Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 27 (2/2004) arrow Czechy terenem misyjnym
Czechy terenem misyjnym Drukuj Poleć znajomemu

Do Czech trafiłem jako neoprezbiter w sierpniu 2002 r. Trochę nietypowo, bo przygotowywałem się do wyjazdu na Słowację i kiedy już wszystko było ustalone, zadzwonił przełożony i zapytał, czy nie pojechałbym do Czech, gdyż kardynał Vlk zaprasza pallotynów, byśmy objęli sanktuarium w Staré Boleslavi.

Bez przygotowania pojechałem razem z dwoma Współbraćmi ze Słowacji. Przez 2 miesiące mieliśmy się uczyć w Pradze języka czeskiego. Uczyła nas Polka, która wyszła za Czecha. Po tygodniu Praga została zalana - dom naszej nauczycielki również - i skończyła się nauka. Po 2 miesiącach każdy z nas poszedł do innej parafii – ja trafiłem na Świętą Górę, do jednego z największych czeskich sanktuariów, prowadzonego przez redemptorystów. Tam przez rok miałem okazję poznawać czeski Kościół, duszpasterstwo i język.
Jaki jest czeski Kościół katolicki? Zacznę od statystyki. W 1991 r., po upadku komunizmu, jako wierzący – nie tylko katolicy - w Czechach deklarowało się 42% mężczyzn i 47% kobiet. Kiedy w 2001 r. powtórzono spis było tylko 28% mężczyzn i 37 % kobiet. Pierwszy spis to była...

...demonstracja wolności, bo za komunizmu nie można było chodzić do kościoła. Przez krótki czas Kościół był utożsamiany jako ten, który walczył z komunizmem. Okazało się jednak, że ci, którzy byli w podziemnym Kościele, byli bardziej zainteresowani podziemiem niż Kościołem.

Ludzie, którzy są w Kościele to ludzie starsi – powoli wymierają. Kościół nie ma siły, by wyjść do młodzieży, gdyż brakuje księży. Rozpowszechnia się konsumizm i neopogaństwo.

W archidiecezji praskiej, w której pracuję, jest 76% osób niewierzących. W naszym dekanacie – 78%. Jest tu 58 kaplic i kościołów na 13 księży, dlatego na 28 parafii w naszym dekanacie - 19 jest nieobsadzonych. Na 378 parafii archidiecezji praskiej nie obsadzonych jest 239 (60%); na 125 księży, pracujących w duszpasterstwie, 43 jest z zagranicy (30 z Polski) Do kapłaństwa przygotowuje się 10 kleryków. Statystyki podają, że w latach 1939 – 49 w diec. praskiej wyświęcono 140 księży, a w latach 1949-1989 zaledwie117. W latach 50-, 60-tych każdy, kto chciał się zgłosić do seminarium musiał mieć pozwolenie urzędnika partyjnego.

W gmachu seminarium jako seminarium funkcjonuje tylko ostatnie piętro – tak mało jest kleryków. Reszta pomieszczeń jest wydzierżawiona na jakieś biura.

Średnia wieku czeskich księży wynosi ponad 70 lat (podobnie sióstr zakonnych). Neoprezbiterów jest mało. W sile wieku są prawie wyłącznie księża z zagranicy. Brak młodych, żeby pociągnąć młodzież i dzieci. Pokolenie rodziców, wychowane w okresie prześladowań, jest nieobecne w Kościele. Świadomość ludzi cechuje wielka ignorancja religijna, swoisty eklektyzm – wybierają to, co im odpowiada. Myślę, że robią to podświadomie, bo nie znają podstaw wiary, nie mają wiedzy religijnej.

W nowszej historii Czech Kościół katolicki nie był utożsamiany z umacnianiem państwowości. Najpierw był husytyzm, a potem reformacja. W wyniku reformacji w całych Czechach liczba katolików zmalała do 10%. Za panowania Habsburgów katolicyzm stał się religią państwową. Księża otrzymywali pensję od państwa. Innowierców wygnano lub zmuszano siłą do przejścia na katolicyzm, co spowodowało utożsamienie Kościoła z częścią aparatu okupacyjnego. Kiedy w 1920 r. Czesi odzyskali wolność odejście od katolicyzmu stało się swoistą demonstracją wolności. Wtedy też odrodził się kościół husycki, do którego przeszło sporo wiernych - liczył ok. półtora miliona wyznawców; obecnie jest ich ok.100 tys.

