Strona główna arrow Białoruś arrow Zdać się na opatrzność Bożą
Zdać się na opatrzność Bożą Drukuj Poleć znajomemu
Tołoczyn jest miastem powiatowym, liczącym ok. 12 tys. mieszkańców. Większość to Białorusini i Rosjanie. Polaków jest niewielu i bynajmniej nie mówią po polsku, ale raczej lokalną gwarą, która jest mieszanką języka białoruskiego i rosyjskiego.
Jak powiedziała pewna pani: „Miasto powiatowe, a 2 czy 3 osoby potrafią mówić po białorusku”. Msza św. jest sprawowana w języku białoruskim, a kazania głoszone po białorusku lub po rosyjsku – zależnie od woli mówiącego.

Pracuję tam od roku, bo wyniknęła taka potrzeba. Otrzymałem pozwolenie na pobyt i pracę. Czuję się jeszcze trochę pod obserwacją. Ludzie potrzebują czasu, by się przyzwyczaić, zaufać i otworzyć się, by móc mówić o pewnych sprawach.

Kościół w Tołoczynie ma ponad 200 lat. Wcześniej był tam jakiś magazyn. Bodaj w 1983 r. chciano go wysadzić, ale zrezygnowano, bo zbyt blisko są budynki mieszkalne.

Kościół został wyczyszczony i pomalowany. Jest nieogrzewany – bardzo zimny i wilgotny. W niewielkich pomieszczeniach przy kościele nie da się zimą prowadzić żadnych spotkań. Pozostaje wiosna, lato i część jesieni.
Między innymi dlatego budujemy plebanię. Chcemy zrobić w niej kaplicę, żeby zimą...
... w dni powszednie ludzie mogli się tu modlić. No i my mielibyśmy wtedy miejsce do mieszkania.
Obecnie mieszkamy w wynajętych pokoikach: ja u pewnej wspaniałej rodziny, a ks. Piotr u babuszki.

Budowa plebanii jest już zaawansowana – są ściany, przykryte dachem. Wstawione okna. Chcemy do końca 2010 roku zamknąć budynek w stanie surowym, a w miarę możliwości robić w zimie coś wewnątrz i wykańczać na wiosnę. Mamy nadzieję, że na następny rok zamieszkamy u siebie.

Parafia jest bardzo mała – katolików jest w całym mieście ok. 200. Ludziom nie żyje się tu łatwo i niewielkim pocieszeniem jest, że kryzys ekonomiczny jest na całym świecie. Tu jeszcze są kołchozy i wielu ludzi w nich pracuje.

Młode pokolenie już tego nie chce. Młodzież wyjeżdża na studia. Ma aspiracje, chce mieszkać w miastach wojewódzkich, gdzie ma większe perspektywy pracy.
Jak większość ludzi, młodzi chcą mieć dobre zarobki, rozwijać się intelektualnie i duchowo. Małe miejscowości i kołchozy nie dają takiej możliwości. W dużych miastach mają też ludzie możliwość korzystania z rozrywek kulturalnych, jak teatr czy kino, czy chociażby spotkań i dyskusji w kawiarniach. A u nas nawet kawiarni nie ma.

Zmienia się mentalność ludzi, którzy dzięki różnym możliwościom komunikowania otworzyli się na świat. Ludzie widzą, że można żyć inaczej, że trzeba inaczej budować swoje życie. Jak w każdym kraju dążą do tego, by było im lepiej. I trudno się dziwić.

A jak młodzi ludzie wyjeżdżają i nie wracają, to skąd mają być dzieci? Nie mamy chrztów. Nie ma też ślubów w młodym pokoleniu. W wieku do 3 lat mamy w parafii jedno dziecko, do siedmiu – może pięcioro. Jak będzie dalej?
Pan Bóg wie, co robi. W Jego Opatrzności pokładamy nadzieję.

Migracje ludzi były zawsze. Powstawały grody tętniące życiem, po wiekach upadały. Powstawały inne. Jeżeli wszyscy będą się przenosić i my będziemy przenosić się za ludźmi, bo naszą rolą jest być z ludźmi.

Kościół na tych terenach otrzymał możliwość w miarę swobodnego działania 15 czy 20 lat temu. Wiara jest jeszcze słaba, ludzie nie znają wielu rzeczy, ale przepiękne jest to, że nie wstydzą się i mówią wprost: nie wiemy, nie znamy, proszę nas uczyć.
Wydawałoby się, że średnie pokolenie mogłoby nie przychodzić, bo najbardziej było zniszczone moralnie. A tu wszystko przetrwało w rodzinach.

Tam, gdzie rodzina pielęgnowała wartości katolickie, gdzie rodzice chodzili do kościoła, jeżdżąc nawet gdzieś daleko, gdzie się modlili i uczyli dzieci prawd wiary i norm moralnych – to owocuje. Tam gdzie zaniedbano – owoc jest słaby i trzeba teraz nad tym pracować, żeby owoc był większy i doskonalszy.
Tu trzeba patrzeć na katolików trochę z innej perspektywy – są mniejszością, bo tu jest prawosławie. Trzeba tak pracować, by odzyskać tych, co pochodzą z rodzin katolickich, i by ci, co całkiem zagubili wiarę, sami zechcieli przyjść.

W parafii w każdy piątek mamy adorację. O godz. 6.00 rano jest Msza Święta, a po niej wystawienie Najświętszego Sakramentu do godz. 20.00, a w pierwsze piątki do 21.00. Mamy kółko różańcowe. Prowadzimy katechezy dla dzieci, dla młodzieży, dla studentów, którzy przyjeżdżają do domu. Myślę o wprowadzeniu katechezy dla dorosłych, bo widzę, że potrzeba wyjaśniać podstawowe prawdy wiary.
Dojeżdżamy do dwóch punktów katechetycznych w wioskach. Tam są ludzie w wieku emerytalnym – trzeba, by mieli możliwość udziału we Mszy św., wyspowiadania się i przyjęcia Pana Jezusa.

Patrząc z perspektywy 20 lat posługi pallotynów (moich 16) na Białorusi, jest za co Panu Bogu dziękować.
Przede wszystkim za to, że wiara, Kościół trwa i rozwija się. Że powstają większe możliwości realizowania wiary w życiu osobistym. Że jest sporo powołań do kapłaństwa i życia zakonnego.
Rozwija się świadomość ludzi. Dostrzega się, że zmiana idzie ku lepszemu.

Proszę Czytelników o modlitwę, bo to jest największy skarb i największa pomoc, jaka jest potrzebna, żeby móc głosić Ewangelię Chrytusową, prawdę, która jest w nauce Chrystusa. O miłości miłosiernej, żeby ją przekazywać, żeby u ludzi otwierały się serca na przyjęcie Boga. I by mogli być szczęśliwymi.
Dlatego proszę tylko o modlitwę.Doświadczam jej owoców na tych terenach.

Ks. Wacław Sutkowski SAC
 
SMS misje