R. – Ksiądz pochodzi z Brazylii, kraju, gdzie pracuje spora grupa polskich pallotynów. Wiem, że po święceniach pracował Ksiądz w Amazonii. Proszę o tym opowiedzieć.
K. – Jestem Sekretarzem Generalnym ds. Misji w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego od 7 lat. Wcześniej byłem Sekretarzem ds. Misji w mojej prowincji – Santa Maria w Brazylii. Pracowałem w Radzie Generalnej ds. Misji, a później zostałem mianowany Sekretarzem Generalnym.Przedtem miałem możliwość przeżyć doświadczenie misyjne, bo pracowałem jako misjonarz w Amazonii w Brazylii. To było bardzo ważne i dobre dla mnie doświadczenie.
Pracowałem na przedmieściach Manaus. Poznałem ks. Maślankę. Czasem wyjeżdżałem też na wielką rzekę, by potem innymi rzekami docierać do placówek misyjnych. Współpraca z polskimi pallotynami układa się doskonale. Nasze dni skupienia, dni odnowy duchowej przeżywaliśmy zawsze razem.To jest wspólna misja pallotyńska – formacja świeckich, formacja kapłanów.
Moim pragnieniem jako pallotyna jest, aby stworzyć misję, w której dokonywać się będzie współpraca pallotynów z różnych jednostek na danym terenie. Taka jest potrzeba. Aby otworzyć taką misję, chociażby na przedmieściach Nowego Jorku, w której są Hiszpanie, Portugalczycy, Polacy, Włosi, Amerykanie... – ludzie różnych języków. Na razie nie ma takich możliwości.
Potrzeba wspólnot międzynarodowych rodzi się też z potrzeb świata, który się globalizuje, a także pokazania, że można żyć w kontekście wielokulturowym, że jest to szansa na jeszcze bogatszą pracę.
R. – Pełniąc funkcję Sekretarza ds. Misji w Generalacie Pallotyńskim odwiedza Ksiądz placówki misyjne...
...pallotynów w krajach misyjnych. Jakie kraje Ksiądz wizytował?
K. – W naszym Stowarzyszeniu mamy około 20 prowincji i regii, około 450 księży i braci, którzy pracują jako misjonarze. Także Siostry Pallotynki pracują w wielu placówkach misyjnych.
Z racji pełnionych funkcji odwiedziłem wiele krajów, w których posługują pallotyni: północno-wschodnią Brazylię, Urugwaj, Argentynę, Boliwię, Kolumbię, Wenezuelę, 3 prowincje w Indiach: Nagpur, Bangalore i Rajpur (w Indiach jest około 300 księży i braci), Australię, PNG, Mozambik, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun, Amerykę.
W tym roku planowane jest odwiedzenie Nigerii i Barbados. Obecnie Kamerun i Nigeria tworzą jedną regię.
R. – Wiem, że trudno poznać dokładnie zakres działalności danej misji przez krótki czas, ale proszę powiedzieć, które miejsca, sytuacje najbardziej zapisały się w pamięci Księdza?
K. – Wszystkie miejsca, które odwiedziłem dotknęły mnie pod jakimś względem. Ze względu na moje własne doświadczenia, najbardziej interesuje mnie życie misjonarzy. Widzę, jak ci, którzy są powołani do posługi misyjnej kochają ludzi, jak poświęcają się dla nich. Szczególnie mnie to poruszyło w północnych Indiach, w rejonie Rajpur.
Tu misjonarze prowadzą wiele szkół. Istnieją przy nich internaty, w których mieszkają chłopcy i dziewczynki – często 200, 300, 400 dzieci. Mają też szkoły, w których uczy się 5-6 tys. dzieci.
Dzieci, które mieszkają w internatach są różnych wyznań, m.in. buddyści, hinduiści; katolicy stanowią jedynie niewielki procent.
Misjonarze nie są posłani tylko do pewnej grupy ludzi, ale do wszystkich, do innych wyznań także. Nie ograniczają się tylko do chrześcijan, których jest 10 czy 15 %, ale służą wszystkim ludziom, którzy do nich przychodzą. To jest chrześcijaństwo, które przez świadectwo, a nie tylko przez nauczanie, prowadzi do wiary.
Jeżeli któreś z tych dzieci, ktoś z tych ludzi nawraca się na chrześcijaństwo, to dlatego, że zobaczyli przykład życia misjonarzy, od których doświadczyli dobra, którzy dzielą się z nimi jedzeniem i innymi dobrami, dzielą się tym, co posiadają.
Nie sposób przytoczyć wszystkich przykładów, ale to co mnie jakoś szczególnie dotknęło, to rok 1998, kiedy z ramienia prowincji pojechałem do Mozambiku, żeby tam otworzyć nową misję. Tuż po 16-letniej wojnie cywilnej, która się tam toczyła. Poruszyło mnie ogromne ubóstwo, które tam zobaczyłem. Po latach wojny nie było nic do jedzenia. Nie było upraw, nie było zwierząt, nawet psów, kotów, żadnych ptaków – nic. Zjedli wszystko, co było jadalne.
Przez te wszystkie lata musieli się przemieszczać. Nie mieli stałych miejsc, więc nie mogli uprawiać ziemi. Zresztą ziemia była zaminowana. I to stanowiło podstawową trudność.
