jakiegoś czasu w parafii jest ks. wikary, pochodzący z rodziny niemieckich zesłańców (poprzedni, Polak, jest proboszczem w Tobolsku).

Choć upłynęło tak wiele lat to w historii Rosji (pomijając tę najnowszą) czas dzieli się na przed, w czasie i po rewolucji. I właśnie przed rewolucją w Jekaterynburgu był kościół, wybudowany przez polskich zesłańców w 1884 r., nazywany zresztą...

...kościołem polskim. Był to jeden z wielu pośród kościołów i cerkwi tego ogromnego miasta, które – oprócz jednej cerkwi - po rewolucji zniknęły z krajobrazu miasta. W polskim kościele był m.in. dworzec autobusowy, który potem zburzono, a w tym miejscu zrobiono rondo (skrzyżowanie). I chociaż dawano możliwość odbudowy kościołów w miejscach, gdzie znajdowały się kiedyś, tego terenu nie można było odzyskać. Odzyskano budynki należące przed wojną do polskiej szkoły - ksiądz mieszka tam, remontuje salki katechetyczne. Obok wybudowano od podstaw nowy kościół. Została zachowana dawna nazwa parafii – św. Anny. Należy do niej obecnie 300 osób i jest to podobno jedna z największych parafii w Rosji. Jest bardzo dynamiczna. Zaskakujące dla mnie, po doświadczeniach na Białorusi i Ukrainie, jest to, że parafianie to głównie ludzie w średnim wieku. Do starszych księża dojeżdżają, a że Jekaterynburg to półtoramilionowe miasto, a do parafii należy też kilkanaście miejscowości w okolicy, Komunia św. pierwszopiątkowa zaczyna się od środy. Część tych ludzi ma świadomość polskich korzeni, a innych doprowadził Pan Bóg. Niektórzy z nich mają chrzest w Kościele prawosławnym, a szukając odpowiedzi na nurtujące ich pytania trafili do nas.

W zakrystii kościoła pracuje s. Maria Ganakowska, jedna z 3 sióstr tamtejszej wspólnoty. Swoją posługę w zakrystii rozpoczynała w dniu zawarcia związku małżeńskiego przez parę, żyjącą ze sobą od 30 lat. Siostra zaskakuje ludzi swoją znajomością języka – ukończyła filologię rosyjską, co ogromnie ułatwia jej kontakt z ludźmi. Siostra jest też z zawodu pielęgniarką, więc zajmuje się chorymi, m.in. wyszukuje ludzi, którym jest potrzebna pomoc (niezależnie od wyznania).

Przełożoną wspólnoty sióstr jest s. Karolina Słomińska, zajmująca się przede wszystkim katechezą. Obecnie dzieci są podzielone na grupy wiekowe – są nawet dzieci 4- czy 5-letnie, które przyprowadzają rodzice. Prawie co roku jest przygotowywanych 13 – 15 osób w różnym wieku do I Komunii św. – katecheza pierwszokomunijna trwa 3 lata. Przygotowywane do sakramentów chrztu i bierzmowania są też osoby dorosłe. Bardzo przydają się też zdolności plastyczne s. Karoliny, m.in. z grupą uzdolnionych parafian robi figurki Jezusa, szopki czy wielkanocne baranki, których tu nigdzie nie było można kupić.

Trzecia z sióstr, s. Mirosława Włodarczyk, wraz z panią Katarzyną, uczy w polskiej szkole. Jest tam 9 klas 10 -15- osobowych (dzieci w wieku 10-12 lat, młodzież, osoby dorosłe). Od 2 lat siostra wykłada też język polski na 2 uniwersytetach w Jekaterynburgu. Jest to okazja do ciekawych kontaktów, możliwość zainteresowania, zwrócenia uwagi, że ktoś reprezentuje inną rzeczywistość, zwróconą nie do świata doczesnego. Ze strony studentów, w większości nieokreślonych religijnie, rodzi się wiele pytań; podobnie ze strony profesorów. Często ktoś, kto jest specjalistą w jakiejś wąskiej dziedzinie, okazuje się człowiekiem szukającym, a nie znającym nawet zupełnie podstawowych pojęć z zakresu wiary czy dotyczących Pana Boga.

Siostry organizują też „wakacje z Panem Bogiem” – jest to nowa tutaj forma. Ks. Anton, który brał udział w tych spotkaniach mówił, że nie myślał nigdy, iż takie dwutygodniowe wakacje mogą dać tak wiele. Kilka razy w roku siostrom udaje się odwiedzić dom dziecka, ale uzyskać zgodę na tę wizytę jest niezwykle trudno, bo nikomu tam nie wolno przychodzić. Jedna z pań z parafii pracuje tam i tylko dzięki niej udaje się czasem, za zgodą pani dyrektor, odwiedzić dzieci. Każdy gość dla nich to gość z nieba – to są takie „dworcowe” dzieci. W Rosji aborcja jest dość powszechna. Bywa, że matka urodzi dziecko z wadami rozwojowymi i zostawia je na dworcu. W tym domu są właśnie takie dzieci. Nikt się nimi nie interesuje, nikt do nich nie przychodzi.

Zaangażowanie sióstr nie ogranicza się tylko do parafii. Siostry, pojawiając się w różnych miejscach zwracają uwagę samą obecnością, że w mieście jest Kościół katolicki. Uczestniczą m.in. w „salonach literackich i muzycznych”, organizowanych przez Stowarzyszenie Polaków „POLAROS” i Szkołę Polską. Salony te są poświęcone polskim poetom czy muzykom. Organizuje się je w wynajętych salach w którymś z kilku muzeów Jekaterynburga, rozwieszane są plakaty w mieście. To także daje możliwość spotkania siostry zakonnej z ludźmi z różnych środowisk.

Siostry mieszkają w wieżowcu na 8 piętrze. Jeden z pokoi został przeznaczony na kaplicę. Jego okno, stanowiące jakby tło ołtarza, przyciąga wzrok nawet podczas modlitwy – widoczna jest panorama miasta. Wtedy uświadomiłam sobie, że tu właśnie Pan Jezus wzywa nas do modlitwy za to ogromne miasto. Kiedy usłyszałam słowa Ewangelii: Szczęśliwe są oczy, które widzą to, co wy widzicie, bo wielu królów i proroków pragnęło ujrzeć to, a nie ujrzeli, pragnęli usłyszeć, co wy słyszycie, a nie usłyszeli – pomyślałam, jakie to dla mnie i moich współsióstr wielkie szczęście, że możemy tu być.

Wszyscy, którzy pracują na Syberii mówią, że trzeba tam niesamowitej wprost cierpliwości – i trudno mówić o bardzo widocznych efektach. Prosimy więc o modlitwę.

S. Blanka Sławińska, pallotynka
Zdjęcia z archiwum s. Blanki