Strona główna arrow Korea Południowa arrow Czas, który przestałem mierzyć zegarkiem...
Czas, który przestałem mierzyć zegarkiem... Drukuj Poleć znajomemu
Jeszcze niedawno zacząłbym tę refleksję przypomnieniem, że od czasu mojego przylotu do Korei Południowej minęło już (albo dopiero) półtora roku, a czas, który przede mną, wciąż nie jest przez nikogo z ludzi, a tym bardziej przeze mnie określony.

Cieszę się również faktem – że jeszcze przed pierwszym urlopem, który jak stali Czytelnicy „Horyzontów” dobrze wiedzą, dla pallotyńskich misjonarzy przypada co dwa lata i trwa dwa miesiące – miałem możliwość przyjazdu do Polski na Kapitułę Prowincjalną, która jest najważniejszym wydarzeniem dla każdej Prowincji i odbywa się co trzy lata. W trakcie tych kilkunastu dni spędzonych w Polsce, usłyszałem wiele ciepłych słów od Was – Czytelników „Horyzontów”, szczególnie od tych nieustannie oczekujących nowości z Korei.

Jak już wiecie mija dwadzieścia lat pobytu polskich pallotynów na ziemi koreańskiej – palcówki i działalności tak różnej od innych placówek misyjnych na całym świecie.

Jak ci tam jest, jacy są ludzie, jakie prowadzą życie religijne, czy już masz dosyć, kiedy wracasz, czy jest sens tam być skoro w Polsce coraz gorzej z powołaniami i utrzymaniem parafii? Te i tym podobne pytania słyszę...
 

... na każdym kroku, od tych, którzy mnie znają jako syna, brata, przyjaciela, współbrata, czy po prostu księdza, który czasem w nietypowej, bo białej, sutannie przemknie im przed oczyma. Nie odpowiem dzisiaj na wszystkie z tych pytań, ale myślę, że to jest dobry czas i miejsce na podzielenie się tym, czym żyję przez ostatnie półtora roku.

Przed przyjazdem o Korei i pracy moich Współbraci miałem niewielkie pojecie. W języku koreańskim nie znałem nawet najprostszego słowa i zdawało mi się, że podstawowa znajomość angielskiego na początek wystarczy. Tak rzeczywiście było, nie potrzebowałem znajomości ani koreańskiego, ani nawet angielskiego, by zacząć kurs języka koreańskiego. Oczywiście znajomość angielskiego w wielu wypadkach pomagała i pomaga, jednak bez niej, może nawet szybciej, można sobie poradzić z kontekstowym zapamiętywaniem fraz czy wyrazów (zakładając pewien stopień inteligencji i chęć). Jedno jest pewne, że jeśli nie zna się angielskiego w grupie językowej – studentów międzynarodowych – o wiele szybciej udaje się mówić po koreańsku – a przecież o to w nauce chodzi. W zakresie wiedzy o tym, co robią Współbracia w Korei, na pewno wiedziałem, że w górach nieustannie budują dom i Sanktuarium Jezusa Miłosiernego, a w Bundangu nie tylko liczna grupa Współpracowników, ale i nowy pokój od kilkunastu miesięcy na mnie czekał.

 Jak już kiedyś wspominałem, w Korei 24% stanowią buddyści, 23%protestanci i ok. 8% katolicy, których liczba nieustannie wzrasta, jak zauważają redaktorzy programów kulturoznawczych, oraz inne mniejsze grupy wyznaniowe, wśród których największą stanowią wyznawcy religii rodzimych, bo aż kolejne 7%. Tak więc ok. 60% populacji Korei przyznaje się do konkretnej grupy wyznaniowej. Co z resztą? – nasuwa się pytanie… Też chciałbym wiedzieć.

Najogólniej charakteryzując 48 milionową ludność Korei Południowej są to ludzie dobrzy, dający poczucie bezpieczeństwa (może nie jako kierowcy, bo często jeżdżą bez doświadczenia i wyobraźni) i zdawać by się mogło otwarci na Prawdę – której w życiu codziennym im tak często brakuje. Może właśnie tu jest przestrzeń, w którą mogliby przyjąć Chrystusa, który – jak sam o sobie powiedział – jest Drogą, Prawdą i Życiem, czyli jedyną Drogą do Życia, jedynie możliwą dzięki życiu w Prawdzie.

Ale czy istnieją jakieś szczególne formy docierania do tych, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa, bądź poznawszy w dzieciństwie zastąpili Go wiedzą zdobywaną w szkołach i na uniwersytetach czy też odtwarzaną w zakładach pracy…?

Przyglądając się, rozmawiając i w końcu tworząc coś wspólnie z Koreańczykami w przeciągu krótkiego czasu jestem przekonany, że to nie my (księża) docieramy i zmieniamy cokolwiek, lecz sam Jezus i to szczególnie, gdy przychodzi wskazując na swoje pełne Miłości Miłosiernej Serce.

