Rozmowa z ks. Zbigniewem Wasińskim SAC, misjonarzem w Korei Południowej Drukuj Poleć znajomemu
R. – W obecnym roku mija 20 lat od chwili rozpoczęcia pracy przez polskich pallotynów w Korei Południowej. Czy Ksiądz może nam przypomnieć, jakie były początki?
 
K. – Niefortunne i bardzo trudne. Dlaczego niefortunne? Kiedy w 1990 r. z Jurkiem Ciesielskim jako pierwsi pallotyni wyjeżdżaliśmy do Korei (w następnym roku dojechał do nas ks. Paweł Zawadzki), w Polsce była jedna Prowincja pallotyńska – Chrystusa Króla. Ówczesny Prowincjał, ks. Czesław Parzyszek SAC i Sekretarz ds. Misji, ks. Stanisław Kuraciński SAC, w porozumieniu z Księdzem Generałem, byli bardzo zdeterminowani, żeby otworzyć misję w Korei, gdyż w tym regionie świata, jeśli chodzi o pallotynów, była wielka biała plama. Toteż, po otrzymaniu zaproszenia, poczynione zostały plany i przeznaczone środki finansowe, by otworzyć pallotyńską misję w tym regionie świata. W 1993 r. nastąpił podział polskiej Prowincji na dwie: Chrystusa Króla oraz Zwiastowania Pańskiego, przez co, już na początku, wiele straciliśmy – zostały zamrożone środki finansowe, także te, które mogłyby zostać przeznaczone dla nas na zakup mieszkania czy domu. Nasza delegatura została przydzielona do nowej prowincji, która dopiero musiała tworzyć swoje struktury. Zresztą tak się złożyło, dla nas nieszczęśliwie, że tej prowincji przydzielono też inne misje, które wymagały wsparcia finansowego: w Papui Nowej Gwinei oraz Brazylii. Trudno było spodziewać się, że tylko Korea zostanie dofinansowana. Zresztą trudne początki mają za sobą misje we wszystkich tych krajach.
 
Przez 8 lat trwała nasza tułaczka – przeprowadzaliśmy się 9 razy na zasadzie... ... . wypożyczenia domów na określony czas. Wiązało się to z trudnościami w zgromadzeniu wokół siebie ludzi, z którymi można pracować, gdyż jednak przywiązują się oni do określonego miejsca, w którym jest zgromadzenie, posługują kapłani. Coś zaczynaliśmy … i trzeba było się przenosić.

Te przeprowadzki z miasta do miasta, z miejsca na miejsce, utrudniały nam odczytanie czym, jako pallotyni, powinniśmy się zająć.

Warto jednak podkreślić, że mimo tych po części straconych 8 lat, zaistnieliśmy w Kościele koreańskim. Patrząc na naszą działalność apostolską, na pracę, jaką wykonujemy, i naszą liczbę, myślę czasem, że to cud i że nam Pan Bóg błogosławi, bo wszystko rozwija się i idzie w dobrym kierunku.

Jesteśmy jedyną pallotyńską misją, która nie ma swojej parafii, a mimo tego gromadzimy sporo osób.

R. – Jaki jest obecnie zakres działalności pallotynów?

K. – Przede wszystkim nasza działalność związana jest z apostolstwem Miłosierdzia Bożego. Istnieje nieformalny apostolski ruch świeckich, zrzeszający ok. 3500 osób, którego zadaniem jest dziękowanie za miłosierdzie, błaganie o miłosierdzie, czynienie i głoszenie miłosierdzia oraz praktykowanie form kultu miłosierdzia, jakie Jezus objawił siostrze Faustynie. Raz w miesiącu dla członków Apostolatu organizowane są dni skupienia oraz Msze św.

