Wiem, że Ci z Was, którzy mnie znają, czytając ten tytuł, dziwią się, ponieważ już w 2006 roku złożyłem wieczną konsekrację w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego. Jednak zaraz zrozumiecie, co miałem na myśli, formułując w ten sposób tytuł.
To było 17 lat temu, w październiku 1993 roku, kiedy rozmawiałem na temat mojego powołania z przełożoną grupy modlitewnej w zgromadzeniu Sióstr św. Teresy Kontemplującej Oblicze Jezusa. Kiedy powiedziałem jej, że czuję w sobie Boże powołanie, które każe mi odkryć prawdziwą religię, ona przedstawiła mi pallotynów. Jednak nie chciałem poświęcać się temu, dopóki nie uświadomiłem sobie wszystkiego. Uczestniczyłem w spotkaniu powołaniowym nazywanym „Próbą Jezusa” i w efekcie wstąpiłem do Ojców Franciszkanów w 1997 roku.
Po tym, kiedy stwierdziłem, że jednak to nie jest moja droga, uczyłem dzieci przez 11 miesięcy w szkółce niedzielnej, działającej przy moim kościele. Jednak nadal mocno czułem, że Bóg...
... ma mi do przekazania swoją wiadomość; że chce, abym przez święcenia kapłańskie został Jego apostołem. Więc ponownie rozpocząłem studia teologiczne w Seulu, żeby odnaleźć swoje powołanie. W tamtym czasie wielu przedstawicieli innych zgromadzeń, których znałem, zapraszało mnie do siebie, ale ja pragnąłem wiedzieć o wszystkim, co było związane z Pallottim. Dlatego w 1999 roku, zaraz po Wielkanocy, zgłosiłem się do księdza Pawła, który w tamtym czasie był odpowiedzialny za powołania u pallotynów. Spotkałem się z nim i poczułem się, jakbym Go znał od lat. Dopiero dużo później zrozumiałem, czemu wydawał mi się taki znajomy. Wspominał o swoich planach budowy domu rekolekcyjnego w samym środku gór, w Gangwon-do Hongchun. I wtedy doznałem olśnienia! W 1994 roku, kiedy byłem na obozie letnim w Hongchun z grupą modlitewną św. Teresy, jakiś obcy ksiądz odprawił dla nas Mszę św. – to był właśnie ksiądz Paweł! Zrozumiałem. To dlatego właśnie pallotyni byli zawsze dla mnie na pierwszym miejscu.
6 stycznia 2000 roku wstąpiłem do pallotynów i zacząłem rok nowicjatu. W owym czasie pallotynów w Korei było tylko czterech – księża: Zbyszek, Jurek, Paweł i ja, nowicjusz. Po odbyciu nowicjatu z pomocą księdza Pawła, przeszedłem pod opiekę księdza Jurka. Każdego dnia o 15.00 adorowaliśmy Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Na początku było nas tylko dwóch, a teraz spotykamy się w gronie 40-50 osób. Widząc to, szczerze wierzę, że moje stawanie się pallotynem i rosnący kult Miłosierdzia Bożego są nieprzypadkowe.
Podczas adoracji modliłem się o dwie rzeczy: po pierwsze chciałem wiedzieć więcej o charyzmacie św. Wincentego Pallottiego i dostąpić łaski bycia bliżej Jezusa, przez coraz lepsze poznawanie Go. Po drugie, modliłem się żarliwie za moich rodziców, którzy nie byli jeszcze wtedy ochrzczeni. Codziennie pragnąłem, aby mogli żyć w chwale jako dzieci Boże.
Dwa i pół miesiąca minęło od mojego wstąpienia, kiedy odebrałem telefon od mamy. Prosiła mnie, abym przyjechał do domu na pierwsze urodziny siostrzeńca. Powiedziałem o tym księdzu Jurkowi – pozwolił mi wyjechać. W domu, kładąc się spać, poprosiłem moją mamę, aby mnie następnego dnia wcześnie obudziła. Zapytała mnie, czy chcę iść rano do kościoła, a gdy powiedziałem, że tak, zaproponowała, że pójdzie razem ze mną. Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem.
Mama, która przez 64 lata upierała się, że jest buddystką, a tak naprawdę praktykowała szamanizm, powiedziała, że pójdzie do kościoła! Z powodu wielkiego zdziwienia i rozkojarzenia, związanego z decyzją mojej mamy, zupełnie zapomniałem, że tym następnym dniem jest właśnie Niedziela Miłosierdzia Bożego.
Ponadto była to pierwsza Niedziela Miłosierdzia, zaraz po tym, jak papież Jan Paweł II ustanowił to Święto. I właśnie ten dzień moja mama wybrała na pójście do kościoła po raz pierwszy w życiu. Byłem taki szczęśliwy i wdzięczny Bogu bogatemu w miłosierdzie. Wysłuchał moich modlitw, zanoszonych przez 82 dni, aby moi rodzice zostali chrześcijanami.
Pójście mojej mamy do kościoła było odebrane jak cud w moim rodzinnym mieście, ponieważ była ona zagorzałą buddystką i szamanistką. Wciąż pamiętam 1996 rok, kiedy przygotowywałem się do wstąpienia do franciszkanów. Opiekun duchowy odwiedził mój rodzinny dom i spotkał się z moimi rodzicami. Wtedy moja mama powiedziała mu, że nie chce, abym został księdzem. Powiedziała, że modli się codziennie do Buddy, abym nie zdał egzaminów na studia teologiczne.