Wyjechałem z Polski z przekonaniem, że to pallotyni – księża czy bracia – powinni być specjalistami w dziedzinie tworzenia grup i formacji ich na drodze apostolatu świeckich w kościele. Szybko jednak przekonałem się, że to sam Jezus w odpowiednim czasie powołuje kobiety i mężczyzn do pracy na polu Apostolstwa Katolickiego. Owszem potrzeba było otwarcia kaplicy, Mszy Świętych z wyjaśniającym czy pouczającym kazaniem, Adoracji Najświętszego Sakramentu, czasu medytacji nad Pismem Świętym czy „Dzienniczkiem” świętej siostry Faustyny – do tego potrzeba było inicjatorów ze strony pallotynów. Ale wiernych przygarnął i przygarnia sam Jezus Miłosierny.
To jest dopiero cud Jego Miłosierdzia. To On pobudza nowych liderów prowadzących adoracje czy biorących aktywny udział w przygotowaniu i przebiegu Mszy Świętych. To On pobudza serca tych, którzy troszczą się o nasze utrzymanie, to on wzbudza w wiernych wiele intencji dziękczynnych za okazane Miłosierdzie. To On w końcu pobudził grupę młodych, którzy chcą wiedzieć więcej, poznawać Go bardziej, którzy nie chcą poprzestać na zwyczajności, ale chcą iść w świat przygotowani na radości i smutki – głęboką wiarą, której nikt nie zdoła im odebrać.

Nie było mi łatwo po sześciu miesiącach nauki stanąć jako główny celebrans Mszy św. w języku koreańskim. Dziwnie może to zabrzmi, ale jak już zacząłem, to i skończyłem – nie poddałem się. Przez pierwsze dwa miesiące nie było to łatwe dla wiernych, a i do dnia dzisiejszego, pomimo że minęło od tamtego czasu jeszcze dwanaście miesięcy, czytanie ciągle sprawia mi trudności. Po niespełna roku przypadł mi już zaszczyt głoszenia kazań (w moim wypadku do dnia dzisiejszego i jeszcze długo – „czytania kazań”) w pierwsze soboty miesiąca, zaś od sześciu miesięcy sobota stała się dniem mojego „głoszenia”. Nie jest to łatwe, ale nie niemożliwe. Cały czas wspomagam się polskim myśleniem, które przelewam najpierw na papier, później sam lub w obecności kogoś z grupy młodzieżowej tłumaczę na koreański. Jedno kazanie czasem wymaga kilku godzin samego spisywania, nie licząc czasu medytacji i nauki czytania ostatecznej wersji.

Naukę koreańskiego z przyczyn czysto personalnych braków musiałem na chwilę (mam taką nadzieję) zawiesić. Wierzę jednak, że czas przebywania w domu, a obecnie sprawowania opieki nad najmłodszymi kandydatami – trzema postulantami – będzie owocny w bieglejszą wymowę obecnie znanych słówek czy konstrukcji gramatycznych. Według szkolnego programu nauki jestem gdzieś w połowie… choć po każdej przerwie czuję się jak na początku.

Radością dla mnie (i mam nadzieję, że nie tylko) jest jednak to, że nie tracę czasu, który w Korei, zdawać się może, biegnie jakoś szybciej i nie jest przeze mnie mierzony zegarkiem.

Ubiegły rok od samego początku, był dla mnie czasem nauki koreańskiego, przesiąkniętej intensywnym myśleniem, czym – na etapie swojej znajomości koreańskiego czy angielskiego – mógłbym służyć więcej, lepiej czy bardziej. Z pomocą przyszedł trochę pionierski pomysł wyjazdu na, organizowane przy Zarządzie Generalnym w Rzymie, Pallotyńskie Forum Młodych. Tu muszę dodać, że w naszej kaplicy w Bundang każdego dnia można pośród wiernych dostrzec modlącą się młodzież licealną czy studencką. Już na początku Wielkiego Postu 2009 wyłożyłem listę dla młodzieży do wpisywania swoich danych kontaktowych przez tych, którzy chcieliby tworzyć Pallotyńską Grupę Młodzieżową.
W tamtym czasie jeszcze nie była jasna opcja wyjazdu na Forum. Jednak w Niedzielę Miłosierdzia Bożego miałem już wewnętrzne przekonanie, że wyjazd na Forum będzie wpisany w nowopowstającą grupę UPAL, która oficjalnie zaczęła istnieć na spotkaniu 31 maja 2009 roku.

Od tego momentu szkoła i nauka koreańskiego miała w moim życiu jedynie swoje fizyczne miejsce. Duchowo i modlitewnie byłem w tym, co mnie czekało za kilka miesięcy – wyjeździe z nieznaną mi bliżej grupą młodych (od 17 do 32 roku życia), na nieznane mi bliżej Forum, do różniącej się kulturowo Europy, a w dodatku do jej chrześcijańskiej stolicy – Wiecznego Miasta.