W naszym domu w Bundang od poniedziałku do soboty w Godzinie Miłosierdzia odbywa się adoracja Najświętszego Sakramentu, połączona z Mszą św., w czasie której głoszone jest kazanie, a w piątki i soboty dłuższe nauki rekolekcyjne. Grupa ludzi, czynnie w niej uczestnicząca, utworzyła „Rodzinę adoracji Jezusa Miłosiernego”, by przez modlitwę adoracyjną wypraszać miłosierdzie Boże dla najbardziej potrzebujących. Powstał również „Wieczernik Jezusa Miłosiernego”, który gromadzi zainteresowanych w pierwszy czwartek każdego miesiąca o 21.00 na wspólnej Mszy św., adoracji Najświętszego Sakramentu oraz czytaniu i rozważaniu fragmentów Dzienniczka s. Faustyny.

Od 7 lat przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego organizujemy w kaplicy domowej uroczystą nowennę, na którą zapraszamy codziennie księdza, brata lub siostrę zakonną ze specjalnym kazaniem o Miłosierdziu Bożym. Na samo święto, ze względu na dużą liczbę uczestniczących wiernych, wynajmujemy kościół parafialny.

W kaplicy w Yangdeogwon, w górach, w każdą pierwszą sobotę miesiąca prowadzona jest całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu z Mszą św. o 21.00 i o 24.00, z modlitwą i okazją do spowiedzi.

Już od 14 lat, we wtorek po Wielkanocy, ks. Paweł wyrusza wraz z chętnymi na pieszą pielgrzymkę z Bundang do sanktuarium Jezusa Miłosiernego w Yangdeogwon. Docierają w wigilię Święta Miłosierdzia, pozostają na całonocne czuwanie, by głęboko przeżyć samo święto.

Wydajemy miesięcznik „Apostoł Miłosierdzia Bożego” w nakładzie ok. 4200. Wysyłamy go także do Koreańczyków w wielu krajach oraz większości więzień koreańskich.

Od kilku lat wydajemy kalendarze (duże – na biurko oraz małe – kieszonkowe) o Miłosierdziu Bożym, a także różnego rodzaju materiały modlitewne dotyczące Miłosierdzia Bożego, które w setkach tysięcy wysyłamy do zamawiających.

Uczestniczymy wraz z grupą świeckich w międzynarodowych kongresach Miłosierdzia Bożego.

R. – Jakie są inne formy działalności apostolskiej?

K. – Jest ich sporo. Między innymi raz w miesiącu (osobno w Bundang i w Suwon) odbywają się spotkania z grupą ludzi świeckich (Współpracownicy, Dobrodzieje), zainteresowanych różnymi formami współpracy z nami. Poprzez liturgię, konferencje i modlitwy do Miłosierdzia Bożego dajemy im możliwość formacji w duchu św. Wincentego Pallottiego.

Ks. Jarek założył grupę młodzieży pallotyńskiej UPAL – jej członkowie spotykają się raz w miesiącu w naszym domu w Bundang na spotkaniach formacyjnych, połączonych z Mszą św. W ubiegłym roku uczestniczyli w Pallotyńskim Spotkaniu Młodych w Rzymie.

W Yangdeogwon, w sierpniu odbywają się 10-dniowe czuwania przed Najświętszym Sakramentem. Od 2 lat organizowane są Nabożeństwa Fatimskie. Odprawiamy Msze św., spowiadamy i prowadzimy spotkania formacyjne w amerykańskiej bazie wojskowej. Organizujemy rekolekcje i dni skupienia dla zainteresowanych grup. Obejmujemy posługą sakramentalną i sprawujemy Mszę św. dla Polaków. Spowiadamy w różnych domach zakonnych żeńskich. Prowadzimy duszpasterstwo chorych. Uczest-niczymy w życiu diecezji Suwon i Chuncheon, do których należą nasze domy w Bundang i Yangdeogwon.

R. – Jednym z zadań było przeszczepienie zgromadzenia. Jak Ksiądz ocenia realizację tego celu, jakie widzi perspektywy?

K. – Jest nas niewielu – zbyt mało, by podjąć szerzej zakrojone zadania. Musimy zdynamizować nasze duszpasterstwo powołaniowe, ale jak, skoro nie ma ludzi?

