Strona główna arrow Inne kraje arrow Drugie rekolekcje ministrantów z Tenango
Drugie rekolekcje ministrantów z Tenango Drukuj Poleć znajomemu
To już drugie rekolekcje ministrantów w naszej krótkiej, bo niespelna dwuletniej historii grupy ministranckiej z Tenango del Aire. Małymi krokami ministranci wpisują się zarówno w codzienność naszej parafii i sanktuarium Jezusa Milosiernego, jak i w świadomość naszego małego pueblo.

Ważne, że są i chcą dać z siebie to, co mają najpiękniejszego – dar swoich młodych serc, pełnych chęci i zapału do współtworzenia Kościoła wTenango.

Na nasze rekolekcje wyjechaliśmy 21 maja do centrum rekolekcyjnego w Delicias. A więc w to samo miejsce co przed rokiem. Grupa liczyła siedemnaścioro dzieci - ministrantów i ministrantek oraz kilka mam (również moja) do pomocy w kuchni i opieki nad dzieciakami. Tak, tak - moja Mama z nami się wybrala, ale niekoniecznie do opieki nade mną - od 15 maja przebywa w Tenango i poznaje moje życie na misyjnym szlaku i życie tutejszych ludzi.

Tematem przewodnim naszych rekolekcji było zawolanie “Bądźmy razem dla Kościoła” . Nieprzypadkowo ten temat wybrałem. Nasza grupa obecnie liczy 24 ministrantów i ministrantek. Wielu młodych ludzi przewinęło się przez nią – niestety, nie wszyscy zostali i trwają, choć w zasadzie jest oczywiste, że nie wszyscy...


... się nadadzą i będą chcieli przyjąć na siebie zobowiazania wynikające z bycia ministrantem. Drugą kwestią jest specyfika mentalności meksykańskiej, o której nie będę się tu rozpisywał, bo to temat na osobny artykuł.

Moim zamiarem podczas tegorocznych rekolekcji było wzmocnienie więzi koleżeńskich i ukazanie wagi posługi ministranckiej w parafii i wielkim wpływie na ich formację osobistą i duchową.

Czas mijał nam szybko na modlitwie i zabawie. Powiem szczerze, że tegoroczne rekolekcje zaskoczyły mnie bardzo z uwagi na kapitalne podejście dzieci do regulaminu i porządku dnia. Jeśli tak podkreślam porządek dnia to nie myślę o hiperpunktualności dzieci, bo takie pojęcie w Mexico no existe – nie istnieje. Bardziej mam na myśli ich chętne i radosne wypełnianie planu dnia i niespożyte siły do zabawy. Kolejnym ważnym aspektem (zwróciła na to uwagę moja Mama) był fakt, że ministranci ciągle trzymali się razem. Czy to zabawa czy też inne zadania, które musieli spełnić pokazywały, że potrafią świetnie współdziałać, nie dzieląc się na gorszych i lepszych, ale uzupełniając się wzajemnie. Ta integracja jest jednym z moich koronnych zamierzeń w tworzeniu i budowaniu grupy.

Jeszcze kilka słów o tym jak spędzaliśmy czas: Oczywiście na pierwszym miejscu był Bóg, a więc, adoracja, różaniec, koronka, konferencje, Eucharystia.
Dalej zabawa i wypoczynek: ognisko, śpiewy, zabawy integracyjne, gra w podchody, sport…
Obowiązki: mieliśmy dyżurnych odpowiedzialnych za liturgię i nabożeństwa, za stołówkę, za dom, w którym mieszkaliśmy i zabawy sportowe. Wyznaczone dzieciaki musiały za każdym razem w ramach dyżuru wybierać swych kolegów i koleżanki do poszczególnych obowiązków.
Niech się nikomu nie zdaje, że to był taki mały obóz wojskowy. Nie, co to, to nie. Umyślnie wyznaczyłem te obowiązki, aby choć w małym stopniu dzieciaki zobaczyły co to znaczy odpowiedzialność i trud rządzenia innymi. Jak się przekonałem sprawiło im to wiele frajdy, ale i też problemów.

Niech się jednak nie wydaje, że wszystko tak cudownie się układa i tylko same sukcesy są po stronie dzieci i mojej. Nie tak do końca. Jednak z Bożą pomocą i wsparciu życzliwych ludzi z Tenango, a także i waszym, takie Boże dziełka rozwijają się, a może kiedyś wydadzą owoc – w postaci dobra i miłosierdzia.

Br. Michał Szczygioł SAC