Bardzo się wszystko zmienia. Oczyszczono pola minowe, zaczęto uprawiać ziemię, pojawiły się zwierzęta. Sytuacja wraca do normalności. W czasie tej wojny księża zostali wyrzuceni z kraju. Wiara przetrwała dzięki świeckim katechistom. Oni gromadzili ludzi.
R. – Misje są najczęściej postrzegane przez ludzi według schematu utrwalonego w początkach działalności misyjnej Kościoła katolickiego. Proszę powiedzieć, czego kraje uważane tradycyjnie za misyjne oczekują od misjonarzy współczesnych, jaka jest rola misjonarzy w XXI wieku chrześcijaństwa?
K. – Według moich doświadczeń ludzie oczekują od misjonarzy, by byli oni ludźmi żyjącymi wśród nich. Żeby byli jednymi z nich i z tej pozycji głosili słowo Boże. To jest fundamentalna, podstawowa sprawa. Być świadkiem i głosić słowo Boże – wtedy słowo to jest żywe. Oczywiście nie chodzi o to, by ksiądz mieszkał w takim domu jak Afrykańczyk. Ksiądz ma prawo mieć swój samochód (który i ak jest narzędziem pracy), swoje mieszkanie – nawet po to, żeby pokazać ludziom, że można wyjść z ubóstwa, że można poprawić poziom życia. Ważna jest postawa, że ja się nie wynoszę, że w moich zachowaniach, postawach i w sercu ja jestem z tymi ludźmi.
Ludzie chcą być kochani, akceptowani, czuć, że nie są intruzami, że są chciani przez nas. Bardzo szybko wyczuwają, czy są kochani przez misjonarza, czy też jest on z nimi z obowiązku, bo go tu przysłano i musi swoją pracę wykonać. Jest bardzo ważne, aby misjonarz poznał dobrze język i kulturę tych, wśród których pracuje. Powinien być otwarty na kontekst kulturowy, w którym się znajduje, na to, co już jest w kulturze miejscowej, ale także na innych misjonarzy, którzy na tych terenach ewangelizują. Także otwarty na misjonarzy innych wyznań.
Ważna jest inkulturacja, ważne jest, żeby dostrzegać wartości, które tkwią w danej kulturze, żeby nie robić z siebie bohatera, który przynosi Ewangelię w całkiem nowy kontekst, ale żeby odnajdywać to, co w danej kulturze można odnieść do Ewangelii.
Oczywiście trzeba czytać, studiować Pismo św., głosić katechezy. Trzeba nie tyle czynić misje, ile być misjonarzem.
Ważne jest także, by zmienił się sposób myślenia o misjach. Kiedyś mówiąc o misjach, myślało się o dalekich kontynentach, a dzisiaj myśli się o konkretnej sytuacji misyjnej, do której trzeba się udać. Teraz można mówić o przestrzeni misyjnej, bo np. peryferia wielkich miast to często miejsca, gdzie się nie zakorzeniła Ewangelia. Świat mediów to też jest rzeczywistość, która wymaga ewangelizacji. Bogaci ludzie też często żyją, jakby ich nie dotknęła Ewangelia.
Te miejsca, gdzie trzeba pójść z ewangelizacją, to też wyzwanie dla naszego Stowarzyszenia, żeby pójść i je wyszukiwać. To niekoniecznie muszą być dalekie kontynenty, ale wszędzie trzeba szukać przestrzeni, gdzie Ewangelia powinna być głoszona. Potrzeba, by misjonarze zabiegali o to, by tworzyć wspólnotę lokalną, by dać możliwość do działania świeckich, żeby nie było tak, że wchodzimy w rolę świeckich, ale, żebyśmy pozwalali im spełniać ich rolę w Kościele.
R. – Wizytował Ksiądz misję pallotyńską w Papui Nowej Gwinei. Misja ta w 2010 r. obchodzi jubileusz 20-lecia działalności. Proszę więc o kilka słów na temat PNG i pracy misjonarzy.
K. – PNG to prawdziwy teren misyjny i mogłem doświadczyć, że misjonarze naprawdę kochają tych ludzi. Obrali chyba właściwy kierunek działania. Tam są wielkie przestrzenie do pokonania, ale oni nie unikają pracy – angażują się bardzo i docierają do tych miejsc, by być z ludźmi.
To także wyzwanie dla Stowarzyszenia, Prowincji, by szerzej podjąć tę misję. Do tej pory funkcjonuje ona na zasadzie współpracy z diecezją. Może by trzeba podjąć współpracę z Australią i zdecydować się na szersze działania. Trzeba zdecydować co dalej, przede wszystkim ze względu na pracujących tam misjonarzy.
R. – Czy Ksiądz zechciałby powiedzieć Czytelnikom „Horyzontów Misyjnych” o pomocy misjom?
K. – Chciałbym powiedzieć Czytelnikom, że każdy może pomóc misjom i każda pomoc jest jednakowo cenna. Że ważni są nie tylko ofiarodawcy, którzy dają wielkie sumy. W działalność misyjną włączyć się może każdy, na miarę swoich możliwości. Cenna jest najprostsza modlitwa, ofiarowane cierpienie, najdrobniejsze wsparcie duchowe i materialne.
Niech Pan Bóg błogosławi misjonarzom. Polacy są dobrymi misjonarzami.
Cieszę się, że poprzez tę rozmowę mogę przyczynić się do tego, by jak najwięcej osób poznawało misje, które jako pallotyni prowadzimy.
R. – Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: archiwum |