Możemy się poszczycić pierwszym wyświęconym pallotynem, ks. Franciszkiem. W ubiegłym roku chłopak, który ukończył 2 lata nowicjatu, złożył pierwszą profesję. Obecnie przebywa w naszym domu w Yangdeogwon. W miarę upływu czasu widać w nim coraz większą otwartość, zaangażowanie, tak jakby głębiej wszedł w zgromadzenie, mimo że dopiero złożył pierwszą profesję. Czuje się, że jest bardzo zaangażowany w to, co robi, że jest jednym z nas. To cieszy!

Aktualnie mamy 3 nowych postulantów: dwóch na kleryków, a jednego na brata. Są na początku drogi – trzeba się dużo modlić za nich i o nowe powołania. Staramy się robić jak najwięcej możemy.

R. – Ideą Pallottiego było zgromadzić ludzi z różnych środowisk w Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego. Czy w Korei podejmowany jest ten zakres pallotyńskiej działalności?

K. – Jest to dla nas niezmiernie ważna sprawa. Obecnie nie ma u nas członków ZAK-u, ale osoby posługujące w grupach Miłosierdzia Bożego są stopniowo zapoznawane z ideami ZAK-u. Można jednak powiedzieć, że działają w duchu Pallottiego, w duchu ZAK. Nie wiedzą o tym, ale żyją tymi ideami.

Chcemy zacząć wstępną formację do Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Mamy zamiar przetłumaczyć na język koreański podręcznik do takiej formacji, przygotowany przez grupę ks. Foryckiego, i pracować według niego z osobami zainteresowanymi wstąpieniem do ZAK-u.

Od grudnia 2008 r. ks. Paweł przeprowadził trzy serie rekolekcji formacyjnych ZAK. Zainteresowanie jest spore.

R. – Na zdjęciach widoczne są i mówi się przeważnie o kobietach w Kościele koreańskim, z rzadka o mężczyznach. Jaka jest ich obecność w Kościele?

K. – Żeby dać w miarę pełny obraz, trzeba wyjść od tego, że inne są obowiązki kobiety i inne mężczyzny. Mężczyzna w społeczeństwie koreańskim jest osobą, która ma zapewnić byt rodzinie. To jest osoba, która pracuje, zarabia na utrzymanie rodziny.

Praktycznie dla Koreańczyków najważniejsza jest firma, zakład, miejsce, gdzie pracuje, a dopiero potem jest rodzina. W naszym społeczeństwie jest odwrotnie.

 A ponieważ miejsce pracy jest najważniejsze, siłą rzeczy spędzają tam większość swojego czasu. W pracy przebywają od rana do godz. 20.00-21.00. Stąd ich obecność w domu jest praktycznie niewielka. Jedynie w weekendy spędzają czas z rodziną.

Jest jednak dość liczna grupa mężczyzn, która potrafi się spotykać w swoich parafiach, minimum

2 razy w tygodniu, ok. godz. 21.00 czy 22.00 – zwłaszcza Legion Maryi i grupy św. Wincentego á Paulo. Toteż nie można mówić, że ich nie ma.

Podobnie jest z radami parafialnymi, które są dość silne – pierwsze skrzypce grają tam mężczyźni. Doradzają proboszczowi, pomagają w załatwianiu różnych spraw na zewnątrz. Rzeczywiście, nie widać ich na codziennej Mszy św., która zazwyczaj jest w parafiach rano, o 6.00 czy 6.30, a wieczorem o 19.00, ale w godzinach możliwych dla nich są bardzo zaangażowani.

