Wierzę w Boga od dziecka, modliłam się żarliwie aż do gimnazjum. Lecz potem pojawił się pewien problem w rodzinie. Wtedy w moim sercu zagościła wściekłość i nienawiść. Szukałam winnego sytuacji, która powstała, winnego mojego bólu i cierpienia. Zaczęłam bardziej polegać na znajomych niż na Bogu i rodzinie. W domu czułam się dziwnie. Nadal modliłam się, ale moje myśli i umysł były gdzie indziej.
W moim domu na ścianie wisiał obraz Jezusa. Nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Pewnego dnia, tak jak zwykle, udałam się z mamą na Mszę św. Wtedy dowiedziałam się, że ten obraz pochodzi od pallotynów. „Tam są księża z zagranicy, to ich wyróżnia od innych kościołów” – pomyślałam wtedy, tylko tyle.
Wówczas jednak stało się coś zaskakującego. Poczułam, jak przenikliwie Jezus z obrazu w pallotyńskiej kaplicy patrzy na mnie, a Jego oczy podążają za mną – jakby chciał ze mną rozmawiać. Bałam się wtedy spojrzeć Mu w oczy, bo wiedziałam, że On wie o wszystkim, o mojej złości i nienawiści.
Podczas roku szkolnego niewiele miałam czasu na regularne uczęszczanie na Mszę św., choć pojawiałam się w kościele od czasu do czasu. Mama i siostra zawsze powtarzały mi, jak ważna jest modlitwa o otwarty umysł i serce. Lecz one nadal pozostawały zamknięte, a ja nie chciałam ich otworzyć. Z niepewności i nieśmiałości. Odmawianie różańca lub czytanie innych modlitw – OK., lecz tak po prostu rozmowa z Bogiem? Nawet w rodzinie ciężko jest...
... czasem dzielić się tym, co nas boli, rozmawiać szczerze o sprawach, które leżą nam gdzieś głęboko w sercu.
W mojej rodzinie było podobnie – nie złościliśmy się na siebie, nie krzyczeliśmy, gościł w domu uśmiech i radość – lecz pewne sprawy pozostawały „tabu”, pewnych rzeczy nie chcieliśmy dostrzegać i rozmawiać o wzajemnych słabościach i tym, co złe. Dzieliliśmy się tylko tym, co dobre. Nie wiedzieliśmy po prostu, jak zabrać się za te „inne” sprawy.
Mimo to, lubiłam to miejsce – kościół u pallotynów. Może dlatego, że był taki mały, przytulny, niezbyt jasny – wszystko to sprzyjało koncentracji na modlitwie. Zaczęłam pisać proste modlitwy, ciągle jednak nieśmiało i nie do końca szczerze.
Z czasem, moja rodzina zaczęła rozwiązywać problem nie tylko „na ludzki sposób”. Spróbowaliśmy otworzyć się i przedstawiać nasze sprawy miłosiernemu Bogu. Stawaliśmy przed obrazem Jezusa, by modlić się nawet o drobne sprawy – oceny w szkole, dobry sen, bezpieczny powrót z podróży do domu. Codziennie staraliśmy modlić się przynajmniej 5 razy na różańcu. I dzielić się szczegółami z naszego życia. To wszystko spowodowało, że znowu jest mi lepiej z rodziną, a nawet źle się czuję, gdy jestem poza domem. Na rodzinie mogę zawsze polegać.
A pisanie próśb i modlitw do Boga jest lepsze, łatwiejsze i daje mi tyle szczęścia i satysfakcji, jak nigdy dotąd. Nie zwracam uwagi na zasady, nie zastanawiam się „jak to napisać”. Mówię i piszę po prostu – jak do najlepszego przyjaciela. To pozwala mi zrozumieć moje silne strony, jak też moje słabości. I nie odwracam już mego wzroku od Jezusa na obrazie. Tak wiele przecież mam Mu do powiedzenia.
Angela. Kang
Jak ma to miejsce każdego lata, młodzież pallotyńska z całego świata spotkała się w Rzymie. W zeszłym roku odbyło się już szóste Forum Młodych, w którym my, Koreańczycy, uczestniczyliśmy po raz pierwszy.
Przed wyjazdem na Forum, spotkaliśmy się kilkukrotnie, by zapoznać się ze sobą. Nazwaliśmy się UPAL, gdzie „U” (wymawia się „ju”) oznacza „Youth” (wymawia się „juf”), a PAL to skrót od „Pallotyni”. UPAL oznaczać też może skrót od „you are my pal” – czyli „jesteś moim dobrym kumplem”. Koreańska grupa UPAL spędziła wspaniałe dni w Rzymie, w towarzystwie grup młodzieży pallotyńskiej z Polski, Szkocji, Indii i Niemiec. To doświadczenie o ogromnym znaczeniu w naszym życiu: jesteśmy zjednoczeni przy naszym Ojcu Wincentym Pallottim, nawet, gdy wyglądamy i mówimy całkowicie inaczej.
Poprzez wspólne doświadczanie uczestnictwa w Forum, grupa UPAL zintegrowała się ściśle ze sobą, zdecydowaliśmy się na spotkania co miesiąc. Zaczynamy zawsze Mszą Świętą. Po niej jest czas na przekąskę, krótką naukę przekazywaną nam przez naszego ks. Jarka i wspólne spędzanie czasu.