W sytuacji takiego uwarunkowania historycznego komunizm postawił tylko przysłowiową kropkę nad i – zrobił to, na co mu pozwolono. Prześladowano katolików, a szczególnie księży. Niektórzy wiele lat czekali, by móc się ujawnić i podjąć pracę w parafii. Jeden z księży, redemptorysta, tak opowiada o sobie: „Kiedy zostałem księdzem nikt o tym nie wiedział, nawet mama. Dowiedziała się dopiero na sali sądowej, jak skazali mnie na 2 lata wiezienia. Pracowałem z młodzieżą, co nie podobało się urzędnikom partyjnym, czuwającym nad naszym okręgiem – bez ich pozwolenia nie było wolno nigdzie wyjechać, przenieść się, pracować. Jak „za dobrze” ksiądz współpracował z młodzieżą – przenosili go do martwej parafii”.
Ks. Karel Otčenašek, obecnie emerytowany arcybiskup diecezji Hradec Kralove, został w 1950 r. tajnie wyświęcony na biskupa i mianowany administratorem apostolskim diecezji. Komuniści nie zgodzili się, by pełnił tę funkcję, a za tajne przyjęcie święceń biskupich, internowali go w obozie na 2 lata. Potem został przeniesiony do Pardubic i skazany na 13 lat więzienia. Po 9 latach, na mocy amnestii został zwolniony. Pozwolono mu pracować w mleczarni. Po 3 latach, dzięki interwencji papieża Jana XXIII, objął małą parafię na północy Czech, poza swoją diecezją. W 1968 r. przyjechał do Hradec Kralove, ale już w 1971 r. ponownie został przez władze państwowe usunięty. Powrócił jako biskup w 1989 r., po upadku komunizmu.

Kiedy w okresie odwilży po Praskiej Wiośnie 1968 r. Kościół trochę wychylił się z podziemia, komuniści wkrótce zdławili go znowu. Ludzie poczuli się zdradzeni i do teraz są nieufni, nie chcą się ujawniać, co utrudnia ewangelizację. Tym bardziej, że funkcjonuje negatywny stereotyp Kościoła. Świadczy o tym chociażby fakt, że katedra na Hradczanach nie jest własnością Kościoła, ale należy do państwa, gdyż ktoś stwierdził, że katedra jest własnością narodu, a nie Kościoła. Argumentowano, że jeśli katedra wróci do Kościoła, to Kościół odda ją Watykanowi.

Kościół stara się przez pracę charytatywną, przez wychodzenie do ludzi, przez akcje, które podejmuje, by prezentować naszą wiarę, pokazać prawdziwe oblicze katolicyzmu.

W mentalności Czechów Kościół katolicki jest albo instytucją, która przetrwała jakimś cudem, ale nie przyczynia się do tego, aby budować państwo, albo instytucją charytatywną, która może być pożyteczna, albo w ogóle nie musi istnieć. Kościół jest im obojętny. Nie orientują się czy też nie chcą nic wiedzieć o podstawowych pojęciach religijnych. Do tego stopnia, że kierowca taksówki poproszony o podwiezienie do seminarium zapytał: „a co to jest seminarium?”

Nie jest łatwo mówić do nich o Opatrzności Bożej i zaufaniu do Chrystusa. Nie można od razu wyjść od religii; trzeba długo ludzi przekonywać, oswajać ze sobą. Czuje się ogromny dystans z ich strony i trzeba zdobyć ich zaufanie, a dopiero wtedy mówić o sprawach religijnych A zaczynać trzeba od najprostszych spraw: komuś pomoc, porozmawiać o zwykłych sprawach. Trzeba czasem długo przygotowywać grunt, zanim rzuci się ziarno, bo inaczej, wśród tych eklektycznych, pomieszanych, niepełnych wyobrażeń o religii, to ziarno nie miałoby dobrych warunków do rozwoju.

Według mnie jest to teren prawdziwie misyjny.

Ks. Wojciech Zubkowicz SAC, Czechy
Zdjecia z archiwum autora