Przygotowań przedświątecznych było wiele, bo oprócz naszych świat w parafii w tym roku mieliśmy liturgię Wielkiego Piątku dla całego miasta, a tam trzeba było wszystko zorganizować i dowieść, bo zwykle wszystko odbywa się na pustym polu niedaleko kościoła na Wewak Hill.
Dzień celebracji wielkoczwartkowej był bardzo gorący, a noc nie okazała się chłodniejsza, bo gdy o 11 szedłem do lóżka było 31 stopni. W nocy rozszalała się silna burza z ulewnym deszczem i piorunami, także o spaniu można było tylko pomarzyć. Na dodatek, jakby tego było mało, przyszli złodzieje, o czym mieliśmy się dowiedzieć dopiero rano, bo w czasie błyskawic i piorunów ani ja ani Janusz nie słyszeliśmy ludzi próbujących ukraść nam samochód, a gdy im się to nie udało wybili szybę. Zobaczyliśmy to dopiero rano, kiedy wyprowadzałem samochód. Było to bardzo przykre i tylko dodało ciężaru do zaczynającego się trudnego dnia. Z drugiej strony był to Wielki Piątek, więc nie można było za bardzo narzekać, bo przecież Chrystus dźwigał dużo więcej.
Nasi ludzie stanęli na wysokości zadania i zjawili się w dużej liczbie. Samochód, który miał wszystko przetransportować też przyjechał na czas, więc ruszyliśmy. Na Wewak Hill okazało się, że po burzy nie ma prądu, bo jakieś...
...słupy są uszkodzone. Na szczęście jeden z parafian miał agregat prądotwórczy i użyczył bez problemów za parę groszy. Po paru godzinach namioty były gotowe. Jeden dla księży, a drugi dla zespołu muzycznego.
Pan Bóg nad tym też czuwał i gdzieś koło południa przestał padać deszcz, ale było pochmurno i chłodno. Dzięki temu po raz pierwszy uczestnicy liturgii nie kryli sie pod drzewami przed ostrym słońcem, ale wszyscy byli dookoła ołtarza.
Około 1.30 rozpoczęliśmy liturgię. Br. Janusz prowadził komentarze, a ja, wraz z 4 innymi księżmi lokalnymi, sprawowałem liturgię. Liturgia przebiegła ładnie, co podkreślali uczestnicy. Zadowoleni byli szczególnie z wprowadzeń i komentarzy do wszystkich części liturgii wielkopiątkowej. Po liturgii trzeba było znowu wszystko rozmontować i przywieźć do Boram, ale wtedy nie było już pośpiechu.
Wróciliśmy do Boram z Januszem ok. 5 po południu zmęczeni, ale z poczuciem dobrze przeżytego dnia. Wieczorem jeszcze poszliśmy do kościoła, by razem z ludźmi rozpocząć nowennę do Bożego Miłosierdzia. Deszcz zalał nam kościół, więc w sobotę od rana ludzie wzięli się do usuwania szkód i przygotowania liturgii wielkanocnej. Poszło dobrze i o 20 mogłem rozpocząć świętą liturgię paschalną. Odpuściłem sobie w tym roku śpiew exultetu, ale podczas odczytywania go dzieci (i nie tylko) tak rozrabiały, że musiałem ich przekrzyczeć. Było mi strasznie głupio potem z tego powodu, ale moje nerwy nie wytrzymały…
W Wielkanoc po południu zjechali sie wszyscy z wyjątkiem ks. Darka, który objeżdżał wyspy i przyjechał dopiero w czwartek, kiedy mieliśmy dzień skupienia. W święto Miłosierdzia ks. Krzysiek był u nas czasem i zaofiarował się odprawić Mszę św. – pojechał do Mandi. Ja odprawiałem w Boram. Mieliśmy, jak zwykle, procesję z obrazem Jezusa Miłosiernego i modlitwą Koronki od naszego domu do kościoła, a potem była liturgia.
Po święcie Miłosierdzia mieliśmy jako dekanat Wewak warsztaty przygotowujące rekolekcje o kapłaństwie dla naszych liderów. Byłem jednym z prowadzących, więc musiałem tam przebywać prawie cały czas. Jednego dnia głosiłem też konferencje. Ponadto każdego ranka musiałem zwieźć „moje 9 owieczek”, uczestników zebranych z całej parafii, a po południu ich odwieźć z powrotem do domów, bo koszt pobytu w centrum pastoralnym za 3 dni od jednego uczestnika wynosi 150 kina. A tak płaciłem tylko za posiłek południowy, przez co oszczędziłem sporo. Normalnie powinienem był zapłacić 1350 k, a wydałem tylko 320. Szkoda, że taka jest polityka biskupa i dyrektora centrum, bo wiele parafii nie stać na opłacenie uczestników.
Warsztaty skończyły się w piątek16 kwietnia, a my, prowadzący, mieliśmy się jeszcze spotkać ze dwa razy, by wszystkie materiały zebrać, opracować i stworzyć z tego podręcznik rekolekcyjny, który po zatwierdzeniu przez biskupa zostanie wydrukowany, a potem zaczniemy dawać te rekolekcje w naszych parafiach. Bogu dzięki podręcznik jest już zatwierdzony i czeka na druk.
Ks. Jan Rykała SAC |