Strona główna arrow Aktualny arrow Moje pięć minut" w PNG
Moje pięć minut" w PNG Drukuj Poleć znajomemu
Było to rzeczywiście „wyzwanie", którego przed przyjazdem tutaj nie bytem świadomy.
I bardzo dobrze! Bo gdybym wiedział, co mnie tu czeka, czego będę doświadczał, pewnie zabrakłoby mi odwagi, by podjąć pracę tutaj.
Bóg miał dla mnie swoją drogę, by mnie tu „wykorzystać" i dlatego stopniowo dawkował doświadczenia, poprzez które mnie umacniał i utwierdzał.

Był czas kilku miesięcy zachwytu przyrodą, ludźmi, powagą powołania misyjnego w służbie Papuasom.
Później nastąpił czas kilku lat, kiedy głównie dostrzegałem negatywne strony życia i pracy tutaj. Wtedy zadawałem sobie pytania o sens mojego posługiwania tutaj, a nawet „po co ja tu jeszcze się tak męczę?" Było wiele sytuacji, po których mogłem spokojnie wyjechać, ale jakiś dziwny upór i dziwna siła trzymały mnie tutaj. Jakoś przetrwałem!

Później nastąpił czas pogodzenia „zachwytu" z „negacjami", wypośrodkowania i znalezienia drogi dalszej pracy.

I wtedy dopiero - po tym okresie mojego „oczyszczenia" - odczułem „rękę Boga" nade mną, co wzbudziło zaufanie ku Niemu, usystematyzowało i utwierdziło moją, dotychczas „teoretyczna", wiarę na „praktyczną" oraz dało mi twardą motywację i zrozumienie sensu bycia tutaj.
Dopiero wtedy przyjąłem za swoje, dlaczego Bóg posłał mnie tutaj, a nie gdzie indziej.

Przez dłuższy czas, po kilka lat, pracowałem na czterech stacjach... ... misyjnych: nad Sepikiem (Marui), w dżungli i kunaju (Roma, Turingi) i na wybrzeżu (Boiken).
Nie wiem jak, ale przeżyłem 44 ataki malarii - widocznie byłem tu Bogu naprawdę potrzebny.

Tak samo, jak i pozostali Współbracia, nie bałem się pracy duszpasterskiej ani nie uciekałem przed pracami na stacjach misyjnych. Jak i pozostali - starałem się być dla ludzi, wśród których żyłem i dla których tu pracowałem. Po prostu, nie chciałem zmarnować tego czasu i zadania, które zlecił mi Bóg wobec Papuasów.

DZIĘKUJĘ BOGU, że właśnie tak a nie inaczej prowadził mnie tutaj, obdarzając mnie powołaniem misyjnym.
Moim osobistym motywem było: Bóg widzi, co tu robię; ile mnie to kosztuje; jaki trud i wysiłek temu towarzyszy... I niech to jedynie Jemu będzie wiadome! Ufam, że On mi to kiedyś policzy.

DZIĘKI i tym WSZYSTKIM LUDZIOM, którzy zawsze towarzyszyli mi duchem modlitwy, wsparcia cierpieniem i współudziałem w mojej misyjnej drodze jakąkolwiek formą pomocy - by mnie było łatwiej i bym trwał!

Ks. Krzysztof Morka SAC