Strona główna arrow Rok 2004 arrow Nr 29 (4/2004) arrow Viva Mexico! Jadę z pokojem w sercu
Viva Mexico! Jadę z pokojem w sercu Drukuj Poleć znajomemu

Te słowa chyba najlepiej oddają nastrój ks. Bartłomieja Pałysa SAC wyruszającego do pracy misyjnej w Meksyku. Powołanie misyjne od zarania towarzyszyło jego drodze do kapłaństwa.

O misjach właściwie dowiedziałem się od dwóch dziewczyn świeckich, Maryli i Beaty, które spotkałem w Krakowie. Byłem wtedy na praktykach szkolnych – uczęszczałem do Studium Reklamy Wizualnej. Nocowałwm u salezjanów. Mieszkały tam także te dziewczyny, przygotowujące się do wyjazdu do Peru jako świeckie misjonarki. Wtedy połknąłem „bakcyla misyjnego”.

Potem długo, długo nic się nie działo. Aż trafił mi do rąk kalendarzyk misyjny werbistów, gdzie głównym tematem był Ekwador, m.in. dzieci ulicy (znowu Ameryka Południowa!). To mnie chwyciło za serce – wiedziełem, że „jakby co” to Ameryka Południowa.
A potem już było seminarium i grupa misyjna. Poszedłem do pallotynów z myślą o wyjeździe na misje. Powołanie misjne kształtowało się różnie, ale pozostało. O Meksyku zacząłem...

...myśleć, kiedy wyjechał tam ks. Marek Rudecki SAC. Przed święceniami zastanawiałem się Meksyk czy Korea Południowa. Jednak Meksyk.

Dlaczego chciałem tam jechać? Jest wiele powodów. Pierwszy to wielka tajemnica wiary. Drugi ma związek z Miłosierdziem Bożym, którego idea i orędzie są bardzo bliskie mojemu sercu. A tam biskup zaprosił pallotynów, by głosili ideę Miłosierdzia Bożego.
Jest tu potrzebny trochę inny rodzaj pracy niż myślałem wcześniej, ale praca kapłana wszędzie wiąże się z głoszeniem Jezusa jako Zbawiciela, królestwa Bożego – słowem Ewangelii. Głównie po to tam jadę.
Oczekiwania i obawy?

Myślę, że oczekuję, iż jednak pallotyni zostaną tam przeszczepieni, że będą powołania wśród Meksykanów. Orędzie Miłosierdzia Bożego w Ameryce Południowej jest bardzo znane, głównie dzięki misjonarzom, ale chciałbym, by rozprzestrzeniało się i było coraz lepiej rozumiane. Jest to też nadzieja dla tamtejszych ludzi, gdzie tak wielki jest rozdźwięk między biednymi i bogatymi, gdzie panuje prawo pięści.
Bóg dał mi jakieś dary, talenty, którymi będę się starał podzielić z Meksykanami. Zacząć muszę od przyjżenia się jak tam naprawdę jest, jaka jest mentalność ludzi. Według pracujących już tam misjonarzy, to nie język, ale właśnie zrozumienie mentalności jest największą trudnością. Ale podobno Meksykanie lgną do Kościoła – to dobrze. Myślę, że wspólnota pallotyńska będzie mogła wiele dobrego zrobić w tym kraju. I że będzie więcej naszych misjonarzy.

Przede mną jest coś nowego. Odczuwam pewien lęk przed językiem, mentalnością ludzi, ale chcę tam jechać i w sercu mam pokój. A jak w sercu jest pokój, to jest to sprawa Boża. Jak było powiedziane, jadę tam dla krzyża, żeby się z tym krzyżem złączyć i ten krzyż przekazać innym. I to jest ważne.
Kiedy byłem na parafii w Bielsku, doświadczyłem, jak dużo jest pracy i tam na pewno będzie tak samo. Ale najważniejsza jest modlitwa i jeśli wśród wszystkich ważnych i mniej ważnych obowiązków
jest czas na modlitwę, to wszystko się jakoś układa. Pan Bóg daje dobre spojrzenie na wszystkie sprawy. Trzeba się tylko zabrać za to z Bożym błogosławieństwem.
Dobrze, jak się ma świadomość, że ktoś za tym stoi. Na pewno Pan Bóg, ale i to jest ważne, że ludzie chcą się włączyć w dzieło misyjne przez swoją modlitwę.

Bardzo proszę Czytelników „Horyzontów Misyjnych” o modlitwę za Meksyk, za wszystkich misjonarzy pallotyńskich i myślę, że to bardzo ważne, by towarzyszyła nam Wasza modlitwa i ofiara. Zwłaszcza ważna jest modlitwa, żeby w tym oddaleniu od kraju człowiek mógł sobie poradzić z niepokojami i trudnościami.
I zapraszam do Meksyku.

Ks. Bartłomiej Pałys SAC, misjonarz w drodze do Meksyku
Zdjęcia ks. Adam Golec SAC