El dorado Drukuj Poleć znajomemu
Zawsze, gdy przechodzę obok katedry w Manaus, gdzie krzyżują się wszelkie trakty tego miasta, zaskakuje mnie pewien człowiek, który pojawia się znikąd i przyciszonym głosem, niczym cinkciarze ze starych dobrych, lat, informuje: „compra ouro”, co znaczyłoby, że skupuje złoto. Jakie złoto? Wyglądam na takiego, co w kieszeni nosi grudki złota?

Może tak, może nie. Niemniej złoto nieustannie powraca, przynajmniej w tym tajemniczym zawołaniu. Może chodzi o to złoto, które cały czas jest znajdowane w głębokiej Amazonii, wydobywane w kilku legalnych i licznych nielegalnych kopalniach. Metal, który łudzi, rodzi tragedie, dla którego się zabija i niszczy. Wszystko to po dzień dzisiejszy, w cywilizowanym świecie.

Podobno są Indianie, którzy posiadają złoto, bo najzwyczajniej znaleźli je w lesie. Znany jest przypadek takiej jednej kopalni w Roraimie, która powstała w miejscu, gdzie znaleziono samorodek wielkości sporego kamienia. Jakiś człowiek szedł sobie przez las i nagle się potknął i przewrócił. Okazało się, że przyczyną upadku nie był kamień, ale bryła złota. Oczywiście zaraz w to miejsce przybyło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a wraz z nimi całe zło tego świata. Złoto się skończyło, pozostało natomiast po tym złotym szaleństwie puste miasto, gigantyczny cmentarz z grobami ofiar złota i spore jezioro, które powstało w dziurze, z której wybrano ziemię.

Indianie często nie znają wartości złota. Bywa, że za grudkę kupują coś, co kosztuje kilka reałów. Najchętniej kupują...
... za nie alkohol, który na ich terenach osiąga ceny horrendalne, bo jego sprzedaż Indianom jest surowo zabroniona. Wiemy bardzo dobrze, co alkohol może zrobić z każdym człowiekiem. Z Indianami jest jeszcze gorzej. Jak raz spróbują alkoholu, już nigdy się od niego nie uwalniają i aby go zdobyć, zrobią dosłownie wszystko. Nie ma co się dziwić, że takie grudki złota, w najróżniejszy sposób wędrują po dżungli i trafiają do miasta. A tu chętnie je się kupuje.

W taki właśnie sposób złoto, którego pożądali wszyscy kolonizatorzy, a zwłaszcza Hiszpanie, ciągle jest jakoś obecne. Nawet rzeka Amazonka została odkryta przez przypadek, przynajmniej tak to sobie wyobrażam, bo tak naprawdę poszukiwano krainy pełnej złota.

Historia związana z tą krainą jest arcyciekawa. Ograniczę się tutaj tylko do pewnych faktów, aby nie rozbudzać zanadto czyjejś ciekawości i nie rozminąć się z prawdą. Podobno kraina ta miała się nazywać Manoa. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest to nazwa plemienia indiańskiego, dziś już chyba zupełnie wymarłego, które niegdyś żyło w tych okolicach i dało początek nazwie Manaus.

Oczywiście nie chcę niczego sugerować, tym bardziej, że owo Manoa próbowano odnajdywać nie tylko w Brazylii, ale także w Peru, Kolumbii, Wenezueli, Ekwadorze i Gujanach. Wszędzie poszukiwano miasta o złotych bramach.
Centrum tej krainy, miasto Manoa, miało być skarbcem świata i posiadać wszelkie kosztowności. Pałace, których ściany zbudowane były ze złota i srebra, ulice wysadzane drogimi kamieniami, wszystko w tym mieście było arcybogate.
Władcą krainy był pewien człowiek, którego nazywano El Dorado, czyli „Pozłocony”. Jego ciało było pokryte przez złoty pył. Miał ponoć obyczaj brania codziennej kąpieli w jeziorze, gdzie ten złoty pył z jego ciała był zmywany i osiadał na dnie jeziora. Na dodatek codziennie przynosił ze sobą jakieś złote grudki, drogie kamiennie, jednym słowem wszelkie kosztowności, i wrzucał to do wody. Oczywiście było to Złote Jezioro.

Chyba wszyscy kolonizatorzy europejscy zauroczeni zostali tą legendą. Chociaż oficjalnie się temu przeczy, to podejmowano liczne ekspedycje w celu odnalezienie tej złotej krainy. Najwytrwalszymi byli Hiszpanie. Jednak wszyscy dali się zwieść swym materialnym żądzom. Portugalczycy, którzy cierpliwie przeszukiwali lasy tropikalne, nazywali Brazylię krainą brylantów. Swoje karty w tej awanturniczej historii zapisali także Francuzi, Anglicy i Holendrzy. Gdyby nie pożądanie tego mitycznego bogactwa, być może terytoria Gujan byłyby skolonizowane dużo później.

Niemniej, mimo wielkich wysiłków, stuleci poszukiwań i badań, morza śmierci i cierpienia, El Dorado i Manoa pozostają nieodnalezione.

Wydaje się, że złoto Amazonii jest jednak zielone i wartość tego przyrodniczego bogactwa jest niewymierna.

Ks. Grzegorz Paderewski
Zdjęcia: ks. Artur Karbowy SAC