Pozwól narodzić się Jezusowi Drukuj Poleć znajomemu
Dramatem naszych czasów jest niezauważanie Boga, który przychodzi, zamykanie się przed Nim, izolowanie się. Powtarza się niegościnność i nieuprzejmość Betlejemu zamykającego się na przyjęcie Jezusa. Ale czy jest sens przedłużać ten dramat? Czy jest sens być aktorem w tym dramacie?

Może by jednak zaryzykować i pozwolić Jezusowi, aby przyszedł pod mój dach, aby wszedł do mojego wnętrza. Bez tego otwarcia się nie ma Bożego Narodzenia, nie ma święta, a w rezultacie nie ma dobrej codzienności. Bo jak zauważa Adam Mickiewicz: „Cóż Ci pomoże, że Jezus urodził się w betlejemskim żłobie, jeżeli nie urodzi się w Tobie?”

Boże Narodzenie jest we mnie albo nie ma go w ogóle. Nie mogę mówić o świętowaniu Bożego Narodzenia, dopóki nie pozwoliłem Chrystusowi urodzić się we mnie, dopóki, dzięki Jego przyjściu, nie stałem się nowym człowiekiem, dopóki myślę tylko o sobie, dopóki wyżej stawiam miłość małą, egoistyczną, z której można się pośmiać, ale którą łatwo też można porzucić – niż miłość wielką.

A może boję się Bożego Narodzenia? A może lękam się tej odpowiedzi, którą muszę dać? A może nie cieszy mnie wcale myśl, że Boże Narodzenie jest? A może przeraża mnie ubóstwo żłóbka i groźba, która nad nim wisi?

Bóg tego się nie uląkł. Mimo wszystko przyszedł i stał się człowiekiem. I ja na tyle będę człowiekiem, na ile... ...nie ulęknę się wymagań, jakie mi stawia moje człowieczeństwo. Nie lękajcie się przyjąć Jezusa! – wołał ciągle Jan Paweł II.

Obchodząc Boże Narodzenie, muszę się zgodzić na to, że Nowonarodzony otoczony jest gronem nie tylko przyjaznych Mu osób, że nad Jego żłóbkiem unoszą się nie tylko radosne śpiewy, ale także rozciąga się hałaśliwy krzyk tych, którzy chcieliby Jezusowi zabronić Jego urodzenia się, którzy chcą wmówić wszystkim, że Jezus nie ma prawa zatrzymać się w publicznym miejscu, że gospoda jest tylko dla bogaczy. Moim zadaniem jest, aby tych ostatnich było coraz mniej. Jest to najlepszy sposób oddania czci Temu, który przyszedł na świat, by być obecnym w mojej codzienności.

Św. Bernard pisał kiedyś: „W pierwszym swoim przyjściu Chrystus stał się naszym Odkupicielem, w drugim ukaże się jako nasze życie, a pomiędzy tymi dwoma jest On naszym wytchnieniem i pocieszeniem”.

Ks. Adam Golec SAC