R. – A dzieci?

K. – Z dziećmi jest trudniejsza sprawa, gdyż system kształcenia jest inny niż w Polsce – spędzają praktycznie cały dzień w szkole lub tzw. hagwonach. To są miejsca, w których dzieci mogą nadrobić zaległości w jakimś przedmiocie – jeżeli ktoś ma braki, jest słaby np. w matematyce, angielskim czy fizyce, chodzi do hagwonu, żeby nadgonić to, co sprawia mu trudności. Uczą się tam wg programu szkoły.

Zajęcia w szkołach trwają najczęściej od 10.00-17.00. Czasami dzieci wpadają do domu, żeby coś zjeść i pędzą do hagwonu. Wracają do domu ok. 24.00. I rano znowu idą do szkoły.

Praktycznie w tygodniu nie ma możliwości prowadzenia jakiejkolwiek pracy duszpasterskiej z dziećmi, nie ma możliwości ich „złapać”. Pozostaje weekend. Zazwyczaj w niedzielę mają dwugodzinną katechezę. Jeżeli ktoś jest bardziej zaangażowany, wtedy uczestniczy w jakichś spotkaniach w sobotę po południu lub w niedzielę. Jak odbywają się lekcje religii – niestety, nie wiem.

Bardzo dużym problem Kościoła koreańskiego jest odpowiedź na pytanie: co będzie dalej w takiej sytuacji społecznej?

Moim zdaniem dzieci i młodzież mają bardzo małą wiedzę religijną, co może być w przyszłości przyczyną znacznych problemów.

Jeżeli oboje rodzice są katolikami, jest szansa, że coś dzieciom przekażą. Jeżeli rodzice mają różne wyznanie – jest zdecydowanie gorzej.

R. – Jak polscy pallotyni są odbierani w środowisku katolickim? Jak przez wyznawców innych religii?


K. – Znani jesteśmy przede wszystkim jako ci, którzy głoszą orędzie Miłosierdzia Bożego. I z tego powodu bardzo często wiąże się nas nie z Pallottim, ale z s. Faustyną.

Rozesłaliśmy po całym kraju kilkaset modlitewników, na których są nasze adresy. Być może ktoś zauważy…

R. – Czy Ksiądz w dalszym ciągu pomaga w parafii?

K. – W tej chwili na moim miejscu jest ks. Franciszek. Po święceniach vox populi chcieliśmy, żeby przez jakiś czas popracował w parafii. To ważne doświadczenie w pracy kapłańskiej.

R. – A posługa w szpitalu?

K. – Prowadzimy ją w dalszym ciągu, ale nie ma znaczenia, że jesteśmy pallotynami, a jedynie, że potrzebny jest ksiądz. Odprawiamy też Mszę św. i głosimy nauki rekolekcyjne dla pracowników szpi-tala.

Kilkanaście lat temu, jak byliśmy jeszcze w Suwon, ks. biskup prosił nas o katolickiego księdza do szpitala – posługę tę podjął ks. Jurek. Wtedy rzeczywiście mogliśmy mówić o pracy kapelana, bo on był tam cały czas.

Prowadzimy duszpasterstwo w dwóch szpitalach: w Anyang i w Bundang.

Wprawdzie szpital jest naszym dodatkowym zajęciem, ale jest to miejsce, gdzie potrzeba bardzo dużo mówić o Miłosierdziu Bożym i my to robimy. Zaczął ks. Jurek, a my to kontynuujemy.

R. – Jak Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych” mogą pomóc?

K. – Przede wszystkim modlitwą. Całe nasze posługiwanie w Korei to dowód na to, jak wiele można zdziałać dzięki łasce Bożej. Prosimy o wsparcie modlitwą naszych dzieł, naszej codzienności, nas – misjonarzy i powołań lokalnych.

Dziękuję również, w imieniu nas wszystkich, za każdą pomoc modlitewną i materialną. To, że trwamy i że można dostrzec pewne owoce naszej pracy to też zasługa Was wszystkich, Drodzy Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych” – i za to składam gorące Bóg zapłać. Życzę wszystkim Czytelnikom wielu łask Jezusa Miłosiernego.

Rozmawiała Jolanta Fidura