Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 49 (4/2009) arrow Strapionych pocieszać
Strapionych pocieszać Drukuj Poleć znajomemu

Na wszystkich długościach i szerokościach geograficznych – gdzie tylko stąpają ludzie – i w każdym czasie STRAPIONYCH nie brakuje. Każdy człowiek – bez wyjątku – jest poddawany doświadczeniu strapień i jest jak marynarz, który musi być przygotowanym na spotkanie burzy i sztormu oraz liczyć się z możliwością tych zjawisk i wielu innych trudności w czasie swego rejsu.

Co bywa źródłem ludzkich strapień?
– Spodziewamy się „czegoś”, a nie otrzymujemy „tego”…
– Zamierzamy „coś” osiągnąć, a jednak do tego nie „dochodzimy”…
– Robimy plany, a nie możemy ich zrealizować…
– Chcemy być, mieć, a w rzeczywistości nic z tego nie staje się naszym udziałem…
– Marzymy, jednak marzenia się nie realizują…

MÓJ plan, praca, zamiary, marzenia, oczekiwania…, a jednak nie ma EFEKTÓW, których człowiek się spodziewa! Więc taki stan rzeczy powoduje w człowieku strapienia, bo nie jest mu dane...

... dojście do tego, czego CHCE! Staje się to w chwilach, gdy naprawdę człowiek zapomina o rzeczach podstawowych dla swego bytowania, tj.:
– skąd się tutaj wziął?
– co ma do zrobienia w czasie swego bytowania?
– jaki jest prawdziwy cel, do którego powinien zmierzać?

ŹRÓDŁO STRAPIEŃ jest w zasadzie jedno: gdy coś nie idzie po myśli człowieka i według tego, co „on chce”, kiedy myśli, że jest panem samego siebie. A to nie tak!
Nie człowiek powołał sam siebie do istnienia, ale Stwórca go takim uczynił. Stąd, jeśli człowiek zapomina o tym lub pomija Stwórcę, nie może pogodzić się z niepowodzeniami w realizacji swojej woli.
Gdy Stwórca krzyżuje, niweczy człowiecze „chcę”, a człowiek się z tym nie godzi, popada w strapienie!!! A poprzez STRAPIENIA Stwórca chce ukazać człowiekowi, że nie jest DOBREM to, do czego człowiek tak usilnie dąży według własnej woli, ale PRAWDZIWYM DOBREM dla człowieka jest to, do czego ukierunkowuje i prowadzi go Stwórca.

Każdy człowiek CZUJE! Zgryzoty, strapienia, to jak burze, które przetaczają się nad głowami ludzkimi i ciskają na nie swoje pioruny. Przerażające to i niekiedy bardzo bolesne.
Co więc z tym robić, jak temu zaradzać??? Pocieszanie innych jest łatwe, ale jeśli taka „burza” przetacza się właśnie nad moją głową, to co wtedy?
Według wszystkich Duchowych Przewodników po drogach naszej Wiary STRAPIENIA nas „dopadają”, by pomóc nam zauważyć, że coś w naszym życiu jest „nie tak”, że coś należałoby poprawić.

Burze STRAPIEŃ walące się na nasze głowy są nie po to, by nas zniszczyć, unicestwić, czy nawet tylko pognębić, ale by zmiękczyć nasze serce, skierować je na nowo ku Bogu, ku Jego Woli; by pomóc nam wyprostować i skrócić drogę życia ku PRAWDZIWEMU CELOWI. Poprzez STRAPIENIA Bóg „odcina” nas od wielu zbędnych rzeczy i dba byśmy zbyt daleko od Niego nie odeszli.

Kiedy odwiedzam chorych w wioskach w dżungli czy niekiedy w szpitalu, bardzo wielu prosi o Spowiedź, Komunię św., modlitwę… A wcześniej, gdy było im dobrze, byli zdrowi, latami pomijali Sakramenty, Msze Święte, modlitwę… Gdy STRAPIENIE bólu, choroby, niedołężności, stało się ich udziałem to powracają na drogę Wiary.
Słowa POCIESZENIA dla nich to: „Widzisz, gdy było ci dobrze, zdrowie dopisywało, towarzyszyło ci powodzenie, to byłeś tak tym zachwycony i pochłonięty, że stałeś daleko od Boga. Ale popatrz, to twoje cierpienie teraz nie jest przekleństwem dla Ciebie. Ono pomogło ci na nowo myśleć o Bogu i powrócić do Jego Łaski. Widzisz, tą drogą Bóg na nowo ma cię blisko siebie…”

Wielu ludzi jest przekonanych, że to wszystko, do czego z takim uporem i wysiłkiem dążą teraz, jest bardzo konieczne i niezbędne w ich życiu. Jednak w chwilach strapień, wielu spośród nas przekonuje się o marności tego materialnego, przemijającego świata. Zauważamy, że to wszystko nie jest naprawdę konieczne. Zwracamy serce ku Bogu i z pokorą przyjmujemy Jego Wolę, rezygnując tym samym z własnej (jak kapryśne, buńczuczne dziecko, które – w trudnych chwilach – powraca i wtula się w kochające ramiona matki).

Dobrze wiemy, że wyrostek w stanie zapalnym, musi być operowany i usunięty, by nie zatruć i nie zabić całego organizmu. Dobrze wiemy, że „stojąca woda” jest pełna bakterii i zgnilizny, że tylko wartko płynąca woda przynosi pokrzepienie, ochłodę… Poprzez STRAPIENIA sami możemy się przekonać, czy naprawdę jesteśmy wierzącymi i uległymi Woli Bożej (Ojcze nasz… bądź Wola Twoja jako w Niebie tak i na Ziemi…), czy też tylko w „pozorach” mienimy się być wierzącymi.

Bo STRAPENIA są jak ogień świecy, który zmiękcza i rozpuszcza lak, by Bóg na nowo mógł wycisnąć na nim „swoją pieczęć”.

Mądry człowiek sprzed V wieków mawiał: „Powodzenie oślepia oczy ludzi, nieszczęście je otwiera”. Toteż POCIESZAĆ STRAPIONYCH, to nie lamentować z nimi nad ich nieszczęściem, ale pomóc im zrozumieć i przekonać ich o sensowności i końcowym efekcie doznawanych STRAPIEŃ.

Ks. Krzysztof