Drodzy Państwo! Dziś jedna z sióstr z naszej wspólnoty leci do Polski na urlop i zabierze mój list.
Kamerun bardzo różni się od Rwandy. Klimat jest tu ciężki, dużo wilgoci i tropikalnego gorąca. Jest też zupełnie inne odżywianie: dużo liści z różnych drzew i krzewów z buszu, maniok, mango, banany-plante, różnego rodzaju owady, gady, dzika zwierzyna i praktycznie wszystko, co się rusza, poza gąsienicami o tysiącu łap, bo może są za twarde.
Ludzie też są inni niż ci z Rwandy – bardziej spontaniczni i otwarci. Porozumiewamy się w języku francuskim, którego używamy także w kaplicy, pracy itp. Tutaj istnieje ponad 240 języków i dlatego niemożliwe jest, by się ich nauczyć. W liturgii, w zależności od części kraju, używany jest angielski lub francuski i tubylczy, bo trzy języki tubylcze są zaakceptowane do liturgii. W mojej miejscowości, Nkol-Avolo, w niedzielę i święta Mszę św. i nabożeństwa odprawia się w języku francuskim, ewondo i łacinie.
Jest tu jeszcze dużo pogaństwa i licznych religii protestanckich, sekt, islamizmu, ale też dużo katolików. Dużym problemem jest brak księży. Nieraz całymi tygodniami nie mamy Mszy św. w dzień powszedni – jest tylko w niedzielę.
Od stolicy, Yaounde, dzieli nas ok. 80 km – jest to najbliższe miasto. W porze mokrej (deszczowej) nigdzie się nie wybieramy, bo na wąskiej, śliskiej i błotnistej drodze często można spotkać przykre niespodzianki. Mieszkamy w głębokim buszu i tu pracujemy. ...
... Jedna siostra zajmuje się ośrodkiem zdrowia – cały kompleks z porodówką i leczeniem szpitalnym. Druga prowadzi „Adopcję Serca”. Trzecia – szkołę szycia dla dziewcząt młodocianych matek (dziewczyna osiąga dojrzałość i niemal od razu zachodzi w ciążę). Ja natomiast pracuję w szkole, gdzie prowadzę katechezę, przygotowanie do sakramentów oraz zajmuję się innymi pracami duszpasterskimi.
Ciągle przychodzą do nas ludzie z wyciągniętą ręką. W każdej dziedzinie i na każdym miejscu potrzeba ludziom pomocy. Wyszukujemy dla nich pracę, by chociaż cokolwiek zarobili, ale nie sposób pomóc wszystkim. Potrzebują pieniędzy na opłatę za szkoły, leczenie (jest bardzo dużo różnych chorób roznoszonych przez insekty, których w buszu jest mnóstwo), na ubrania, wyżywienie, blachy na swoje lepianki i wiele, wiele innych rzeczy.
I o czym tu pisać? Nie ma mleka, bo w tropiku ciężko żyć krowom. Nie chciałam pisać o problemach, ale samo tak wychodzi, więc kończę.
Bardzo serdecznie Państwa pozdrawiam i życzę wielu łask Bożych. Proszę o modlitwę.
S. Rafała Raś SAC, Kamerun |