26 października 2009 roku minęło 13 lat od momentu kiedy postawiłem pierwsze kroki na papuaskiej ziemi, rozpoczynając misyjną „przygodę". Znalazłem się w nowym świecie, wśród nowych ludzi, stając przed wyzwaniami, które w momencie przyjazdu nawet sobie trudno wyobrazić na tym lądzie, określanym w przewodnikach, jako miejsce, gdzie może się wydarzyć to, co jest najbardziej nieoczekiwane.
Mój pierwszy rok w Papui spędziłem w diecezji Wewak na tak zwanym wprowadzeniu misyjnym połączonym z nauką języka pidgin. Miało to miejsce pod okiem ks. Krzysztofa Morki w parafii Marui nad rzeką Sepik. Doświadczenie egzotyki szybko przekształciło się w codzienne zmaganie się z trudnymi warunkami życiowymi.
Po kilku miesiącach wprowadzenia przyszedł czas na postawienie samodzielnych kroków w pracy misyjnej, kiedy bowiem współbracia udali się na urlopy do Polski najpierw miałem okazję zastąpić ich w Marui nad Sepikiem, a następnie w parafii Turingi, największej terytorialnie parafii obsługiwanej przez pallotynów.
Po zakończeniu wprowadzenia misyjnego rozpoczęła się moja, niespełna dwuletnia, praca w górskiej diecezji Kundiawa. Olbrzymia terytorialnie i ludnościowo parafia Naragaima, gdzie wspólnie z ks. Janem Rykałą przyszło nam pracować, była pięknie położona blisko 2000 m nad poziomem morza. Niestety, tereny te stanowiły miejsce nieustannych walk plemiennych. Przybyłem do tej parafii akurat po zakończeniu walk, które objęły niemal cały teren parafii. Przez wiele miesięcy ...
... trwały wysiłki, nie zawsze skuteczne, aby zwaśnione plemiona ponownie zgromadzić w jednej rodzinie parafialnej.
Pod koniec 1999 roku powróciłem do diecezji Wewak, aby objąć parafię Boram. Jest to parafia miejska, w której mieści się jednocześnie główna siedziba pallotynów w Papui - jest to też parafia, która najdłużej doświadczyła obecności i pracy pallotyńskiej. Ma swoją specyfikę, jakiej nie ma w innych parafiach w diecezji - mianowicie do normalnych obowiązków duszpasterskich dochodzi tu jeszcze kapelania w szpitalu wojewódzkim, kapelania w więzieniu oraz katechizacja w jednej z państwowych szkół średnich.
Po pięciu latach pracy w mieście, powróciłem do pracy „buszowej". Objąłem dwie sąsiadujące ze sobą parafie Roma i Warabung. Parafie te są mniej więcej takiej samej wielkości i z podobną populacją. Mimo bliskości bardzo różnią się między sobą.
Parafia Roma doświadczyła w swojej historii kilkunastu lat bez księdza, dlatego teraz ludzie cenią sobie obecność księdza i możliwość regularnego przystępowania do sakramentów. Takim znakiem ich oddania Kościołowi jest to, iż sami wystąpili z inicjatywą wybudowania nowego domu parafialnego, gdyż obecny nie nadaje się już do remontu. Parafia Warabung nie miała takiego doświadczenia jak Roma, toteż w tej parafii można napotkać wiele problemów ze strony liderów, przekonanych o swojej nieomylności.
Od ponad roku doszła mi jeszcze pomoc w trzeciej parafii, Ulupu.
Sytuacja personalna w diecezji, w której jako pallotyni pracujemy, jest bardzo dramatyczna. Ubywa misjonarzy, a lokalnych księży jest za mało. W dekanacie, w którym pracuję, na 16 parafii jest nas tylko 5 księży, więc konieczna jest - na ile to fizycznie możliwe - pomoc w tych parafiach, gdzie nie ma księdza.
Tak oto przez te 13 lat miałem i mam nadal możliwość doświadczenia różnych warunków pracy misyjnej. Od pięknych rozlewisk rzeki, poprzez busz, kunaj, malownicze góry, po nadmorskie tereny. Tam wszędzie, gdzie żyją ludzie, dla których przyjechałem tu pracować. I chociaż nie zawsze jest się tutaj witanym z otwartymi rękami, bo można usłyszeć, i to nawet od katolików: „wynoś się od nas", to jednak wierzę, że ten pot wylany na papuaskiej ziemi nie idzie na marne.
Te dziesiątki godzin spędzonych na wędrówce do buszowych wiosek, aby dotrzeć z posługą sakramentalną. Te setki ochrzczonych, pobłogosławione małżeństwa, godziny spędzone w konfesjonale, posługa udzielona chorym i umierającym - tego wszystkiego nie da się mierzyć ludzką miarą.
Co prawda przed Papuasami jeszcze daleka droga do ostatecznego zostawienia pogaństwa, które mocno jeszcze w nich tkwi, ale wierzę, że nasza misyjna posługa pomoże naszym młodszym braciom i siostrom w wierze w zbliżeniu się do Chrystusa.
Ks. Jacek Bilik SAC |