Strona główna arrow Papua Nowa Gwinea arrow Inaczej niż w kraju
Inaczej niż w kraju Drukuj Poleć znajomemu
We wspólnocie boramskiej w PNG jestem od siedmiu lat. Moja praca - brata zakonnego - tutaj, w Pa-pui, jest zupełnie inna niż ta, którą wykonywałem w swoim ojczystym kraju. Zanim zacząłem samodzielną pracę, musiałem najpierw nauczyć się języka pidgin i poznać zwyczaje oraz kulturę miejscowych ludzi.

Po rocznym przygotowaniu przyszedł czas na rozpoczęcie pracy w parafii Boram. Ówczesny proboszcz, ks. Jacek, poprosił mnie o zajęcie się ministrantami. Po roku systematycznych spotkań i formacji było już trzydziestu ministrantów. Swoją wiedzę i umiejętności mieli możliwość pokazać podczas święceń kapłańskich w katedrze. Otrzymali sporo pochwał i zaproszenia na kolejne świecenia kapłańskie i diakonatu. To dodało im motywacji, by nie zaniedbywać naszych cotygodniowych spotkań formacyjnych. Raz w roku mają swoje rekolekcje i dni skupienia. Dzisiaj jest ich ponad sześćdziesięciu.
Od nowego roku będzie kolejny kurs dla ministrantów. Mam nadzieję, że chętnych nie zabraknie.

Do moich zadań należy też katecheza w więzieniu oraz w szkole średniej w Brandii. Katechezę w szkole średniej prowadzę dopiero od pięciu lat. Wykładam w dziesiątej klasie. Przychodzi młodzież z różnych parafii naszej diecezji - wiele osób nie bardzo zna katechizm. Powodem tego jest fakt, że katecheza w szkole podstawowej prowadzona jest przez nauczycieli świeckich, którzy czasami zaniedbują swoje wykłady.
Młodzież bardzo chętnie... ... uczestniczy w wykładach katechetycznych i zachowuje się bardzo spokojnie. Zadaje sporo pytań - i dobrze, bo to pomaga im lepiej przygotować się i lepiej poznawać samych siebie.

Trudniejsza jest katecheza w więzieniu, gdzie jest bardzo wielu skazanych za popełnienie morderstwa, rozboje czy kradzieże. Wielu z nich potrzebuje indywidualnej rozmowy, a niestety czasu na nie jest bardzo mało. Katecheza odbywa się tylko raz w tygodniu i trwa około 1,5 godziny, a uczestników jest dużo. Mimo to, jak umiem, staram się pomóc.

Kolejne zadanie to odwiedzanie chorych w szpitalu - zanoszenie im Komunii św., wspólna modlitwa, rozmowa. Praca ta daje mi wiele radości, gdyż odwiedzając chorych czuję się jakbym odwiedzał samego Pana Jezusa. Wiele razy nie mogę im pomóc, ale mogę chociaż podtrzymać ich na duchu. To dodaje im sił i wiary, że będzie lepiej. Zdarzają się przypadki, że podczas obchodu umiera jakaś osoba.

Ostatnio podczas modlitwy przed przyjęciem Komunii św. spostrzegłem kobietę, która zaczęła płakać przy łóżku swego małego dziecka. Podszedłem zapytać co się dzieje. Zrozumiałem szybko, że jej trzymiesięczne dziecko umiera. Wezwani lekarze nie zdołali go uratować. Dziecko zmarło na moich oczach. W obchodzie zawsze uczestniczą dwie członkinie Legionu Maryi. Wspólnie pomodliliśmy się za duszę zmarłego dziecka.
Takie przypadki na długo pozostają w pamięci. Szpital jest bardzo słabo wyposażony w sprzęt medyczny ii brakuje fachowego personelu lekarskiego.

Prowadzę też nabożeństwa w niedziele i święta. Niejedna osoba zapewne zapyta: co to jest nabożeństwo niedzielne? Na początku jest liturgia słowa z homilią, a następnie wyznanie wiary i modlitwa wiernych. Potem modlitwa przed przyjęciem Komunii św. i Komunia św.
Parafia ma kilka filii i ksiądz nie jest w stanie wszędzie w niedzielę odprawić Mszy Świętej. Dlatego jako sande lotu minister odprawiam nabożeństwo niedzielne tam, gdzie nie ma Mszy św. Często też bywa, że proboszcz sprawuje wieczorne Msze św. we wspólnotach miejscowych, a wtedy prowadzę adorację Najświętszego Sakramentu.

To tylko mały wycinek mojej pracy. Pozostaje jeszcze prowadzenie przygotowania do sakramentów: bierzmowania, chrztu i małżeństwa, prowadzenie rekolekcji dla Legionu Maryi, Sande Lotu Minister, Komunio Ministro itp.
Jako brat zajmuję się również prowadzeniem naszego domu w Boram, utrzymaniem go w „dobrej kondycji" (remonty czy drobne naprawy), robieniem potrzebnych zakupów dla naszej wspólnoty pallotyńskiej, załatwianiem wielu spraw w urzędach, biurach i i wieloma innymi rzeczami.

Tak, praca na misjach jest inna niż w kraju. Czasami doskwiera słońce i moskity. Jednak jestem wdzięczny Panu, że powołał mnie i posłał na misje jako brata.
Praca tutaj daje mi wiele radości. Mogę pomagać tym, którzy tej pomocy potrzebują i mogę głosić Słowo Boże nawet na krańcu świata.

Br. Janusz Namyślak SAC
 
SMS misje