Niektórzy zgłosili się na wyjazd sami, innych zgłaszali rodzice… Jak wygląda ich życie poza domem, poza Koreą, jakie jest ich rozumienie Mszy Świętej, Sakramentów, co wiedzą na temat Kościoła, Apostołów, o których w Rzymie będzie wiele mowy, co wiedzą na temat prześladowań? Te i tym podobne myśli krążyły w mojej głowie. Nie mówiąc już, jakie będziemy mieli problemy z posiłkiem bez ryżu i kimchi (podstawowych składników koreańskiej kuchni).

Nie traciłem czasu – spotkania przed Forum odbywały się przynajmniej dwa razy w miesiącu, jedne z rodzicami, inne, typowo robocze, bez ich udziału. W tym samym okresie, równolegle (po spotkaniu przygotowującym do Forum) odbywały się spotkania młodej grupy UPAL, która szukała metod i tematów pracy na przyszłość. Podsumowując – grupa nadzwyczaj zintegrowała się już przed wyjazdem, sam wyjazd umocnił nasze więzy i pokazał, że razem możemy realizować coraz to bardziej ambitne wyzwania. Po spotkaniu na Forum z polską młodzieżą (szczególnie) serca młodych Koreańczyków zaczęły bić inaczej, a również wydaje mi się, że nasze pallotyńskie posługiwanie w Korei nabrało w ich oczach większego szacunku i znaczenia.

Na szczęście „na Forum” się nie skończyło. Rozpoczęły się regularne spotkania formacyjne. Zaczynamy je w każdą drugą niedzielę miesiąca o godzinie dwunastej wspólną Mszą Świętą, po której przechodzimy do sali spotkań (naszego biura), gdzie – rozpoczynając od słodkiego „co nieco” (gdy mam chęci do pieczenia) dla ciała – przechodzimy do odpowiedzi na konkretne pytania z naszego życia, które postawiliśmy na pilotażowym spotkaniu w maju. Wiele z tych pytań znajduje swoje odpowiedzi w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który zaczęliśmy dogłębnie studiować, rozpoczynając od Dekalogu. Cieszę się, że w naszej grupie są osoby otwarte, które nie tylko słuchają (jak duża większość Koreańczyków), ale również są twórcze i otwarte na nowe pomysły, których na razie nam nie brakuje…

Bogu nieustannie dziękuję, zwłaszcza za młodych ludzi, którzy nieustannie pamiętają o Mszy Świętej, o regularnych spowiedziach, o modlitwie i o sobie nawzajem, gdy zdają egzaminy czy mają trudności w domu rodzinnym. Ich piękne podejście do liturgii często wyrażają dla mnie intencje, które piszą na małych karteczkach i przed Mszą św. składają na ołtarzu, a następnie niejednokrotnie wypowiadają na głos w spontanicznej modlitwie wiernych.

Na koniec tej jubileuszowej refleksji wydaje mi się, że za dużo napisałem o tym, co nam się udaje, a za mało o tym, z czym sobie jeszcze nie radzimy i gdzie nieustannie nasza forma działalności kuleje.

Jak z najnowszych badań wynika w Korei Południowej jest jeden z najszybszych, jeśli nie najszybszy, i najpopularniejszy dostęp do sieci internetowej. Niestety zmagamy się z wielkim problemem braku rąk do pracy. Otwarta przestrzeń dla Orędzia Miłosierdzia Bożego nieustannie czeka na zapełnianie. Brakuje tych, którzy będą mogli głosić rekolekcje o Miłosierdziu Bożym, na które jest coraz większe zapotrzebowanie. Brakuje tych, którzy mogliby rozgłaszać Miłosierdzie Boże poprzez Internet, radio czy telewizję. Nieustannie brakuje tych, którzy mogliby poświęcić swój czas wyłącznie na redakcję miesięcznika „Apostoł Miłosierdzia Bożego”, brakuje tych, którzy chcieliby robić coś więcej ponad przeciętność.

Kochane Siostry i Czcigodni Bracia – Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych” – jak sami czytacie w powyższych artykułach, początki nie były łatwe, lecz dzięki waszej modlitwie, dzięki ofiarowaniu swojego cierpienia, dzięki pomocy materialnej, Delegatura Jezusa Miłosiernego w Korei Południowej może się rozwijać i nieustannie głosić Boże Miłosierdzie.
Dzisiaj, w naszych dwóch domach znajdzie miejsce każdy kapłan czy brat, który chce oddać się całkowicie – swoje modlitwy i siły – apostolstwu według myśli Świętego Wincentego Pallottiego. To ogromne wyzwanie dla nas, którym każdego dnia sam Jezus Miłosierny posyła tych, którzy tego miłosierdzia najbardziej potrzebują.

Jezus Miłosierny dba nie tylko o nas, ale również o dzieła, które powstają. My staramy się, na ile tylko potrafimy, wsłuchiwać się w potrzeby czasu i w ten cichy szept Ducha Świętego, który nad całością naszych prac nieustannie czuwa, a my jesteśmy tego naocznymi świadkami.

 
Ks. Jarek Kamieński SAC
 
SMS misje