Jednakże opatrzność Boża jest naprawdę cudowna. W swojej miłości Bóg przyszedł mi z pomocą i moja mama, która nigdy nie chciała, abym został księdzem, która wyznawała zupełnie odmienną religię, została ochrzczona. Mój ojciec również przyjął chrzest, 3 lata później.
Podczas tych dwóch lat nowicjatu z księdzem Jurkiem, codzienna adoracja była dla mnie najważniejszym punktem dnia. Uświadomiłem sobie wtedy, jak Boże Miłosierdzie przepełnia wciąż nasze serca.
Po skończeniu mojego czasu przygotowania, przyjechałem z księdzem Jurkiem do Polski, by złożyć pierwszą profesję. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie, uczyć się, jak żyją pallotyni. W Korei zgromadzenie pallotynów to raptem 4 osoby, a w Polsce jest zupełnie inaczej. Tam jest tylu członków, tylu rozmaitych ludzi, idących śladem charyzmatu Wincentego Pallottiego. Miało to dla mnie wielkie znaczenie i było niezwykłym doświadczeniem, gdy widziałem ich, pracujących tak ciężko nad apostolatem świeckich w Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego.
Pierwsza profesja, która miała miejsce w kościele seminaryjnym w Ołtarzewie zmieniła moje życie. Normalnie wszyscy są szczęśliwi przed i po profesji zakonnej, ja jednak gdzieś wewnątrz nie byłem pewien, czy powinienem rozpocząć drogę stawania się pallotynem. Ciągle nosiłem gdzieś w sobie to pytanie: czy zasłużyłem sobie na to, aby zostać apostołem? Bałem się, że popełniłem błąd, biorąc na siebie tak ciężki krzyż. Jednak, dzięki nieskończonej miłości Boga i Jego wielkiemu miłosierdziu, moja ostateczna odpowiedź brzmiała „fiat”, jak Maryi Dziewicy.
Jak w słowach Świętego Pawła: „Z radością pokażę moje słabości, aby pozwolić Jezusowi działać we mnie z mocą”, ja też całkowicie oddałem się Jezusowi i Jemu powierzyłem moje słabości.
Od moich święceń minęło 3,5 roku. Na co dzień pomagam w kościele św. Jana jako „dodatkowy wikariusz”, odprawiając Msze św. i nabożeństwa w każdą sobotę i niedzielę. Dwa razy w miesiącu odwiedzam szpital Bobas, sprawując tam Msze św. dla pacjentów. Dodatkowo odwiedzam siostry Wincentego á Paulo i Misjonarki Miłości Matki Teresy.
Sprawuję w naszym domu poranną Mszę Świętą, połączoną z modlitwą brewiarzową – Jutrznią. Tak Msza Święta jak i również Godzina Miłosierdzia jest niezwykle ważna dla każdego chrześcijanina, gdyż zanurza nas w miłości Bożej. Codzienna możliwość trwania w Godzinie Miłosierdzia w naszej Oazie Jezusa Miłosiernego to dla mnie jeden z najszczęśliwszych momentów w życiu.
Widząc cierpienie i błądzenie wielu ludzi, postanowiłem poprowadzić ich do Jezusa. Dlatego przez 2 lata studiowałem „Poradnictwo pastoralne”, zaś obecnie studiuję „Medycynę pastoralną” i chciałbym te studia kontynuować. Wciąż nie mam możliwości poświęcić się kapelanii szpitalnej w pełnym wymiarze, lecz jestem szczęśliwy, kiedy mogę pomagać innym, słuchając spowiedzi i doradzając.
Wiem, że to wyznanie postawi mnie w niezbyt dobrym świetle, ale muszę przyznać, że wciąż mało wiem o św. Wincentym Pallottim. Myślę, że zgłębienie Jego charyzmatu mogłoby mi zająć całe życie, tak jest „głęboki i szeroki”. Św. Wincenty Pallotti, którego ja nazywam Mistrzem, jest jedną z osób, która wszystko, co czyniła, robiła na chwałę Bożą. On ciągle i wszędzie szukał Boga i znajdował Jego znaki w każdej, nawet najmniejszej rzeczy.
Chciałbym być jak mój Mistrz. Czasy, w których przyszło nam żyć są zupełnie inne, lecz chciałbym podążać Jego ścieżkami, ciągle szukając Chrystusa. Chciałbym poświęcić całe moje serce, siły i ducha, by dzielić się miłością Boga ze wszystkimi. Nie będę się spieszył, ale też nie będę się ociągał w osiągnięciu mojego celu.
Dlatego na zawsze pozostanę w Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego, stając się pallotynem i wiernym apostołem Jezusa.
W tym znaczeniu, nie jestem jeszcze pallotynem. Wciąż jestem na drodze stawania się pallotynem. Modlę się o przewodnictwo Dziewicy Maryi, mojego Mistrza Pallottiego i wszystkich męczenników pallotyńskich, których poznaję na drodze mojego życia. Amen!
An Dong Ok Francisco
Tłum. Yena Huh, Dariusz Bakuła i Aleksandra Kamieńska |