Od pierwszego spotkania (do napisania tego świadectwa) minęło 6 miesięcy. To stosunkowo niewiele czasu, dlatego trudno już teraz powiedzieć, że jesteśmy „najlepszymi przyjaciółmi”, którzy wiedzą o sobie wszystko. Jednak, zgodnie z wyjaśnionym powyżej znaczeniem skrótu UPAL, jesteśmy dobrymi kumplami, dzielącymi się Bożą miłością. Całym sercem mogę potwierdzić, że te 6 miesięcy w grupie UPAL odmieniło moje życie.
Dzięki UPAL nauczyłam się silnie odczuwać obecność Boga ze mną, kiedykolwiek i gdziekolwiek idę. Chociaż też wiele razy zdarzyło mi się zapomnieć o miłości Boga. Podczas Mszy czy modlitw czułam się lepszym chrześcijaninem. Lecz na co dzień, wychodząc do świata, stawałam się jego częścią i moje słabości znowu brały górę. Wtedy właśnie obecność w UPAL dodała mi siły i wiary, że Bóg jest zawsze przy moim boku. Wspólna Msza św., rozważanie słów Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego, wspólne wyjazdy na pikniki – to nie to samo, co zwykłe spędzanie czasu z rówieśnikami. Ważne jest to, że Jezus jest zawsze z nami. Łatwo mogłam poczuć jego obecność i miłość. Teraz mocno doświadczam Jego obecności – wszystko, co muszę uczynić, to otworzyć oczy mego serca.
Mam szczęście, że poznałam Dom Pallotyński w Korei. Jestem wdzięczna, że mogłam uczestniczyć w rzymskim Forum. To niesamowity życiowy fart, że spotkałam ks. Jarka, który obdarza nas wszystkich i każdego z osobna swoją pełną uwagą i miłością, zawsze włączając nas w miłość Boga Ojca. Modlimy się mocno, by coraz więcej Koreańczyków poznało pallotynów i, rzecz jasna, by przyłączyło się do naszej grupy UPAL.
„Bóg stworzył nas, by kochać i by być kochanym”. – To moje ulubione słowa Matki Teresy. UPAL uczy mnie kochać i być kochanym, w łączności z miłością naszego Boga.
Josefina
Zorientowałam się, że znowu zapominam o miłosiernym Bogu. Znowu skupiłam się na poszukiwaniu odpowiednio pięknej modlitwy. Czekałam, aż znajdę coś konkretnego, odpowiedniego, co spodoba się Bogu. Czekałam też na okazję na jakiś dobry uczynek, by Mu go przedstawić razem z modlitwą. Ja, słaby człowiek, z moim małym, ograniczonym umysłem, chciałam usilnie wymyślić coś odpowiedniego na spotkanie z Bogiem i zrobić dla Niego jakiś prezent – bez tego wahałam się i nie czułam się gotowa na to spotkanie.
Błądząc w ciemności, z ciężarem na plecach, nie wiedziałam, że po prostu skupiam się na „klepaniu” modlitw. Obwiniając się i przepraszając Boga za brak przygotowania do spotkania z Nim, błędnie sądziłam, że jest to znak mojej skromności i refleksji. Lecz kolejność rzeczy była nie ta.
Spędziłam całkiem sporo czasu na Eucharystii i modlitwie, lecz czegoś w tym brakowało. Z początku nie zauważyłam, że coś jest nie tak, ponieważ oficjalnie, „na zewnątrz”, wszystko wydawało się być jak najbardziej w porządku. Dopiero niedawno zauważyłam, że brakuje najważniejszej rzeczy. Wierzyłam w „Boga” a nie w „miłosiernego Boga” – nie wołałam do Niego o pomoc, nie mówiłam mu szczerze „to nie jest fair”, nie wykrzyczałam Mu, że nie daję rady.
Nie chcę już więcej zapominać o tym, że nie wolno mi wahać się ani chwili, by pobiec do kościoła, gdzie Bóg czeka na mnie. Chcę pamiętać już zawsze o tym, że mam Jemu, miłosiernemu Bogu, przynieść wszystkie moje błędy, mój wstyd i słabość. Cóż, zdaję sobie sprawę, że znowu zapomnę – i znowu, i po raz kolejny. Lecz wiem też, że za każdym razem, gdy to się zdarzy, Bóg przypomni mi – poprzez miłość Ojców Pallotynów, ich głęboką, duchową modlitwę, poprzez „Dzienniczek” Siostry Faustyny, duchowość św. Pallottiego, łaskę spowiedzi świętej, czytania, adorację o godzinie 15.00 i Eucharystię. Na szczęście, miłosierny Bóg daje mi mnóstwo wskazówek – i nadal będzie dawać – mnie, słabej istocie, o kiepskiej pamięci – dzięki posłudze Ojców Pallotynów.
„Gdyby nie było tej drobnej niedoskonałości, nie przyszłabyś do Mnie. Wiedz, ile razy przychodzisz do Mnie uniżając się i prosisz o przebaczenie, tyle razy wylewam cały ogrom łask na twą duszę, a niedoskonałość twoja niknie przede Mną, a widzę tylko twą miłość i pokorę, nic nie tracisz, ale wiele zyskujesz...” (Dz. 1293).
Agnes
Tłumaczenie: Dariusz Bakuła
|