Strona główna arrow Korea Południowa arrow Słuchać Ewangelii sercem
Słuchać Ewangelii sercem Drukuj Poleć znajomemu
Minął właśnie miesiąc, od kiedy powróciłam do normalnego życia, ale tak naprawdę ciągle jeszcze śnię. Prawdopodobnie większość członków naszej grupy UPAL, która odbyła w tym roku pielgrzymkę dziękczynną za dwadzieścia lat pracy Księży Pallotynów w Korei do grobu Świętego Wincentego Pallottiego, czuje to samo.

W ubiegłym roku uczestniczyłam również w Pallotyńskim Forum Młodych w Rzymie. Był to czas końcowych egzaminów na uczelni, czas tworzenia pracy zaliczeniowej. W tym roku podobnie – nie miałam czasu na myślenie i planowanie wielu rzeczy. Jako że w czerwcu kończyłam studia, byłam fizycznie i psychicznie wykończona. Pomimo to próbowałam zebrać moje rozbiegane myśli, plany, marzenia, by scalić to wszystko w mojej głowie.
Teraz już wiem i jestem przekonana, że w tym wszystkim działało Boże Miłosierdzie. Nie było to poznawanie Boga drogą rozumową, ale jakże naturalnie spotkanie z Nim – odczuwanie Bożej obecności całą swoją osobą. Nie miałam innego wyboru, jak tylko powierzyć się bez reszty – oddać swoje wycieńczenie samemu Bogu i w ten sposób odpoczywać, pracować, uczyć się i spać przed Nim. Dla mnie nie było innej drogi, aby to wszystko ze sobą pogodzić.

Od momentu...
...mojego uczestnictwa w ubiegłym roku w Pallotyńskim Forum Młodych w Rzymie bardzo się zmieniłam. Oczywiście nie chodzi o zmiany z dnia na dzień – jak jakaś magiczna sztuczka. Ale zranienia, które mam w głębi serca zaczynają się goić. Nawet jeśli bardzo bolały, zaczęłam o nich pisać w intencjach, mówić Bogu o nich podczas modlitwy. Przedtem mówiłam o nich bardzo ogólnikowo, ale od czasu uczestnictwa w Grupie UPAL – Pallotyńskiej Grupie Młodzieżowej w Korei, zaczęłam mówić o tym Bogu w taki sposób jak rozmawiam z rodzicami czy bardzo bliskimi przyjaciółmi. I od tego czasu wszelkie rany z dzieciństwa zaczęły się goić, a relacje w rodzinie zaczęły być prawdziwsze i głębsze.

Od tego czasu zaczęłam słuchać Ewangelii i kazań nie tyle uszami co sercem. Przemiany te wlały we mnie również odwagę do dawania świadectwa. Pierwszy raz, od momentu gdy przyjęłam chrzest jako dziecko, przeżyłam tak głęboko czas Wielkiego Postu, że mogłam się cieszyć świętami Zmartwychwstania. W końcu doświadczyłam radości z mówienia prawdy – z bycia szczerą i otwartą. Zaczęłam akceptować ludzi takimi jakimi są, normalnie podchodzić do tych, którzy – po ludzku rzecz biorąc – zadali mi rany. Zaczęłam odpoczywać w Bogu
Zauważam o wiele więcej zmian w sobie, ale nie potrafię się jeszcze wszystkimi podzielić.

Tak jak w ubiegłym roku, również podczas tej pielgrzymki do Polski i Wiecznego Miasta – byliśmy dziećmi. Nie tylko podczas pielgrzymki, ale również podczas naszych Spotkań UPAL, staliśmy się dziećmi, pomimo że nasz wiek wskazuje, że jesteśmy młodzieżą (starszą). Uważam, że jest to naprawdę ważne na początku opowiadania o tegorocznych przeżyciach.
Śmialiśmy się głośno, kiedy byliśmy szczęśliwi i radośni. Krzyczeliśmy głośno podczas drogi: „Proszę Księdza! Jesteśmy głodni!”. Radośnie klaskaliśmy i śpiewaliśmy piosenki, gdy tylko mieliśmy na to ochotę czy gdy dziękowaliśmy komuś za gościnę. Rozmawialiśmy głośno w busie podczas drogi, jak również, składając ręce, wspólnie głośno modliliśmy się w każdym miejscu – w muzeum i w barze mlecznym, dając świadectwo wiary.

Kiedy czytacie ten tekst możecie myśleć: co to była za pielgrzymka? Tak jak powiedziałam – pielgrzymka dzieci, które nazywają swojego księdza „ojcem”.

Odczytuję to jako proces stopniowego powracania do Boga. Myślę, że zaczynamy robić rzeczy, które tak naprawdę powinniśmy robić od dawna. Powinnam wiarę wyznawać z radością, być radosna i uleczona od samego dzieciństwa z ran wtedy zadanych. Większość uczestników Pallotyńskiego Forum Młodych była o 5-10 lat młodsza niż my – uczestnicy z Korei. Ale patrząc na tych nastolatków (16-24), zaczęłam myśleć o mojej przeszłości – jak wiele możliwości poznawania Boga zaprzepaszczamy, gdy jesteśmy w koreańskiej rzeczywistości – nauki w szkole od rana do późnych godzin nocnych.

Opowiem Wam jeszcze jedno wydarzenie, które wiąże się z byciem dzieckiem. Podczas naszej pielgrzymki, nigdy nie chciałam robić problemów naszemu księdzu. Chciałam się zawsze dobrze zachowywać i być dobra. Pewnego dnia stłukłam kubek, gdy nocowaliśmy w domu kolegi księdza ze studiów. Ja, która zwykle byłam spokojna, „serce miałam na dłoni”, musiałam wziąć odpowiedzialność na siebie. Bałam się być zrugana przez księdza. Kiedy powiedziałam księdzu o tym fakcie, on na to: „Nie ma sprawy, tutaj jest więcej kubków”.

Wydaje mi się, że ten przykład może w równym stopniu opowiadać o Panu Bogu. Gdy zaczynamy się męczyć w przestrzeganiu przykazań wiary, kiedy chcemy żyć w spokoju, gdy mamy małe grzechy, zamykamy nasze serca na Boga i uciekamy od Niego. Ale wtedy, kiedy zaczynamy mówić do Niego – On nie czeka na nasze wyjaśnienia, lecz mówi pierwszy: „Nie ma sprawy” i przebacza nam. Czuję wielką ulgę z tego powodu, że Bóg może mi przebaczyć moje grzechy.

Na początku, kiedy przychodziliśmy do pallotyńskiego domu w Bundang zachwycaliśmy się „ludzkim podejściem” polskich księży do nas. Teraz zaczynam czuć, że to nie księża, ale Bóg stopniowo nas pociesza, a my zaczynamy z Nim rozmawiać, jak się rozmawia z najbliższym Przyjacielem.
Jestem szczęśliwa, wiedząc, że mogę być przed samym Bogiem i rozmawiać z Nim jak dziecko. Już nie mogę się doczekać kolejnej rozmowy…

Min Jung Kang Angela
 
SMS misje